Rozmowa z żoną Przemysława Gosiewskiego
Trudno uwierzyć w wypadek
Myśli pani, że kręgi rządzące posunęły się do tego, żeby zabić prezydenta?
- Nie wiem, czy i kto się mógł do tego posunąć, ale ja tego nie wykluczam. To, co widziałam w pierwszych dniach, to jakby ukrywaną satysfakcję z tego, co się stało i bardzo sprawne obsadzanie wszystkich, ale to wszystkich stanowisk. Wypowiedzi, że polityka nie kieruje się współczuciem. Nagle otrzymaliśmy wielką pulę, obsadziliśmy w pośpiechu.
Przecież Platforma po katastrofie obsadziła tylko dwa stanowiska.
- Wszystkie. Proszę przeczytać wywiad z ministrem Sasinem i zobaczyć, jak się to odbywało. Natychmiastowe wejście do Kancelarii Prezydenta, przejęcie obowiązków, w zasadzie bez udokumentowania śmierci Prezydenta, w oparciu o jakiś rzekomy telefon prezydenta Rosji. Czy to normalne? W jakim celu wchodzono do pokoi sejmowych posłów? Po czym usiłowano ukryć ten fakt, no ale ktoś się wypowiedział.
Ci ludzie mieli dostęp do największych tajemnic państwa. To chyba naturalne, że chciano sprawdzić, czy jakieś materiały nie trafią w niepożądane ręce.
- W prywatnych pokojach sejmowych posłów, tych zajmujących się „wrażliwymi” sprawami? Podano oficjalnie, że oni tam po DNA poszli, mogli poprosić rodziny.
To DNA było przecież potrzebne.
- Minęły trzy miesiące od tragedii, a strona rosyjska nie przekazała dokumentacji medycznej, ani badań DNA, ani sekcji zwłok. Premier Tusk popełnił niewybaczalny błąd, mówiąc, że on nie ma powodów, żeby nie ufać Rosji. No, kto jak kto, ale premier rządu polskiego, wspierany przez swoje służby powinien mieć świadomość realiów rosyjskich i tego, w jaki sposób władze Federacji Rosyjskiej nas traktowały, traktują i prawdopodobnie będą traktować. Ten samolot nie miał prawa spaść. To są już takie samoloty, które spadać nie powinny, na świecie nie spadają samoloty przewożące prezydentów. To rząd polski powinien zapewnić bezpieczeństwo głowy państwa.
Myśli pani, że Rosjanie by sobie pozwolili na coś takiego?
- Nie wiem, na co by sobie Rosjanie pozwolili. Uważam, że jeżeli nie mieliby nic do ukrycia, to w ich interesie było poproszenie ekspertów międzynarodowych. A tam od początku było ściganie dziennikarzy z kamerami. Przecież polski dziennikarz Wiśniewski udzielał wywiadu, jak usiłowano mu odebrać kamerę. Był tam też bardzo tajemniczy człowiek, który w języku polskim i rosyjskim się wypowiadał i do funkcjonariuszy rosyjskich mówił, że oni powinni zabrać mu kamerę i go aresztować. Kto to był? Nawet w przekazaniu prostych dokumentów jest problem. Bodajże 11 kwietnia było dokonane otwarcie czarnych skrzynek. Dlaczego na dzień dobry, na bieżąco, nie wykonano kopii dla strony polskiej? Dlaczego Klich sugerował od razu winę pilotów? Rozmawiałam z wieloma osobami, które znały tych pilotów. Chwalili ich. Straciłam męża w tej katastrofie i nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby oskarżać o to pilota.
Nie mając żadnych dowodów, oskarża pani Tuska.
- Pan premier Tusk argumentował, że żądanie przejęcia śledztwa mogłoby pogorszyć stosunki polsko-rosyjskie, to w ogóle w głowie się nie mieści. W obliczu śmierci stu osób, przykrywanie tego pojednaniem. Teraz kiedy strona rosyjska nie przekazała istotnych dokumentów, wraku i oryginałów skrzynek, premier milczy. Zamiast obiecanych informacji o przyczynach katastrofy, wściekłe ataki Palikota. Ci ludzie nie mają szacunku nawet dla zmarłych, to jest barbarzyństwo.
Nie boi się pani, że ktoś może pomyśleć, że pani snuje jakieś spiskowe teorie?
- Ja nie snuję, ja tylko mówię o swoich obserwacjach. Wiele rodzin boi się mówić. Wiele rodzin nie wypowiada się nie dlatego, że nie chcą poznać prawdy, tylko że boją się, najzwyczajniej w świecie boją się. Zarówno my, jako rodziny, jak również społeczeństwo ma święte prawo usłyszeć i dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło. Spadł samolot polski i chyba rząd polski odpowiada chociażby za jego stan techniczny, który zgodnie z doniesieniami w mediach, mógł budzić wiele wątpliwości.
Poprzedni, PiS-owski rząd również odpowiada za stan techniczny tego i innych samolotów rządowych.
- Odpowiadał wtedy, kiedy rządził, a było to kilka lat wstecz. Argument, że w 2007 roku ś.p. pan minister Szczygło nie podjął decyzji, jest żenujący. To świadczy o tym, że rządzą nami ludzie niekompetentni i nieodpowiedzialni.
Ważną decyzję. Przestał szkolić pilotów na symulatorze, gdzie ćwiczy się właśnie sytuacje ekstremalne.
- Czysta manipulacja, że przestał szkolić, że unieważnił przetarg. Ten rząd rządzi już kilka lat i nie ma żadnego, ale to żadnego usprawiedliwienia na to, że nie zakupił samolotów. Jeżeli poprzednicy tego nie zrobili, to było ich ryzyko. Natomiast samolot spadł w czasie, kiedy ktoś określony rządzi i to rządzi od dłuższego czasu.
Ale oni też tym samolotem latali. Są samobójcami?
- Ale to jest ich ryzyko. Jak długo można mówić, że to jest wina poprzedników? Oni nie podjęli decyzji, ryzykowali i powinni ponieść konsekwencje, jeżeli okaże się, że ten samolot rozbił się z przyczyn na przykład technicznych. Póki co, jeszcze nikomu włos z głowy nie spadł. W ogóle nie mówi się o odpowiedzialności rządzących. Jest bardzo usilna próba przejścia do porządku dziennego. Pierwsze trzy miesiące to było bardzo skuteczne hasło, że teraz to jest kampania wyborcza i w ogóle mówienie o tym, no to jest polityka. Przedwczoraj usłyszałam, że teraz to już jest agresja, ponieważ zbliżają się wybory samorządowe, więc moje pytanie jest, czy i kiedy będzie ten czas na wyjaśnienie sprawy? Jak długo, zamiast wyjaśnień, przedstawiciele władzy będą obrażać ofiary tej katastrofy i ich rodziny. Jak długo, zamiast odpowiedzi na pytania o przyczyny katastrofy władza będzie odpowiadać agresywnym językiem Palikota?
To jest sposób na to, żeby zamknąć pani usta?
- Mnie nie sposób zamknąć ust w taki sposób, ale zamknięto w taki sposób usta wielu politykom i posłom, i to bardzo skutecznie. Pan prezes Jarosław Kaczyński, który postanowił nie zabierać głosu w kampanii. Milczenie prezesa to była decyzja zrozumiała. Natomiast w tym czasie inni mieli prawo domagać się prawdy. Ja, na miarę moich możliwości, mówiłam o tym, że uważam te trzy miesiące za czas stracony. Te trzy miesiące nie przybliżyły nas do prawdy. Pojawiło się wiele hipotez i myślę, że jest to rządowi na rękę, że pojawia się 20 różnych wersji. Czasami, tak jak pan powiedział, to są wersje zupełnie wydumane, celowo, bądź niecelowo.
Ale prace prokuratury trwały i trwają. Prokuratura właśnie poinformowała, że Rosjanie przekazali im 20 tomów akt, ponad tysiąc stron. To wszystko trzeba przetłumaczyć.
- Tylko nie mają tych kluczowych dokumentów. Nie mają oryginałów czarnych skrzynek, nie mają wraku samolotu, który leży pod chmurką i nie wiadomo co dalej. Zostały złożone wnioski o zwrot i chyba tylko możemy modlić się o dobrą wolę Federacji Rosyjskiej, bo brak jest jakichkolwiek reakcji rządu polskiego.
Co dalej?
- Działa grupa, która zawiązała stowarzyszenie. Wspierają też inni, ludzie zaczynają się jednoczyć np. w obronie krzyża. Będziemy do skutku żądać wyjaśnienia przyczyn śmierci bliskich, to jest nasz obowiązek. Wystąpiliśmy z żądaniem zwrotu wraku samolotu. Zbieramy podpisy pod apelem ogłoszonym na Jasnej Górze. Taką bardzo odważną, zdeterminowaną osobą w stowarzyszeniu jest żona wiceministra kultury, pani Merta. Ona, jako pracownik IPN, mówi, że to śledztwo przypomina jej śledztwa prowadzone przed 1989 r. To, co dla mnie jest dowodem na to, że nasza prokuratura ma bardzo świeżą niezależność, jest odrzucenie wniosku pana mecenasa Hambury o przesłuchanie premiera i marszałka Komorowskiego. My, rodziny, które niewiele wiedzą w sprawie, jesteśmy przesłuchiwani. Choć nasze zeznania nie wnoszą nic do tego śledztwa. Natomiast zeznań nie złożyli ci, którzy de facto odpowiadają za organizację wizyty i zapewnienie bezpieczeństwa głowy państwa.


