O tym, co było najgorsze
Recenzja książki: Adina Blady-Szwajger, "I więcej nic nie pamiętam"
Jest 8 września 1942 r. W warszawskim getcie Niemcy kończą tzw. Wielką Akcję Likwidacyjną, czyli wywózkę do Treblinki większości z ocalałych do tej pory Żydów. Zabierają też chore dzieci z gettowego szpitala Bersonów i Baumanów. Pracująca tam jako stażystka dwudziestodwuletnia absolwentka medycyny Adina Blady-Szwajgier „Inka” dokonuje wtedy najważniejsze wyboru swojego życia: podaje najmłodszym pacjentom śmiertelne dawki morfiny, aby dzieci nie dostały się żywe w ręce Niemców, nie przechodziły koszmaru transportu i śmierci w komorze gazowej.
W swych wspomnieniach tak opisze te chwile: „– My już wszystko wiemy, pani doktor, my już wiemy, że nie mamy ani mamusi, ani tatusia, i że my też nie przeżyjemy. Ale czy pani doktor będzie z nami do końca? – Tak, Marysiu, zostanę z wami na pewno – powiedziałam. (...) I nagle zrozumiałam, co mogę zrobić z dziećmi, żeby dotrzymać słowa. (...) Wtedy poszłam na górę. Była tam dr Margolisowa. Powiedziałam jej, co chcę zrobić. Wzięłyśmy łyżeczkę i poszłyśmy do pokoju niemowląt. I tak jak przez te dwa lata prawdziwej pracy w szpitalu pochylałam się nad łóżeczkami, teraz tak samo wlewałam w te malutkie buzie ostatnie lekarstwo. (…) A z dołu dochodził krzyk, gdyż tam już byli Szaulisi i Niemcy i zbierali chorych do wagonów. Potem poszłyśmy do dzieci starszych i powiedziałam im, że to jest lekarstwo, żeby nic nie bolało. One mi uwierzyły i wypiły z kieliszka tyle, ile należało. (...) po kilkunastu minutach, nie pamiętam, po ilu, gdy po raz drugi weszłam do pokoju, to spały. A potem już nic nie wiem, co było dalej...”.
A potem Inka, wbrew własnej woli, w styczniu 1943 r. zostaje przerzucona na aryjską stronę. Tam jest łączniczką Żydowskiej Organizacji Bojowej i organizuje pomoc dla ukrywających się Żydów.