Piotr Stasiak
15 stycznia 2012

Wszyscy kochają Stiega Larssona

Trylogia dla Oburzonych

Na ekrany kin wchodzi „Dziewczyna z tatuażem” – hollywoodzka ekranizacja bestsellerowej trylogii „Millennium”. Jak to się stało, że niszowy, komunizujący szwedzki dziennikarz napisał kryminał, którym zaczytują się internauci, intelektualiści i klasa średnia całego zachodniego świata?

Niestety, z powodu zepsutej windy cała ta historia na zawsze pozostanie niedopowiedziana. Gdyby nie awaria, być może Stieg Larsson, który w jesienne popołudnie musiał wdrapać się na siódme piętro sztokholmskiej kamienicy, pisałby dalej i dożył momentu, w którym jego książki zdobyły ogromną popularność. Jednak serce przepracowanego Larssona, przeciążone nałogowo przyswajanymi papierosami i kofeiną, przytkane cholesterolem z fast foodów, którymi – podobnie zresztą jak jedna z kluczowych postaci w jego książkach – maniakalnie się żywił, nie przetrwało tej wspinaczki. 9 listopada 2004 r. Stieg Larsson zmarł przedwcześnie. Miał 50 lat. Napisał zaledwie trzy powieści, które układają się w tzw. trylogię „Millennium”.

Gdyby żył, zapewne odczuwałby przewrotną satysfakcję. Całe życie poświęcił walce o prawa mniejszości etnicznych i seksualnych. Wojował piórem z radykalną faszyzującą prawicą, wspierał ruch komunistyczny, wydawał ideologiczne pisma niszowe, co sytuowało go na obrzeżach szwedzkiego świata dziennikarskiego (również jeśli chodzi o zarobki). Opisywał patologie idealnego skandynawskiego państwa opiekuńczego. Zresztą sama decyzja o pisaniu kryminałów była podyktowana głębokim zwątpieniem w szwedzką sprawiedliwość społeczną. Doszedł po prostu do wniosku, że dotychczasowe zarobki ani emerytura z pomocy społecznej nie dadzą mu żadnego oparcia na starość. Liczył na to, że tzw. skandynawski kryminał, gatunek na fali, swoista marka wśród czytelników, pozwolą mu wstrzelić się w kulturowy mainstream.

Larsson dziś byłby bogaty.

Na całym świecie kupiono 50 mln jego książek (dochody szacuje się na 200 mln dol.). Popularność wzrosła dzięki szwedzko-duńskiej ekranizacji (trzy filmy w kinach plus serial w TV). Teraz za Larssona wzięło się Hollywood. Wysokobudżetowo. Producenci nie skąpią pieniędzy, bo działa tu tzw. prawo serii – podobnie jak w przypadku „Władcy Pierścieni”, „Matrixa”, sagi „Zmierzch” i „Harry’ego Pottera” – dla której biznesplan rozpisuje się na lata, a pierwsza część może nawet być deficytowa. Dlatego za kamerą „Dziewczyny z tatuażem” stanął mistrz mrocznego thrillera David Fincher,(wcześniej znany z rewelacyjnych „Siedem” i „Zodiak”). W rolę dziennikarza Mikaela Blomkvista wcielił się Daniel Craig, a partneruje mu młodziutka Rooney Mara, która z powodzeniem zagrała wyalienowaną ze społeczeństwa Lisbeth Salander.

Film, będący bardzo dobrą adaptacją bardzo dobrego kryminału, trzyma – jak powinien – w napięciu do ostatniej chwili. Widać dbałość o detale i scenografię, doskonały i dynamiczny montaż. Wyróżnia się klimatyczna ścieżka dźwiękowa, którą nagrał Trent Reznor, legenda amerykańskiej sceny alternatywnej (w zeszłym roku zdobył Oscara dzięki współpracy z Fincherem przy „The Social Network”).

Ale trzeba przyznać, że już sam materiał literacki był połową sukcesu przedsięwzięcia, bo Larsson potrafił skonstruować wciągającą fabułę. – Szczególnie pierwsza część to majstersztyk, jeśli chodzi o intrygę. Mamy tam zamknięty krąg podejrzanych i mroczną zagadkę z przeszłości. Szukanie tropów w archiwum, na starych zdjęciach, w tajemniczych zapiskach – czyli wszystko, co uwielbiam i czego poszukuję w tego typu literaturze – mówi pisarka Gaja Grzegorzewska, wielbicielka i autorka kryminałów.

Twórcy scenariusza musieli jednak – każda z książek trylogii to cegłówka licząca ponad 600 stron – zrezygnować z wielu wątków bardzo charakterystycznych dla prozy Larssona. Dlatego film skupia się głównie wokół śledztwa prowadzonego przez dziennikarza Mikaela Blomkvista (literackie alter ego samego autora). Ale to właśnie w tematach pobocznych, społecznych obserwacjach, historiach postaci drugoplanowych, tkwi fenomen serii „Millennium”, która stała się kultowa dla pokolenia dzieci Internetu, dyskutowana w kręgach intelektualnych i czytana masowo na plażach Tunezji, Egiptu czy indyjskiej Goa – wszędzie tam, gdzie przemęczona europejska klasa średnia wyjeżdża na ukochane wakacje all inclusive. Fenomen ten narodził się, po pierwsze, dlatego że...

Larssona kochają feministki.

Za to, że stworzył Lisbeth Salander, jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci kobiecych w literaturze. Jest ona jednocześnie całkowitym zaprzeczeniem seksownego, pociągającego mężczyzn typu Lary Croft: chuda, antypatyczna, płaska chłopczyca, wytatuowana i obwieszona kolczykami. – To bohaterka totalna i bardzo oryginalna, intelektualnie geniusz, obdarzona pamięcią absolutną, a przy tym raczej wrogo nastawiona do ludzi, autystyczna i żyjąca poza społecznym nawiasem, w dużej mierze na własne życzenie – mówi Grzegorzewska.

Lisbeth jest pretekstem do przedstawienia w książkach tematu przemocy wobec kobiet – w pracy, w domu, w przestrzeni medialnej. Przemocy, którą Larsson świetnie znał, bo opisywał jako dziennikarz. – W każdym tomie poruszane są kobiece wątki, choć nie robi się tego łopatologicznie. Te powieści pokazują tak różnorodne formy dyskryminacji, że wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: jaki autor może być tak czuły na tyle kwestii dotyczących kobiet. Do dziś nie wierzę, że „Millennium” napisał mężczyzna – mówiła w trakcie dyskusji pod wiele mówiącym tytułem „Dlaczego feministki kochają Larssona” Joanna Piotrowska, szefowa fundacji Feminoteka.

Sama Lisbeth jako dziecko doświadczała przemocy, i to zarówno ze strony ojca, jak i instytucji państwa, które teoretycznie powinno się nią zająć, gdy uciekała z domu. Jednak bohaterka nie godzi się na bycie ofiarą. Fascynuje kobiety właśnie dlatego, że zmuszona od dziecka troszczyć się o siebie, z pasją tropi „mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” i wywiera bezlitosną zemstę. To również ona staje się w pewnym momencie przewodniczką i wspólniczką o dwa pokolenia starszego dziennikarza Blomkvista, który bez jej pomocy jest bezradny niczym dziecko we mgle.

Larssona kochają czterdziestolatki.

Równowagą dla zbuntowanej i autystycznej bohaterki jest Erika Berger – kochanka Mikaela Blomkvista, przyjaciółka i szefowa ambitnego czasopisma, które wspólnie prowadzą. Podczas gdy w polskiej literaturze, opowiadaniach Kanadyjki Alice Munro czy brytyjskim kinie społecznym (Mike Leigh) kobieta w wieku Eriki Berger wchodzi już raczej w smugę cienia, idzie na wcześniejszą emeryturę, podsumowuje życie (obowiązkowo przegrane) i zajmuje się wnukami, u Larssona to jest raczej ziszczony sen o silnej i niezależnej samicy alfa, która wzbudza respekt wśród pracowników i przeciwników.

Doceniana, z sukcesami – dostaje propozycję prowadzenia jednej z najważniejszych gazet w Szwecji – i zadowolona z siebie. W życiu prywatnym niezwiązana, co prawda, przez dzieci,

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zapisz się, by w każdy piątek otrzymać informacje o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych
Polityka on Facebook

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną