DEBATA: Atom w Polsce?
Elektrownie atomowe - dwugłos
Entuzjaści: Bez alternatywy
Nie ma sensu pytać, czy w ogóle należy budować w Polsce elektrownie jądrowe. Dziś możemy jedynie się zastanawiać, dlaczego tak późno się za to zabieramy i z jakich powodów dopuściliśmy do zaniechania w 1990 r. budowy siłowni atomowej w Żarnowcu. Warto pamiętać, że prace nad nią pochłonęły około miliarda dolarów a inwestycja była zaawansowana już w prawie 40 procentach. Smaczkiem w tej historii jest fakt, że zdemontowane i sprzedane elementy niedoszłej elektrowni w Żarnowcu do dziś z powodzeniem pracują w siłowniach atomowych w Finlandii.
Dlaczego dla atomu nie ma alternatywy? Po pierwsze, polska energetyka jest w 97 proc. oparta na spalaniu węgla. Ponieważ nadal mamy jego spore zasoby, dlaczego nie spalać go nadal? Otóż nie możemy m.in. ze względu na nasze zobowiązania walki z globalnym ociepleniem. Musimy ograniczyć produkcję gazów cieplarnianych (dwutlenku węgla, dwutlenku siarki i tlenków azotu). Głównymi ich producentami są właśnie elektrownie węglowe. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy płacić wielomiliardowe kary. To jednak nie wszystko. Polskie elektrownie węglowe nieubłaganie się starzeją i trzeba powoli wyłączać je z eksploatacji. A rozwój gospodarczy spowoduje wzrost zapotrzebowania na prąd. Nawet wówczas, gdy zastosujemy wyrafinowane metody oszczędzania energii. Od budowy kolejnych wielkich elektrowni nie uciekniemy. Musimy tylko się zdecydować - na jaką technologię stawiamy.
Po drugie, przestawienie się – przynajmniej częściowe - na energetykę jądrową, jest wyborem jednego z najbardziej opłacalnych sposobów produkcji elektryczności – koszt jej wytwarzania może być nawet o 40 proc. niższy niż w konwencjonalnych elektrowniach węglowych. Siłownie jądrowe są odporne na skoki cen surowca. W ich przypadku udział paliwa (uranu) w koszcie produkcji energii elektrycznej wynosi około 5 proc. Dla porównania – gaz stanowi około 70 proc. kosztów wytwarzania prądu, a węgiel 30 proc. w elektrowniach konwencjonalnych. Ceny uranu – w odróżnieniu od ropy, gazu czy nawet węgla – pozostają bardzo stabilne. Można je dość dokładnie przewidywać nawet z kilkudziesięcioletnim wyprzedzeniem, co niezwykle ułatwia tworzenie biznesplanów dla firm inwestujących w ten sposób wytwarzania energii.
Według wyliczeń m.in. ekspertów Komisji Europejskiej i RAE (czyli Królewskiej Akademii Inżynierii Wielkiej Brytanii) pod względem uciążliwości dla zdrowia ludzi, środowiska i kosztów wytwarzania energii elektrycznej siłownie jądrowe są najlepsze. Wątpliwości co do opłacalności energetyki jądrowej nie mają np. Francuzi, którzy wytwarzają z uranu 80 proc. prądu, z czego część z powodzeniem sprzedają za granicę. Podobnie postępują Finowie, budujący kolejne siłownie atomowe. Dziś mamy do czynienia na świecie nie ze schyłkiem, ale renesansem tego sposobu wytwarzania energii elektrycznej .
Po trzecie, przestawiając się na uran zwiększamy bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju. Złoża tego pierwiastka są rozproszone niemal po całym świecie – można go kupować m.in. w Kanadzie, Australii, Rosji, Kazachstanie, Namibii, USA czy Brazylii. Nie ma więc mowy o jakimkolwiek monopolu dostawców, a jego zasoby starczą na co najmniej 200 lat. Ponadto łatwo jest zgromadzić zapasy nawet na kilkadziesiąt lat.
Po czwarte, słabość konkurencyjnych źródeł energii przemawia za siłowniami jądrowymi. Elektrownie gazowe oznaczają emisję dwutlenku węgla, za który albo trzeba będzie płacić srogie kary albo zdać się na nieistniejącą jeszcze technologię składowania tego gazu pod ziemią, która mocno podroży koszty produkcji energii. Ponieważ Szwajcarią nie jesteśmy, nie mamy co liczyć na budowę elektrowni wodnych. Wiatraki też nas nie uratują – nie wieją u nas często silne wiatry, więc jest to bardzo niestabilne (co pokazał przykład Niemiec) źródło energii a koszt jej wytwarzania póki co jest droższy niż z węgla, gazu czy uranu. Ponadto by uzyskać energetyczny ekwiwalent rocznej produkcji elektrowni o mocy 1000 MW, trzeba ustawić co najmniej 2700 wiatraków na powierzchni 486 km2. Czy chcemy w ten sposób ozdabiać krajobraz? Panele słoneczne także póki co są drogie oraz mało wydajne i aby uzyskać ekwiwalent mocy 1000 MW należało by zainstalować je na 23 km kw. (to odpowiednik powierzchni 2555 piłkarskich boisk).
Czy rzeczywiście odpady radioaktywne pochodzące z elektrowni atomowych stanowią poważny kłopot? Na pewno znacznie mniejszy niż miliony ton pyłów powstających w naszych elektrowniach węglowych. Problem odpadów z elektrowni atomowych to przede wszystkim kwestia psychologiczna a nie technologiczna. Niektóre organizacje ekologiczne nakręciły bowiem wokół tego tematu taką spiralę strachu, że trudno o racjonalną dyskusję. Kwestia bezpiecznego składowania odpadów radioaktywnych jest jak najbardziej do rozwiązania (dziś też je w Polsce produkujemy w małym, służącym jedynie do celów naukowych, reaktorze w Świerku pod Warszawą). Warto zwrócić uwagę, że na rozwiązanie tego problemu Polska miałaby bardzo dużo czasu. Jeśli bowiem ok. 2020 r. powstałaby pierwsza polska elektrownia jądrowa, to kwestia, gdzie składować pod ziemią produkowane przez nią odpady radioaktywne, pojawiłby się dopiero około 2100 r. Zużyte pręty paliwowe muszą bowiem najpierw być chłodzone w wodzie przez 30–40 lat a następne przez kolejne 30–40 lat trzeba je przetrzymywać w obojętnym gazie i dopiero później umieścić pod ziemią. Natomiast podnoszony przez przeciwników energetyki jądrowej problem kosztów zamknięcia elektrowni atomowych, gdy skończą one swój żywot (po wielu latach eksploatacji) jest nie fair. Rekultywacja terenów np. po kopalniach odkrywkowych węgla czy gigantycznych hałd odpadów pochodzących z elektrowni konwencjonalnych też kosztuje setki milionów złotych.
Na koniec warto poświęcić kilka zdań bezpieczeństwu elektrowni atomowych. Wbrew obiegowym opiniom, energetyka jądrowa stanowi najbardziej przyjazny dla środowiska sposób produkcji energii elektrycznej i jest bezpieczna pod względem awaryjności. Wiele osób nadal obawia się elektrowni atomowych mając w pamięci awarię w Czarnobylu w 1986 r. Tamten wypadek nastąpił jednak w siłowni niespełniającej podstawowych standardów bezpieczeństwa. Nikt na świecie, poza ZSRR, nie budował reaktorów atomowych tego typu. To tak, jakby mówić, że podróż samolotem jest niebezpieczna i przywoływać przykłady katastrof lotniczych z Afryki czy dawnych republik azjatyckich ZSRR. Produkowane obecnie reaktory tzw. trzeciej generacji są tak bezpieczne, że nawet poważna awaria nie wymaga ewakuacji mieszkańców z okolic elektrowni. Siłownie jądrowe są również najbardziej rygorystycznie kontrolowanymi rodzajami elektrowni na świecie.
Czas na podsumowanie: łączna moc elektrowni w Polsce wynosi ok. 34 tys. MW. Prawie cała powstająca w nich energia pochodzi ze spalania węgla. Budowa jednej elektrowni atomowej nie rozwiąże więc naszego energetycznego problemu. Jednak niewątpliwie pomoże z nim sobie poradzić. Oprócz budowy siłowni jądrowej musimy więc oszczędzać energię i np. stawiać wiatraki.
Pamiętajmy, że nie znamy dziś bardziej ekonomicznego, bezpiecznego i przyjaznego środowisku sposobu pozyskiwania energii niż z uranu. Dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że walka z nim ma charakter ideologiczny a nie merytoryczny.
Stanowisko entuzjastów przedstawił Marcin Rotkiewicz. Stanowisko sceptyków Przemysław Berg. W przygotowaniu zestawu pytań do przyszłych budowniczych pierwszej atomowej elektrowni w Żarnowcu korzystaliśmy z pomocy prof. Lecha Zachera – dyrektora Centrum Badań Ewaluacyjnych i Prognostycznych Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

