Gdy na pogrzebie Jana Twardowskiego w lutym 2006 r. ta pani – jak wyrażają się o niej osoby należące do grona przyjaciół księdza – wystawiła w zakrystii sióstr wizytek tylko te książki, których była edytorem, Waldemar Smaszcz, wydawca, przyjaciel księdza, czuł, że nic dobrego to nie wróży. Zresztą już rok wcześniej, podczas uroczystej mszy z okazji 90 urodzin księdza, miało miejsce podejrzane zdarzenie, gdyż nie mogli Twardowskiego fotografować obcy. Filmowali tylko ludzie tej pani, traktującej księdza – zdaniem Smaszcza – jak fabrykę pieniędzy. Raz nawet powiedział to księdzu w oczy, ale potem trzy miesiące się nie widzieli. Więc wolał nie wracać do tematu.
Ta pani to Aleksandra Iwanowska. Od 20 lat edytorka twórczości księdza Jana, autorka większości fotografii poety i przedmów do książek, nagrywająca jego wystąpienia na uroczystościach, zapisująca jego myśli rzucane w przelocie. Typ naukowca. Pilnowała zarówno przecinków w jego wierszach, jak i codzienności. Według świadków, po pogrzebie pod domek przy klasztorze wizytek, gdzie od pół wieku ksiądz miał dwa pokoiki, przyjechało kilka samochodów, które wywiozły jego życie: rękopisy, księgozbiory oraz 10 tys. zł nagrody, którą dostał od władz Warszawy.
Aleksandra Iwanowska, zwana przez księdza Oleńką, jest tematem zmęczona. Prosi, żeby przeczytać wrześniowy „Sukces, ekskluzywny magazyn dla kobiet i mężczyzn”, gdzie wyraziła się jednoznacznie.
Sukces
Tytuł artykułu w tym magazynie brzmi: „Wyklęta Muza Księdza Twardowskiego”. Muza to pani z apaszką na szyi. Ma dziś 53 lata, jest doktorem filologii polskiej, pracownikiem Uniwersytetu Gdańskiego. Artykuł „Sukcesu” opowiada, że poznali się w 1987 r. Ona, zachwycona tomikiem, który wpadł jej w ręce, ksiądz zachwycony, że ona się zachwyca.