Edwin Bendyk dla POLITYKA.PL
24 stycznia 2010

Ciężki żywot e-czytelnika

PORADNIK: Jak czytać e-booki?

Cybook

Wspomniałem Cybooka, bo choć rzeczywiście praktycznie w sensie technologicznym nie różni się od czytnika eClicto, to jednak wyróżnia go bardziej kosmopolityczny charakter - umożliwia dostęp do e-książek wydanych w formacie mobipocket (można też podmienić oprogramowanie, by czytać w innych formatach, tracąc jednak możliwość lektury plików mobipocket). To jeden z najbardziej popularnych formatów oferowanych przez zagranicznych wydawców. Z Cybooka korzysta się podobnie, jak z eClicto. Po to, by dostać się do wymarzonych e-książek potrzebny jest podłączony do Internetu komputer, na który należy zainstalować oprogramowanie Mobipocket Reader. Pozwala ono nie tylko na transfer plików kupionych e-książek, lecz także na konwersję do przyjaznego dla czytnika formatu mobipocket plików zapisanych w innych formatach, jak pdf , ePub czy doc. Konwersja, niestety, nie zawsze wychodzi doskonale.

Nadszedł moment na pierwsze podsumowanie. Dotychczasowy opis prowadzi do konkluzji, że optymalny zestaw umożliwiający kompetentne poruszanie się w świecie elektronicznej lektury wymaga podłączonego do Internetu komputera (rekomendowany jest standard PC z Windows, bo póki co eClicto Manager czy Mobipocket Reader pracują tylko w tym systemie) plus dwa czytniki, jeden czytnik (eClicto, innego nie ma) do czytania polskich e-booków i jeden do lektur zagranicznych (tu już czytelnik nie jest zmuszony do zakupy Cybooka, dostępne są rozwiązania innych firm). Czytnik eClicto kosztuje 899 złotych, omawiany Cybook można kupić w Polsce za 1290 zł.

Dosyć drogo, tym bardziej że czytnikom, w przeciwieństwie do książek drukowanych, daleko ciągle do doskonałości. Nie zastąpią przyjemności „naturalnej” lektury wydań papierowych, świetnie jednak czytelnicze doświadczenie uzupełniają. Po pierwsze, czytnik jest doskonałym towarzyszem podróży, umożliwia bowiem zapakowanie do urządzenia o wadze poniżej 200 g sporej biblioteki. Po drugie, ułatwia i przyspiesza dostęp do książek, zwłaszcza amatorom lektur zagranicznych. Zamiast czekać (i płacić), aż nadejdzie przesyłka, wystarczy kliknąć, by po minucie móc czytać wypatrzony tytuł.

Kindle

To właśnie na tym impulsywnym pragnieniu czytania i szybkiego dostępu do wydawniczych nowości buduje swoją pozycję na rynku Amazon. Pod koniec ub.r. udostępnił on czytelnikom z całego świata możliwość zakupu swojego czytnika Kindle 2, a od 19 stycznia można także kupować czytnik Kindle DX, czyli wersję z dużym ekranem.

Ofertę Amazona należy rozpatrywać w zupełnie innych kategoriach, niż propozycja eClicto lub Cybook. Amazon proponuje Kindle jako przepustkę do swoich (tylko swoich) olbrzymich zasobów liczących blisko 400 tys. tytułów e-booków (liczba ta szybko rośnie z każdym dniem). Kindle rożni się od innych czytników tym, że zaopatrzony jest w moduł komunikacji bezprzewodowej w systemie telefonii komórkowej 3G. Dzięki temu czytelnik może dawać upust swoim zachciankom w każdym ze 100 krajów, gdzie Amazon oferuje usługi. Również w Polsce.

Kindle służy nie tylko do tego, by maksymalnie uprzyjemnić lekturę (czytnik zaopatrzony jest w klawiaturę, można więc robić w trakcie czytania notatki), lecz również, by osaczyć czytelnika zachęcając go do kolejnych, jakże łatwych zakupów. Komunikacja bezprzewodowa umożliwia w każdym niemal miejscu przeglądanie oferty księgarni. Jednocześnie działa jej słynny system rekomendacji: wystarczy sięgnąć po jeden tytuł, by wyświetliła się lista innych książek o podobnej treści. I nie trzeba ich wcale od razu kupować (choć to bardzo proste, wystarczy kliknąć, a potem na koniec miesiąca przejrzeć wyciąg z karty kredytowej), można pobrać za darmo rozdział próbny.

Nie ma też niebezpieczeństwa, by spóźnić się na premierę wyczekiwanej książki. Wystarczy zamówić ją, a sama spłynie do czytnika dokładnie w momencie wprowadzenia jej na rynek przez wydawcę. O ile systemy eClicto lub Cybook można by - stosując samochodowe porównania - uznać za pojazdy średniej klasy, to Kindle jest niewątpliwie mercedesem, i to z górnej półki. Nawet jednak mercedesy mają wady.

Największa wada Kindle’a polega na tym, że związany jest z Amazonem i niechętnie obsługuje inne formaty. Teoretycznie można zainstalować niezależne oprogramowanie konwertujące do formatu Kindle’a pliki zapisane w formacie pdf i ePub. Amazon nie ponosi jednak odpowiedzialności, jeśli oprogramowanie to uszkodzi czytnik (a kosztuje on 259 dolarów bez kosztów cła i przesyłki). Dla polskiego czytelnika oznacza to, że skazany jest na ofertę Amazona, czyli w tej chwili jedynie książki wydane po angielsku.

Trochę ekonomii

Ważnym aspektem dla czytelnika e-książek są ich ceny. Elektroniczne wydania polskich tytułów z reguły są sporo tańsze od edycji papierowych. Na przykład „Miłość, wojna, rewolucja” mojego autorstwa ma cenę wydawniczą 39,9 zł, a w eClicto kosztuje 19,95 zł, czyli połowę.

Wydawcy zagraniczni stosują różne polityki. Francuzi przyjęli zasadę ochrony rynku tradycyjnego, dlatego francuskie e-booki kosztują praktycznie tyle samo, ile książki papierowe w sprzedaży wysyłkowej. Z książkami angielskojęzycznymi bywa różnie. Na ogół ceny e-booków w Amazon lub BooksOnBoard są takie same, jak wydania drukowane w wersji w miękkich okładkach. Bywa jednak, że książka w formacie cyfrowym kosztuje w OooksOnBoard sporo więcej, niż papierowa w Amazonie. Nie pozostaje nic innego, jak sprawdzanie ofert. Spotkałem się już z sytuacją, że w Amazonie ta samam książka oferowana jest w dwóch identycznych edycjach cyfrowych, tyle że jedna kosztuje 13,76 dolara, a druga blisko 20.

Trudne życie

Amator e-książek z Polski nie ma więc łatwego życia. By w pełni zaspokoić swoje czytelnicze potrzeby powinien zaopatrzyć się w trzy czytniki, dopiero wówczas zyska dostęp do niemal pełnej oferty elektronicznych tytułów. Rozwiązanie uniwersalne nie istnieje, każde ma swoje zalety, lecz przy okazji liczne wady i ograniczenia. Nawet jednak posiadanie owych trzech czytników i całego potrzebnego oprogramowania na komputerze nie rozwiązuje sprawy. Gdy liczba zgromadzonych e-książek urośnie do kilkudziesięciu tytułów, pojawia się kolejny problem. Każdy czytnik i każdy format wymaga bowiem tworzenie oddzielnej biblioteki. Jak jednak zapamiętać, jaka książka pochodzi z Amazona i można ją przeczytać tylko na Kindle’u, a jaka z BooksOnBoard w formacie na Cybooka? Najgorzej, gdy okaże się podczas podróży, że potrzebny tytuł znajduje się akurat w pamięci czytnika, jaki został w domu.

Umberto Eco miał rację. Drukowana książka to wynalazek doskonały. Książka elektroniczna to bardzo ciągle niedoskonały ersatz. Niedoskonały, lecz już nie potrafiłbym bez niego się obejść.

 

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną