Jacek Żakowski
2 września 2010

Z Małgorzatą Winiarczyk-Kossakowską, doradcą szefa SLD

Kościół bierze państwo

Dla izb skarbowych też?

Tak, bo Kościół praktycznie nie płaci podatków. Księża, którzy mają państwowe posady, płacą PIT, a reszta tylko wyznaczany przez ministra finansów ryczałt zależny od wielkości parafii. Dla parafii do 20 tys. mieszkańców to jest ponad tysiąc złotych kwartalnie. Proboszczowie mający gospodarstwo rolne płacą niski podatek rolny. Natomiast osoby prawne, czyli parafie, diecezje, zakony nie płacą nawet podatku od dochodów z działalności gospodarczej, jeżeli przeznaczają je na cele kościelne, charytatywne i opiekuńczo-wychowawcze. Cokolwiek to znaczy. I jak by było niesprawdzalne. Dochody z odzyskanych kamienic, sklepów, szpitali, hoteli też nie są opodatkowane, jeśli przeznacza się je na te trzy cele.

Trzeba to jakoś udowodnić pokazując rachunki na świece czy kwiaty?

Wystarczy oświadczenie.

Czy to wynika z konkordatu?

Nie. To wprowadziła ustawa Rakowskiego z 17 maja 1989 r.

Wtedy skala działalności gospodarczej Kościoła była minimalna.

Ale nikt tego później nie zmienił.

Ludzi drażnią nie tylko materialne przywileje Kościoła, ale też jego wszechobecność. Zwłaszcza na uroczystościach państwowych. Czy to jest jakoś formalnie uregulowane?

Art. 25 konstytucji mówi o bezstronności światopoglądowej państwa i równouprawnieniu wyznań. Trudno to pogodzić z powszechnym poprzedzaniem uroczystości państwowych mszami jednego wyznania.

Czy to jest złamanie konstytucji?

Jest to ewidentnie sprzeczne z jej literą. Ale praktyka konstytucyjna poszła w innym kierunku. Nikt specjalnie nie kryje, że bezstronność i równouprawnienie są fikcją. I to w rosnącym stopniu. Konkordat przewidywał na przykład państwowe finansowanie dwóch kościelnych uczelni – Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. KUL finansowano zresztą od 1991 r. pod pretekstem rekompensaty za zabrany majątek Fundacji Potulickich. Ale ten majątek dawno został zwrócony Kościołowi i to z dużą nawiązką – bo przekazany PGR miał kilkaset hektarów więcej niż fundacja – a finansowanie zostało utrzymane. Ale na tym się nie skończyło. W 2006 r. uchwalono złożoną przez Platformę Obywatelską ustawę o dotowaniu kolejnych trzech uczelni kościelnych – Wyższej Szkoły Teologiczno-Filozoficznej Ignatianum w Krakowie oraz Papieskich Wydziałów Teologicznych w Warszawie i Wrocławiu. Natomiast zgłoszony w tym samym czasie projekt ustawy o finansowaniu Prawosławnego Seminarium Duchownego do tej pory czeka na uchwalenie. Chociaż poza uczelniami kościelnymi państwo finansuje jeszcze wydziały teologiczne na uniwersytetach i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który jest jednocześnie państwowy i katolicki.

To też problem z punktu widzenia bezstronności państwa. Bo mamy państwową instytucję wyznaniową.

Oczywiście. I konsekwencje będą coraz bardziej widoczne. Bo uczelnie katolickie, w odróżnieniu od świeckich, błyskawicznie „produkują” doktorów i doktorów habilitowanych. Habilitację uzyskuje się tam w większości w wieku do 40 lat. Te kadry niebawem mogą zdominować mniejsze uczelnie świeckie, na których habilitacje robi się kilkanaście lat. Już dziś na świeckich uczelniach księża wykładają świeckie przedmioty. Trudno sobie wyobrazić, żeby to się nie łączyło z propagowaniem ideologii religijnej. Widać to na konferencjach.

Jak to widać?

Na przykład trudno jest o poważną rozmowę na temat tzw. ślubów konkordatowych udzielanych przez księży. A sprawa jest poważna. Bo państwo oddało Kościołowi istotną funkcję publiczną, a skutki tego przerzuciło na obywateli. Ksiądz udzielający ślubu musi w ciągu pięciu dni zgłosić zawarcie małżeństwa w urzędzie stanu cywilnego. Jak nie zawiadomi, małżeństwo jest w świetle prawa państwowego nieważne, choć pozostaje ważne z punktu widzenia prawa kościelnego. To może mieć fatalne skutki dla ludzi. Takie sytuacje się w Polsce zdarzają. A państwo jest bezradne. Nawet nie może takiego księdza ukarać.

Podobnie jak katechety albo kapelana.

W szkołach praktyka jest taka, że katecheci mają te same prawa co nauczyciele, ale nie podlegają tym samym rygorom. Wnioski wizytatorów wysyła się biskupom, a oni zwykle chowają je do szuflad. Podobnie jest z kapelanami. Wszędzie, gdzie wkracza Kościół, państwo traci kontrolę nad częścią własnych instytucji.

Wierzy pani, że państwo prawa się z tym jeszcze upora?

Myślę, że przez jakiś czas raczej będzie to szło coraz dalej. Kościół jest potężny i potrafi drążyć do skutku. A państwo jest słabe. Urzędnicy oglądają się na polityków, a politycy co chwilę mają wybory i nie chcą się Kościołowi narażać. Nawet teraz, kiedy Unia domaga się powołania urzędu antydyskryminacyjnego i grozi karami finansowymi, dla polityków ważniejszy jest opór Kościoła w tej sprawie. Bo znów idą wybory. A potem będą następne. Ale Polska jest i będzie coraz bardziej otwarta. Ludzie widzą, że na świecie jest inaczej, że gdzie indziej Kościół katolicki choć silny – ustępuje pod żądaniem kontroli społecznej. W Polsce też tak się stanie. Tylko kiedy?

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail
Polityka on Facebook

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną