Sebastian Frąckiewicz dla POLITYKA.PL
14 stycznia 2012

Dziewczyna, komiks i stan wojenny

Wytłumaczyć im komunizm

 

Co zachodnich czytelników najbardziej zaskoczyło w „Marzi“?

Niektórzy w ogóle nie mogli uwierzyć, że to była prawdziwa historia. Wstrząsała ich ta niesprawiedliwość w świecie dziecka. Ale najbardziej niesamowite wydawało im się to, że mimo tej całej beznadziei i uciążliwego życia, ludzie potrafili być szczęśliwi. Sam tekst tej historii jest dość smutny, ale wesoły rysunek Sylvaina wprowadza do niej wiele radości. Francuzi nie mogli uwierzyć także, że Polacy żyli w takich warunkach zaledwie 30 lat temu. Rysując kolejne plansze Sylvain miał wrażenie, jakby ilustrował wspomnienia swoich rodziców. Problemy z zaopatrzeniem, kartki żywnościowe - to była rzeczywistość we Francji, ale w latach tuż po wojnie.

Sympatie komunistyczne są silne we Francji. Czy „Marzi” sprawiła, że kilka osób rozczarowało się komunizmem? 

Oczywiście, mnóstwo Francuzów było przekonanych, że komunizm to dobry ustrój. Mam nawet kilku znajomych w świecie frankofońskiego komiksu, którzy ze względu na swoje komunistyczne poglądy obawiają się przeczytania „Marzi”.

Czy wizja PRL w Pani komiksie jest odległa od obrazu PRL przedstawianego we francuskich mediach?

Jak to w mediach, również w tych francuskich, nie mówiło się o tym, co w PRL-u było dobre. Francuzów zaskakiwało to, jak Polacy byli ze sobą blisko. Nie tylko z rodziną, ale i z sąsiadami. Poza tym nie wiedzą, co się później działo z Wałęsa. Nie mają pojęcia o tym, jak u nas naprawdę skończył się komunizm.

Ale o Okrągłym Stole coś wiedzą?

Większość kompletnie nie ma o nim pojęcia. Dla Francuzów komunizm w Europie to upadek Muru Berlińskiego i odejście od władzy Ceausescu.

Czyli kłopoty z polską transformacją i późniejsze rozczarowanie kapitalizmem też  są słabo znane?

Bardzo słabo. Są przekonani, że wraz z upadkiem komunizmu skończyły się w Polsce kłopoty. Trzeba tłumaczyć, że kraj musiał pozbierać się z chaosu i kryzysu. W stanie wiedzy o Polsce lata 90. to kompletna pustka. A chcieliby się o tym dowiedzieć – przynajmniej mam takie wrażenie. Są jeszcze inne mało znane tematy, np. Powstanie Warszawskie, które notorycznie myli się z powstaniem w gettcie warszawskim. Pracuję właśnie nad albumem „Insurrection“ z  Krzysztofem Gawronkiewiczem.

O nie, naprawdę dała się pani w to w ciągnąć? Dołączy pani do grona komiksowych autorów propagujących polską politykę historyczną? Komiksy o Powstaniu Warszawskim w żaden sposób nie podejmują dyskusji na temat tego wydarzenia. To grzeczne opowiastki.

Zdaję sobie z tego sprawę. Mam nadzieję, że nasz będzie inny. To jest komiks tworzony dla czytelnika zachodniego, wyda go również Dupuis. Ale byłoby miło opublikować go później po polsku. To nie będzie album o walce. Wojna jest tłem dla trzech historii miłosnych. Akcja rozgrywa się w środmiejskiej kamienicy. Chciałam stworzyć opowiadanie o zwykłych ludziach, ktorzy są uwikłani w historię, jakoś muszą sobie z tym radzić, jeśli chcą przeżyć.

Będzie kolejna politycznie poprawna historia czy planuje Pani jakąś polemikę?

Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć polemikę. Poza tym już w maju we Francji ukaże się mój nowy komiks o Polsce pt. „Nie wolno całować kogo się chce“. Rysuje go Sandrine Revel. Najdziwniejsze jest to, że gdy jestem w Brukseli albo we Francji, to mam wrażenie, że reprezentuję Polskę, bo wciąż o niej opowiadam, coś tłumaczę, piszę o niej komiksy. A gdy wracam do Polski jestem uważana za obcokrajowca. Często słyszę: „ty już tego nie zrozumiesz, już tu nie mieszkasz, nie wiesz jak to jest, u ciebie jest inaczej”

Przyjechała pani teraz po raz kolejny do kraju. Czy polscy czytelnicy dzielą się z panią wrażeniami po lekturze?

Niedawno jedna dziewczyna ze Śląska opowiadała mi, że w czasie stanu wojennego przyszła do domu paczka z zagranicy. Była sama z siostrą w domu. Nie mogły się doczekać powrotu mamy i same otworzyły przesyłkę. W środku znajdowała dziwna substancja, jakby brązowa kreda. Zaczęły rysować tą substancją po ścianach. Gdy mama wróciła do domu, kazała im wylizać ściany. Tą substancją była czekolada. Dzieci jej nie znały.

*** 

Marzena Sowa – urodziła się w 1979 roku w Stalowej Woli. W 2001 roku wyjechała z Polski. Dziś mieszka w Brukseli z Sylvainem Savoią, z którym od 2005 tworzy serię „Marzi” tłumaczoną na kilka języków. W USA „Marzi” opublikowało DC Comics, największy obok Marvela wydawca historii obrazkowych w Ameryce. Studiowała romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, ukończyła też uniwersytet w Bordeaux. Dziś zajmuje się już tylko pisaniem scenariuszy komiksowych, wcześniej tłumaczyła także filmy dokumentalne. Niedawno została zaproszona do Chin z zastrzeżeniem, że nie wolno jej publicznie krytykować komunizmu ani opowiadać o „Marzi”. Do wizyty zatem nie doszło. W tym roku Marzena Sowa była gościem festiwalu Ale Kino! W Poznaniu.

Polityka on Facebook
Newsletter
Zapisz się, by w każdy piątek otrzymać informacje o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną