Szczepan Twardoch dla POLITYKA.PL
1 marca 2010

Cormac McCarthy: optymiści kontra pesymista

Post-apokalipsy

 

Wyznawcy survivalismu starają się do tej wojny przygotować: gromadzą broń, zapasy paliwa, kupują nieruchomości na dalekich odludziach (jakich przecież w USA nie brakuje), gdzie pewnie spotykają antyfederalistyczne „milicje”, odmawiające płacenia podatków i witające pracowników federalnych agend ogniem broni automatycznej – w którą zaopatrują się nie prosząc o pozwolenie nikogo, a już na pewno nie agentów BATF. Surwiwaliści nie walczą jednak z rządem federalnym, przynajmniej nie na razie: zamiast tego budują swoje refugia, twierdze, w których zamierzają schronić się, kiedy wreszcie nadejdzie ich godzina zero. Co do której trudno powiedzieć, czy bardziej się jej obawiają, czy bardziej jej wyczekują, żeby powiedzieć swoje triumfalne „a nie mówiłem?” tym sąsiadom i znajomym, którzy najokrutniej z nich do tej pory drwili.

Wydawać by się mogło, że zarówno Kurzweil, który zamierza żyć wiecznie, jak i surwiwaliści, którzy chcą żyć tylko troszkę dłużej niż reszta świata to absolutne przeciwieństwa. Jeśli spojrzeć na nich w wąskiej perspektywie, to zapewne tak jest: Kurzweil wylicza moc obliczeniową komputerów w 2040 roku, surwiwaliści zaś gromadzą liofilizowaną żywność i tabletki do odkażania wody i rozważają sposoby zwalczania nomadycznych rabusiów – miny przeciwpiechotne, czy raczej broń maszynowa? – którzy wedle ich przekonania będą przemierzać świat w niedalekiej przyszłości.

Zdaje się jednak, że porusza nimi dokładna taka sama wiara, wiara w człowieka i w jego świetlaną przyszłość: dla surwiwalistów nadchodząca społeczna katastrofa jest tylko tłem, na którym błyszczeć może człowiek: nie przez przypadek zakończeniem post-apokaliptycznych scenariuszy jest odbudowa cywilizacji, najczęściej szlachetniejszej, lepszej niż ta, która upadła.

3.

„Droga” Cormaca McCarthy’ego to powieść post-apokaliptyczna. Chyba tylko romansidła spod znaku Barbary Cartland, lub powieść detektywistyczna są powieściowymi schematami bardziej wyeksploatowanymi. Od Stephena Kinga po Roberta Heinleina czy po wspaniały manifest wiary w kulturotwórczą siłę katolicyzmu w „Kantyczce dla Leibowitza” , aby wymienić tylko te co bardziej znane. Odchodząc od literatury - powstało przecież dziesiątki, jeśli nie setki post-apokaliptycznych filmów: od pustynnego „Mad Maxa”, po morski Waterworld, od „Listonosza” z tym samym Costnerem, po „Jestem legendą” z Willem Smithem. Swoją literaturę mają też surwiwaliści – James Wesley Rawles napisał ucharakteryzowany na powieść, bestsellerowy podręcznik przetrwania po apokalipsie pod tytułem „Patriots”.

Jest coś pociągającego w pustych miastach, w sklepach splądrowanych, w drogich samochodach leżących odłogiem – coś jak z dziecięcej fantazji o tym, że zostaje się samemu na świecie i można wszystko, lub z zupełnie niedziecięcej fantazji o powrocie do świata prostych, męskich wartości umocowanych na lojalności, wierności, odwadze; wreszcie na lufie karabinu. Jest coś pociągającego w wizji, którą snuje Chuck Palahniuk w „Fight Clubie” – wizję zasadzania się na jelenia w kanionach Wall Street.

A jednak McCarthy, pisząc „Drogę”, popełnił coś bardzo oryginalnego. Bo, po pierwsze, „Droga” nie jest powieścią o przetrwaniu, tylko o nie-przetrwaniu, o nieudolnym, wątłym odsuwaniu nieuniknionego, które na pewno i tak nadejdzie. Zgaśnie ogień, który metaforycznie niosą Mężczyzna i Chłopiec, to nie ulega wątpliwości. Wyrok już zapadł: co prawda, odroczono nieuchronną egzekucję, której można się było spodziewać po śmierci Mężczyzny, ale tylko odroczono.
Zdradzając finał „Drogi” - Mężczyzna umiera, a nad jego ciałem. Chłopiec spotyka dobrych ludzi, ludzi którzy niosą Ogień. Tak jak niósł go chłopiec ze swoim ojcem właśnie. Ale jasne jest: w tym martwym świecie, w którym przez popiół nie przebijają się pędy nowych roślin, wszyscy ludzie w końcu wymrą, kiedy skończą się pracowicie wykopywane resztki zdechłej cywilizacji, dzięki którym żyją jeszcze parę lat po katastrofie. W tym sensie droga podobna jest do „Ostatniego brzegu” Nevila Shute – tam również, jako czytelnicy, jesteśmy tylko świadkami nadchodzącego powoli końca – i starania bohaterów nie na wiele się tu zdają.

To bardzo różne, bardzo odrębne powieści, o zupełnie innym nastroju – u Shute cywilizacja umiera jak angielski dżentelmen, poprawnie ubrana, przejrzawszy korespondencję a wyczyszczone srebra spoczywają w kredensach, których nikt już nie otworzy. A u McCarthy’ego kanibale jedzą niemowlęta – ale opierają się obie książki na podobnej antropologii i podobnej wizji przyszłości. Wizji konsekwentnie pesymistycznej, z konsekwencją rzadko w literaturze spotykaną. Tu nie ma miejsca – ani u McCarthy’ego ani u Shute’a na „przytulną katastrofę” – tak drwił ze schematów budujących post-apokaliptyczny żanr Brian Aldiss, udowadniając, że katastrofy te tak naprawdę nie są katastrofami. Tak jak rozbitkowie z powieści Verne’a nie żyli życiem rozbitków, lecz pozostając w wymuszonej izolacji budowali dla siebie zastępczą, nową cywilizację. Tak wygląda większość powieści post-apokaliptycznych, które mimo straszliwej scenografii przepaja ta sama wiara w postęp, jaka przepaja w pewnym sensie „Perfekcyjną niedoskonałość” Jacka Dukaja, z ducha transhumanistyczną: wiara, że człowiek włada światem.

U McCarthy’ego zaś człowiek światu ulega. Mężczyzna i Chłopiec zachowują człowieczeństwo, nie upuszczają ognia – ale przegrywają, to pewne. Matka chłopca odchodzi, popełnia samobójstwo, to zresztą najstraszniejsza chyba scena w całej powieści, straszniejsza od piwnicy – spiżarni, pełnej zjadanych żywcem ludzi.

I to chyba największa wartość tej powieści – mądry obraz ludzkiej kondycji. Horroru ludzkiego. Odtrutka na ten nieznośny optymizm Kurzweila, prorokującego technologiczne przebóstwienie człowieka. Odtrutka tym cenniejsza, że podana w formie literacko wspaniałej, McCarthy hemingwayowską zwięzłość doprowadził do maestrii absolutnej, ale przede wszystkim ważnej dlatego, że dotyka Prawdy – o człowieku i o świecie.

*** 

Szczepan Twardoch - ur. 1979, pisarz. Mieszka w Pilchowicach na Górnym Śląsku.

Newsletter
Zapisz się, by w każdy piątek otrzymać informacje o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych
Polityka on Facebook

Autorzy POLITYKI

»