Edwin Bendyk
3 września 2011

20 lat Internetu w Polsce

Strzeliła dwudziestka

Za początek ery internetowej w Polsce można uznać datę 17 sierpnia 1991 r. Rewolucję wywołała garstka zapaleńców.

Polacy, tkwiący do 1989 r. za żelazną kurtyną, cieszyli się, jeśli mogli pogadać przez telefon. Czas oczekiwania na linię abonencką sięgał 25 lat, a jeszcze w 1989 r. popularnym rozwiązaniem w świecie polskiej łączności były ręczne centrale telefoniczne. Polscy naukowcy podróżujący po zagranicznych laboratoriach widzieli jednak, w jakim świecie żyją ich koledzy. – Potrzebowaliśmy normalnego dostępu do globalnej sieci jak ryba wody – wspominał na naszych łamach Jacek Gajewski, fizyk z Uniwersytetu Warszawskiego. Zdawaliśmy sobie sprawę, że bez tego odpadniemy z naukowego wyścigu.

Poza embargiem

Legalny dostęp do Internetu blokowało technologiczne embargo, nałożone przez Zachód na kraje bloku wschodniego. ­Jednak niezrażeni tym naukowcy pokonywali formalne bariery, by korzystać z możliwości cyfrowej komunikacji nie tylko do celów naukowych. „Gospodarka rynkowa: Do tej pory nie było sera po 140 zł, teraz nie ma sera w jednych sklepach po 600 zł, a w innych po 380. Istotna różnica. Za to dostaliśmy podwyżki indeksacyjne: prawie dwukrotne” – informowały 2 sierpnia 1989 r. w inauguracyjnym numerze „Donosy”, pierwsza polska gazeta elektroniczna, którą kierował fizyk Ksawery Stojda.

Skrupulatni kronikarze odnotowują te próby, uważają jednak, że za prawdziwy początek epoki Internetu w Polsce należy uznać 17 sierpnia 1991 r. To wtedy Rafał Pietrak z Wydziału Fizyki UW nawiązał komputerową łączność z Janem Sorensenem z Uniwersytetu w Kopenhadze. O przełomowym znaczeniu tego wydarzenia zadecydował szczegół techniczny – łączność odbywała się z wykorzystaniem protokołu TCP/IP. To właśnie ten sposób przesyłania informacji stał się podstawą architektury Internetu, decydując o jego wyjątkowych właściwościach.

Kluczowa jest otwartość – z Internetu może korzystać każdy, niezależnie od tego, jakim się posługuje urządzeniem czy systemem operacyjnym. Przed dwiema dekadami nie było to oczywiste, w świecie telekomunikacji obowiązywały rozwiązania zamknięte: kto wybrał centralkę Alcatela, musiał korzystać z telefonu Alcatela. Wydawało się, że podobne reguły zdominują świat sieci. Tym bardziej że stały za nimi pieniądze największych korporacji komputerowych, a za TCP/IP garstka naukowców. Na świecie i w Polsce wygrała otwartość, a z konsekwencji tego nikt chyba nie zdawał sobie sprawy. Na początku lat 90. mało kto traktował Internet poważnie, nie interesował dziennikarzy ani polityków, nawet w szerszym środowisku naukowym patrzono na nowe medium z niedowierzaniem.

Badania dr Marty Juzy, socjolożki z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, ujawniają, że rzeczywistym sprawcą internetowej rewolucji w Polsce była grupa około stu osób, przedstawicieli nauk ścisłych, głównie fizyków i astronomów. Motywowała ich pionierska pasja i romantyczna wizja sieci jako alternatywnego świata, w którym mogą rządzić reguły podobne do tych, jakie są bliskie etosowi uczonego i prawdziwego hakera, przełamującego bariery, a nie wykradającego dane. Otwartość, kompetencja, gotowość do bezinteresownego zaangażowania, chęć dzielenia się wynikami pracy, niechęć do uznawania instytucjonalnych barier i ograniczeń tworzyły kulturę Internetu, która ciągle zasila mitologię nowego medium.

Sieć dla wszystkich

Ale to dopiero kapitaliści ponieśli rewolucyjny sztandar do szerokich mas. Analizy polskiego świata internetowego z 1995 i 1996 r. pokazują, że tworzyła go sieć mężczyzn z wyższym wykształceniem. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy w tym właśnie czasie powstały pierwsze popularne portale (Wirtualna Polska i Onet), a Telekomunikacja Polska uruchomiła specjalny numer dostępu do Internetu, umożliwiający łatwe łączenie się za pomocą modemu. Dziś – jak wynika z najnowszych, opublikowanych w lipcu, wyników badania „Diagnoza społeczna”, realizowanego pod kierownictwem prof. Janusza Czapińskiego – 73 proc. Polaków ma dostęp do Internetu we własnym domu.

Dr Dominik Batorski, socjolog z UW, współtwórca „Diagnozy”, wylicza, że z sieci korzysta w domu ponad 90 proc. dzieci z klas III–V szkoły podstawowej i 82 proc. osób w wieku 16–49 lat. Potem rośnie cyfrowy mur – tylko 30 proc. Polaków po pięćdziesiątce jest internautami. – Nawet jednak ci, którzy z Internetu nie korzystają, uznają go za ważne zjawisko – komentuje Batorski. – To jedna z ciekawszych zmian w społecznej percepcji, jaka nastąpiła w ciągu ostatnich dwóch lat. Tej informacji warto się przyjrzeć dokładniej, bo choć wydaje się mało istotna, pokazuje, że proces upowszechniania Internetu w Polsce wkroczył w decydującą fazę, a nowe medium stało się fundamentem infrastruktury cywilizacyjnej w naszym kraju. Potwierdzeń dla tej tezy dostarczają wszystkie obszary naszego życia.

Po pierwsze, gospodarka. Z opublikowanych wiosną bieżącego roku badań, przeprowadzonych przez Boston Consulting Group, wynika, że bezpośredni wkład Internetu w PKB (tworzą go m.in. obroty w sektorze usług i handlu elektronicznego, inwestycje administracji w teleinformatykę, bilans handlu zagranicznego sprzętem potrzebnym do korzystania z sieci) osiągnął 2,7 proc. – to więcej, niż wnosi całe górnictwo. Do 2015 r. Internet stanie się pod względem finansowym ważniejszy od kolejnego superstrategicznego sektora, energetyki.

Po drugie, relacje społeczne. Niewiele zjawisk występujących w Polsce przebija się do globalnej świadomości. W 2008 r., w robionym przez Google światowym rankingu najczęściej wyszukiwanych w Internecie fraz, na siódmym miejscu, tuż za Barackiem Obamą (a był to w USA rok wyborczy), uplasowała się Nasza Klasa (dziś nk.pl). Wielu ekspertów uważa, że pojawienie się tego serwisu społecznościowego miało większy wpływ na popularyzację Internetu w Polsce niż wszystkie programy rządowe razem wzięte. Internet jednak w swej istocie to tysiące mniejszych i większych inicjatyw zmieniających sposób, w jaki porozumiewają się ludzie. Jednym z ulubionych zajęć polskich internautów jest blogowanie. Blogosfera stała się alternatywną wobec mediów tradycyjnych sferą debaty o polityce i sprawach publicznych.

Sieć stała się zwierciadłem narodowej duszy, odsłaniając też jej najbardziej odrażające zakamarki. Portale nienawiści, jak rasistowski Redwatch, i ziejące antysemityzmem fora dyskusyjne to także część polskiego Internetu, który ułatwił uwidocznienie tego, co wydawało się, że ukryte gdzieś na marginesach publicznej debaty nie stanowi zagrożenia.

Po trzecie, kultura. Jednym z najważniejszych fenomenów epoki Internetu jest Wikipedia, jej polska edycja plasuje się na piątym miejscu pod względem liczby artykułów. Język polski ustępuje tylko angielskiemu, niemieckiemu, francuskiemu i włoskiemu. Inny interesujący przykład to Wolnelektury, inicjatywa Fundacji Nowoczesna Polska. Publikuje ona bezpłatnie w sieci utwory literackie znajdujące się w domenie publicznej (a więc takie, do których wygasły prawa autorskie), ułatwiając dostęp do lektur uczniom, dla których komputer jest czasem medium bardziej oczywistym niż książka. Cyfryzująca się kultura znajduje w Internecie naturalne miejsce ekspansji, otwierają się tam nie tylko elektroniczne archiwa udostępniane przez gazety, stacje telewizyjne, biblioteki.

Kto chce dziś znaleźć informację o filmie, sięga do portalu Filmweb czy Stopklatka, kto chce przeczytać teksty o współczesnej

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną