Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, Steve Jobs nie wynalazł odtwarzacza plików mp3 ani smartfonu z ekranem dotykowym, tabletu ani nawet pierwszego komputera, który jego firma wprowadziła do sprzedaży w 1976 r. Te trzy produkty były sprzedawane pod różnymi markami, zanim twórczo wykorzystał je Jobs; komputer skonstruował zaś w 1976 r. jego szkolny kolega, późniejszy współzałożyciel Apple, inżynier polskiego pochodzenia Steve Wozniak. Jobs brał po prostu dobry pomysł techniczny, wyobrażał sobie jego przyszłość w globalnej skali, dopracowywał do perfekcji, a następnie wprowadzał do sklepów z odpowiednią reklamą. Wykazywał się przy tym niezwykłą wręcz intuicją i zrozumieniem procesów zachodzących w społeczeństwie, o lata świetlne wyprzedzając socjologów, prowadzących na zlecenie koncernów badania sprzedażowe i marketingowe (którymi zresztą gardził). Czy człowiek okrzyknięty największym z prezesów naszych czasów był jedynie sprawnym naśladowcą?
Fabryka gwiazd
Niezupełnie. – Innowacyjność często myli się z wynalazczością. Są to dwa uzupełniające się, choć różne pojęcia. Wynalazek oznacza projektowanie i konstruowanie nowych produktów lub procesów. Innowacja zaczyna się od kreatywnych pomysłów, które ostatecznie przełożą się na wynalazki, usługi, procesy lub metody – pisze Carmine Gallo w książce „Steve Jobs: Sekrety innowacji”. Komputery istniały wcześniej, ale to w Apple wymyślono, że powinny być proste w obsłudze (okienka, myszka) i mieć estetyczne obudowy.
Dla osobowości i sposobu myślenia założyciela Apple charakterystyczny jest inny, mniej znany fakt z jego biografii.