Debata o GMO c.d. Polemika od Greenpeace
Odpowiedź red. Marcina Rotkiewicza na polemikę Joanny Miś, Koordynatorki Kampanii STOP GMO, Greenpeace Polska
Szanowna Pani,
dziękuję za list. Pozwoli Pani, że, podobnie jak w przypadku mojej polemiki z dr. hab. Katarzyną Lisowską, nie będę odpowiadał na retoryczne uszczypliwości typu „warto, żeby o bardziej gruntowną analizę problemu pokusili się dziennikarze takich opiniotwórczych pism jak „Polityka”, w tym redaktor Marcin Rotkiewicz” i skupię się na tych fragmentach Pani tekstu, które można uznać za polemikę merytoryczną.
1) Nie jestem rzecznikiem ani obrońcą jakichkolwiek koncernów, tym bardziej biotechnologicznych. Natomiast nie przekonują mnie argumenty w stylu „a u was biją Murzynów”. I jak najbardziej podtrzymuję swoją ocenę, że organizacje tzw. zielonych, z Greenpeace na czele, zwalczają GMO wszelkimi dostępnymi metodami, włącznie ze stosowaniem demagogicznych argumentów czy posługiwaniem się nieprawdziwymi bądź niezweryfikowanymi informacjami. Ponadto Greenpeace potrafi łamać prawo w sytuacjach, gdy nie jest to uzasadnione żadnym wyższym dobrem. Dlatego chętnie usłyszałbym, co kierowało Pani koleżankami i kolegami, którzy ostatnio przeprowadzili w Australii następującą akcję: http://www.cosmosmagazine.com/blog/4523/the-sad-sad-demise-greenpeace Dodam jeszcze, że podpisuję się pod oceną działalności Greenpeace sformułowaną w tym tekście.
Z prof. Ignacio Chapela, który zdecydowanie bardziej niż naukowcem jest wojującym działaczem ekologicznym, miałem okazję dyskutować o GMO przez ponad godzinę (w 2005 r. w Kalifornii). I wiem na pewno jedno – krytyka wartości jego artykułów naukowych nie miała nic wspólnego z jakąkolwiek nagonką i była całkowicie merytoryczna (jej skrótowy opis można przeczytać tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Ignacio_Chapela oraz znaleźć odnośniki do materiałów źródłowych).
2) Nie rozumiem, o co chodzi, gdy pisze Pani: „Działanie genów jest procesem bardziej złożonym niż wynikałoby to z opisu red. Rotkiewicza. Jeden gen nie odpowiada za jedną funkcję w organizmie.”. W moim tekście nigdzie nie pojawia się stwierdzenie, że „jeden gen odpowiada za jedną funkcję w organizmie”. Że taka zasada nie obowiązuje, biologowie wiedzą od bardzo dawna (natomiast, póki co, obowiązuje zasada jeden gen = jeden polipeptyd). Pisze Pani również o jakimś fundamentalnym odkryciu z 2007 r. dokonanym przez naukowców z US National Human Genome Research Institute, którzy mieli stwierdzić, iż „geny nie działają od siebie niezależnie, siatka ich powiązań jest bardzo złożona”. Ponieważ fakt ten był znany jeszcze przed 2007 r., czy mogłaby Pani powołać się na jakąś pracę naukową, wyjaśniającą, o co Pani chodzi?
Ale nawet odwołując się do Pani wątpliwej argumentacji, podnoszącej nieznajomość sieci wzajemnych oddziaływań genów, to czy w jej świetle mieszanie w laboratorium całych genomów dwóch osobnych gatunków, jak to miało miejsce np. w przypadku tworzenia pszenżyta, nie niesie ze sobą więcej niewiadomych (i jak rozumiem niebezpieczeństw) niż np. precyzyjne wstawianie w określone miejsce genomu kukurydzy pojedynczego genu bakterii?
3) Nigdzie w swoim tekście nie wyrażam „bezkrytycznego zaufania” do EFSA. Natomiast nie mam powodów, by podważać wiarygodność prac tej instytucji, co obszernie uzasadniłem w polemice z dr. Katarzyną Lisowską.
Pisze Pani również w liczbie mnogiej „(…)poprawność [ocen] (…) niezależność osób tam [w EFSA] zatrudnionych były podważane nie tylko przez Greenpeace”, ale przywołuje Pani jedynie przykład prof. Diany Banati. Otóż nie ukrywała ona faktu zasiadania w zarządzie organizacji International Life Science Institute. Po drugie, nie jest to organizacja, która „wspiera” producentów GMO, tylko na jej działalność przekazują pieniądze m.in. firmy biotechnologiczne. O organizacji tej można przeczytać tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/International_Life_Sciences_Institute
Podważanie wiarygodności całej EFSA na podstawie tego jednego, wątpliwego zresztą, przykładu konfliktu interesów jest więc demagogicznym chwytem.
4) Moje porównanie z telefonami komórkowymi dotyczyło wpływu GMO na zdrowie zwierząt i ludzi a nie środowisko.
5) Stwierdzenie, że „(…) koncerny z reguły nie udostępniają swoich badań niezależnym ekspertom” jest nieprawdziwe. Tutaj może Pani znaleźć listę ponad stu niezależnych badań nad biobezpieczeństwem GMO: http://www.biofortified.org/genera/studies-for-genera/independent-funding/ O kwestii dostępności badań piszę obszerniej w dyskusji pod moim tekstem, jak również w polemice z dr. Lisowską.
Prace Instytutu CRIIGEN, którego założycielem jest m.in. prof. Seralini, były finansowane m.in. przez Carrefour i Greenpeace. Ale nie to jest najistotniejsze, tylko ich wartość naukowa. Została ona bardzo dobrze, z podaniem źródeł, opisana w anglojęzycznej wersji Wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/Genetically_modified_food_controversies#Bioequivalence_study_of_a_corn_cultivar
A oto odpowiedni fragment: “Greenpeace stated in a 2007 press release that Séralini et al. had completed a similar analysis of the NK603 strain of corn and came to similar conclusions as they did in their previous study. Séralini et al included this in a re-analysis of three existing rat feeding studies published in 2009. The European Food Safety Authority reviewed the 2009 Seralini et al paper and concluded that the author's claims were not supported by the data in their paper. They noted that many of their fundamental statistical criticisms of the 2007 paper also applied to the 2009 paper. There was no new information that would change the EFSA's conclusions that the three GM maize types were safe for human, animal health and the environment. The French High Council of Biotechnologies Scientific Committee (HCB) also reviewed the 2009 study and concluded that it "..presents no admissible scientific element likely to ascribe any haematological, hepatic or renal toxicity to the three re-analysed GMOs." The HCB also questioned the author's independence. Food Standards Australia New Zealand concluded that the results from the 2009 Séralini et al. study were due to chance alone.”
6) O raporcie dr. Benbrooka, na który się Pani powołuje w kontekście zużycia herbicydów i pestycydów w uprawach GMO, wypowiedziałem się obszerniej w polemice z dr. Lisowską.
7) Nigdzie nie twierdziłem, że dokument na temat GMO sygnowany przez członków Papieskiej Akademii Nauk i dostępny na jej stronie internetowej jest odzwierciedleniem stanowiska Watykanu (czyli całego Kościoła katolickiego). Sprawę tę dokładnie omówiłem na forum dyskusyjnym pod moim tekstem.
8) O stanowisku Komitetu Ochrony Przyrody PAN informowałem w swoim tekście, jak również o oświadczeniach w sprawie GMO innych komitetów merytorycznych PAN. Kwestię „czy większość specjalistów jest za GMO” opisałem również w dyskusji na forum pod moim artykułem.
9) Nie wiem, czy koegzystencja upraw GMO i konwencjonalnych/ekologicznych jest możliwa. Wiem natomiast, że o takiej możliwości pisał m.in. Komitet Ochrony Roślin PAN (http://www.ppr.pl/artykul-stanowisko-komitetu-ochrony-roslin-pan-141160-dzial-2.php)
10) Sprawę rzekomych masowych samobójstw w Indiach z powodu GMO poruszyłem w dyskusji pod moim tekstem. Ale jeszcze raz podaję link, jeśli ktoś chce zweryfikować te informacje: http://www.ifpri.org/publication/bt-cotton-and-farmer-suicides-india
11) Nie wiem, na jakiej podstawie twierdzi Pani, że zakaz importu do Polski składników do pasz (przede wszystkim soi GMO) nie spowodowałby wzrostu cen żywności, ponieważ nie powołuje się Pani na żadne wiarygodne źródła. Tymczasem o wzroście cen w przypadku wprowadzenia takiego zakazu (co może nastąpić w 2012 r., choć jest niezgodne z prawem międzynarodowym i europejskim), informował w swoich opracowaniach m.in. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej - Państwowy Instytut Badawczy. Opracowanie na ten temat można również przeczytać tutaj: http://www.izoo.krakow.pl/czasopisma/wiadzoot/2009/3/1FBrzoska.pdf
Podsumowanie: Nie rozumiem, dlaczego Greenpeace unika racjonalnej debaty na temat korzyści i zagrożeń związanych z GMO; ucieka od merytorycznej oceny, czy dzięki biotechnologii moglibyśmy ulżyć wyeksploatowanemu środowisku. I dlaczego wybiera zamiast rzetelnej argumentacji demagogiczną kampanię i uprawianie czarnego PR-u. Czy na ołtarzu, powodowanej nawet najbardziej szlachetnymi pobudkami, walki z wielkimi koncernami można składać prawdę? Czy etyczne jest sianie za wszelką cenę strachu i paniki w społeczeństwie? Czy walka o czyste środowisko i zrównoważony rozwój musi przybierać formę antynaukowgo sekciarstwa? Chciałbym poznać odpowiedzi na te pytania.
Marcin Rotkiewicz

