Jak przetrwać atak mrozu
O zimnie naukowo
Kiedy mróz szkodzi
Silny mróz tworzy niebezpieczne mieszanki z kilkoma czynnikami. Pierwszym jest wilgoć. Mróz plus wilgoć sprawiają, że odczuwanie zimna jest o wiele bardziej dotkliwe i groźne. Przemoczone ubranie lub wilgoć na ciele powodują, że wychłodzenie organizmu na mrozie może następować nawet 25 razy szybciej. To dlatego na przykład Szwedzi czy Norwegowie z północy nie mogą się nadziwić, dlaczego ludzie ze środkowych rejonów Europy, choćby z Polski, zimą noszą na sobie aż tyle różnych ubrań. Właśnie dlatego, że na północy Skandynawii klimat jest suchy, działania mrozu nie odczuwa się aż tak, jak w na terenach bardziej wilgotnych.
Paradoksalnie można powiedzieć nawet, że chociaż na północy Skandynawii czy na Syberii mrozy są o wiele większe niż u nas, to jednak u nas jest zimniej. Takiemu Szwedowi, który żyje za kołem podbiegunowym, często wystarcza gruby sweter. Tymczasem dla nas sam sweter to zdecydowanie za mało.
Drugim czynnikiem nasilającym odczuwanie zimna, który dodany do mrozu bardzo to odczuwanie wzmacnia, jest wiatr. Tam, gdzie sucho i bezwietrznie, mróz może być ogromny, ale jego siły nie odczuwa się. Wystarczy, żeby trochę powiało lub powietrze stało się bardziej wilgotne, a wówczas mróz robi się nie do zniesienia. Niestety, klimat Polski jest dość wietrzny i wilgotny. Przed mrozem trzeba się więc odpowiednio zabezpieczyć.
Przede wszystkim należy zakładać kilka warstw ubrań na wypadek, gdyby jedna z nich uległa przemoczeniu lub zawilgoceniu. Trzeba szczególnie chronić wystające części ciała; nosy, uszy, usta, palce, gdyż te przemarzają najszybciej.
Wbrew ludowym mądrościom lepiej unikać alkoholu – to trzeci czynnik zwiększający niebezpieczeństwo mrozów – gdyż rozszerzając naczynia krwionośne daje złudne poczucie ciepła, którego tak naprawdę nie ma. Może to uśpić ostrożność i odmrożenie gotowe. Na bardzo silny mróz dobrze jest stosować – głównie na odsłonięte partie skóry, czyli twarz i dłonie – kremy natłuszczające; zapobiegają one wysuszeniu, pękaniu i łuszczeniu się naskórka.
Z dziećmi do trzeciego roku życia na bardzo silne mrozy lepiej nie wychodzić. Lub jeśli już, to na krótko. Jest to spowodowane tym, że skóra małych dzieci nie jest jeszcze w pełni ukształtowana, a jej tak zwany płaszcz hydrolipidowy niekompletny. Skóra dzieci robi się dojrzała dopiero w wieku około trzech lat. Dobrze jest przed wyjściem nasmarować je, zwłaszcza buzie i rączki, wazeliną lub kremem cholesterolowym. Ponadto dzieci mają dopiero kształtujący się mechanizm odpornościowy i są bardziej narażone na rozmaite wyzwania, którym organizm musi sprostać. Silny mróz, szczególnie w połączeniu z wiatrem, mogą spowodować, że organizm zniesie szok temperaturowy gorzej niż dorośli czy dzieci starsze. To samo dotyczy osób w podeszłym wieku i podupadłych na zdrowiu.
Wreszcie – przy takich temperaturach, jakie mamy teraz w kraju, należy też pamiętać o zwierzętach. Chociaż większość z nich chroni przed zimnem futro lub sierść, one też mogą być mrozem zagrożone. Dotyczy to głównie zwierząt gospodarskich, a także na przykład psów trzymanych na łańcuchu przy budzie (czyli większości na wsiach polskich).
Inne strony zimna
Trzeba jeszcze dodać, że wielki mróz i w ogóle wielkie zimno jest zjawiskiem bardzo interesującym. W temperaturach bliskich zera bezwzględnego, a więc minus 273 stopni Celsjusza, na świecie zaczynają się dziać bardzo ciekawe rzeczy. Pojawia się tak zwana nadciekłość, w której ciecze tracą całkowicie swoją lepkość. Taka ciecz, raz puszczona w ruch w zamkniętym obiekcie, będzie się poruszać w nieskończoność bez żadnego nakładu energii. W temperaturze kilku kelvinów przewodniki tracą opór, co oznacza, ze prąd elektryczny może przez nie przechodzić bez żadnych strat. W strasznym zimnie magnesy lewitują, unoszone nad nadprzewodnikami. Wszystkie te właściwości są wykorzystywane przez naukowców w trakcie badań.
Wielki mróz ma też ciekawą historię. Otóż w okresie maksimum ostatniego zlodowacenia, które miało miejsce około 27 tysięcy lat temu, gdy na całej Ziemi było niewiele ponad milion ludzi, w wyniku straszliwego zimna pozostało przy życiu ledwie kilka tysięcy naszych przodków. James Lovelock, wielki znawca Ziemi, słynny ekolog i wynalazca, w ostatnim wywiadzie w czasopiśmie New Scientist twierdzi nawet, że w szczycie ostatniego zlodowacenie wszystkich ludzi pozostało przy życiu około dwóch tysięcy. Ale ile szczęścia trzeba było, by z tych dwóch tysięcy odrodziła się ludzkość, która w pierwszym wieku naszej ery liczyła już 200 milionów osobników, a w XIX wieku już miliard?
Gdy jeszcze nie potrafiliśmy się przed nim dobrze zabezpieczyć, było naprawdę bardzo blisko do tego, by mróz zniszczył naszą cywilizację.

