Piotr Sarzyński
22 listopada 2011

Recenzja wystawy: "Trzy róże"

Raz na różowo

Rzadko się zdarza, żeby za swój znak identyfikacyjny twórca obierał konkretny kolor. Jeszcze rzadziej się zdarza, by był to róż.

A za prawdziwy ewenement można uznać, że w Polsce aż troje artystów zdecydowało się na taki wybór. I aż dziw bierze, że nikt dotychczas nie pomyślał o skonfrontowaniu ich dorobku na jednej wystawie. Aż do dziś. Pierwsza artystka to nieżyjąca już Maria Pinińska-Bereś – jedna z prekursorek sztuki feministycznej w Polsce, autorka performance’ów, oryginalnych obiektów i instalacji, nierzadko o zabarwieniu społecznym i politycznym. Basia Bańda to malarka tworząca „różowe”, przesiąknięte erotyką, obrazy. I wreszcie Maurycy Gomulicki – fotograf, kolekcjoner, autor instalacji, tropiący od lat wszelkie kulturowe konteksty używania koloru różowego.

Sztuka tej trójki to mieszanka wszystkiego, co w ogóle w sztuce spotkać można: bardzo osobistych emocji i chłodnych socjologicznych obserwacji, subtelnej aluzyjności i dosłowności, fantazji oraz marzeń i konkretnych kulturowych kontekstów. Jest erotyka, są i uczucia, jest zmysłowość i fizyczność, tabu i obszary oczywistości, niewinność i rozwiązłość. Dziwaczna, ale i rozkoszna mieszanka, połączona tylko jednym: kolorem różowym. Formalny pomysł, za którym – na szczęście – kryje się wiele interesujących treści.

Trzy róże, Galeria Labirynt, Lublin, wystawa czynna do 31 grudnia


Polityka on Facebook
Newsletter
Zapisz się, by w każdy piątek otrzymać informacje o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną