Paweł Walewski
17 sierpnia 2010

Tarczyca - nieparzysta, ale ważna

Bo zupa była niesłona

Chora tarczyca nie boli i trzeba się nieraz mocno nabiedzić, by skojarzyć odległe z pozoru fakty, które naprowadzą na właściwą diagnozę. W podręcznikach medycznych i domowych encyklopediach zdrowia można natrafić na długą listę objawów wskazujących na zaburzenia pracy tego narządu. Ale w rzeczywistości rzadko występują jednocześnie. Są tak subtelne, że dają się łatwo wytłumaczyć kilkudniową niedyspozycją, stresem, ciążą, a nieraz po prostu upływem lat. Bo przecież trudno domyśleć się, że utrata zainteresowania czymś, co dawało zwykle wiele radości – jak choćby spotkania ze znajomymi lub praca w ogrodzie – może sygnalizować niedoczynność tarczycy. Przyspieszona akcja serca, kłopoty ze snem, rozdrażnienie? Dla większości kobiet po 50 roku życia są to objawy związane z klimakterium. Z kolei młodszych kobiet w okresie ciąży nie zaniepokoją obrzęki nóg, zmęczenie czy podwyższona temperatura ciała – bo w tym stanie to nic nadzwyczajnego. Ale identyczne dolegliwości występują w nadczynności tarczycy i trzeba je u ciężarnej w porę wychwycić, aby płód mógł rozwijać się prawidłowo.

Nie wyobrażam sobie, by kobieta spodziewająca się dziecka, a jeszcze lepiej przed zajściem w ciążę, nie poddała się badaniu oceniającemu stan tarczycy – mówi prof. Stanisław Radowicki, krajowy konsultant w dziedzinie położnictwa i ginekologii. Oczekiwania te są jednak na wyrost, bo niedawny sondaż przeprowadzony w ramach Tygodnia Walki z Chorobami Tarczycy ujawnił, że aż 82 proc. kobiet planujących urodzenie dziecka lub już będących w ciąży nigdy nie było pod tym kątem diagnozowanych. Te problemy pozostają wciąż domeną endokrynologów, czyli specjalistów zajmujących się leczeniem gruczołów wydzielania wewnętrznego (należy do nich tarczyca, gdyż wydziela do krwi specyficzne hormony). Zwykle sporo czasu musi upłynąć, zanim pacjent bez wola na szyi, które jest następstwem powiększenia gruczołu, lub charakterystycznego wytrzeszczu – a więc bez zaawansowanych i dobrze widocznych oznak choroby – trafi do lekarza, który zwróci na ten narząd uwagę.

Tyle dziś mówi się w Polsce o niepłodnych parach, a ilu lekarzy rodzinnych kiedykolwiek zleciło swoim młodym pacjentom oznaczenie poziomu hormonu TSH we krwi – stawia zarzut prof. Andrzej Milewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego. Akurat tego hormonu, zwanego tyreotropiną, nie produkuje tarczyca, lecz zlokalizowana w mózgu przysadka. Ale poprzez TSH wpływa ona na czynność tarczycy i na podstawie jego stężenia najłatwiej ocenić, jak wygląda produkcja hormonów tarczycowych. Jeśli stężenie TSH jest zbyt niskie, mamy do czynienia z nadczynnością tarczycy – u mężczyzn może wtedy wystąpić zahamowanie dojrzewania plemników. Zbyt wysokie sugeruje natomiast niedoczynność – u kobiet mogą pojawić się zaburzenia owulacji i syntezy hormonów płciowych.

Generator jodu

Jeszcze inny kłopot, jaki endokrynolodzy mają z pacjentami, którzy trafiają do nich z innymi chorobami, to szkodliwy wpływ rozmaitych leków (np. leczącego arytmię serca amiodaronu). – Ulotki lekowe zawierają informacje o działaniach niepożądanych – przypomina dr Helena Jastrzębska z Kliniki Endokrynologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. – I jeśli jest tam napisane, że np. pod wpływem jakiegoś preparatu może dojść do nadczynności lub niedoczynności tarczycy, to warto podczas kuracji kontrolować pracę tego narządu.

Kto jednak zwraca na to uwagę? Tu znów warto przywołać wyniki wspomnianego sondażu: 54 proc. kobiet w wieku rozrodczym nie ma świadomości żadnych następstw, do których mogą prowadzić nieleczone choroby tarczycy, jedynie 9 proc. wie o ich związku z niepłodnością. A nie są to przecież jedyne komplikacje, bo wpływ hormonów tarczycowych wykracza daleko poza układ rozrodczy: regulują one przemianę materii, nastrój, wydolność serca i mięśni, wpływają na intelekt oraz układ nerwowy.

Ten naprawdę niewielki gruczoł, położony z przodu szyi tuż nad krtanią, ważący zaledwie 30 g, wydziela do krwi hormony oznaczane symbolami T3 (trijodotyronina) i T4 (tyroksyna). Ich podstawowym składnikiem jest jod, który tarczyca sama wychwytuje z krwi (a jest wyjątkowo dobrze unaczyniona, jeśli w ciągu minuty przez tkankę gruczołu przepływa jej aż 5 l).

Dlaczego się powiększa?

Medycyna zaczęła interesować się jodem już na początku XX w., kiedy doceniono jego rolę w zmniejszaniu przerostu tarczycy u młodzieży zamieszkującej podnóże Alp. W 1909 r. Amerykanin David Marine podjął studia nad jodową kuracją wola, a 10 lat później rozpoczęto w Szwajcarii dodawanie jodku potasu do soli kuchennej. W Polsce na obowiązkowe jodowanie soli dostępnej w sklepach musieliśmy czekać do 1997 r. Wprawdzie profilaktykę jodową wdrożono na krótko w 1935 r., ale przerwała ją wojna i przez kilka dziesięcioleci znowu występował w Polsce niedobór tego pierwiastka, a tym samym rozprzestrzeniała się tzw. endemia wola (przy niedoborze jodu tarczyca powiększa swoją objętość, aby za wszelką cenę wytwarzać hormony).

Na szczęście to już przeszłość – mówi prof. Andrzej Lewiński z Kliniki Endokrynologii i Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Obecnie główną przyczyną powiększenia tarczycy, przynajmniej wśród dzieci i młodych dorosłych, są zaburzenia autoimmunologiczne, gdy organizm z niewyjaśnionych powodów atakuje własne tkanki, a nie – jak dawniej – niedobór jodu.

Jod jest mikroelementem niezbędnym dla organizmu w niewielkich ilościach. I jego zawartość w standardowej diecie całkowicie dziś pokrywa dobowe zapotrzebowanie (ok. 150 mikrogramów). – Jedyna grupa, która powinna zażywać jod w preparatach wielowitaminowych do 250 mikrogramów na dobę, to kobiety ciężarne i karmiące piersią – dodaje prof. Lewiński. Rozwijający się płód potrzebuje hormonów tarczycy już od 6–7 tygodnia ciąży, a sam nie ma jeszcze wtedy własnego gruczołu. Dlatego uzależniony jest wyłącznie od hormonów matki – by zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie, w pierwszym trymestrze ciąży tarczyca ciężarnej powinna wytwarzać o 30 proc. więcej hormonów, a w drugim i trzecim trymestrze nawet o połowę więcej. Bez budulca, jakim jest jod, byłoby to niemożliwe.

Ale czy rzeczywiście trzeba sięgać po tabletki, nie wystarczy modyfikacja samej diety? – Problem polega na tym, że jod znajduje się głównie w soli – odpowiada dr Helena Jastrzębska. – A nie jest to najzdrowszy składnik naszego pożywienia, gdyż powoduje nadciśnienie.

Nadmiar i niedobór

Może więc częstsze w porze wakacji pobyty nad słonym morzem wykorzystać do inhalacji jodu? Okazuje się, że jego ilość w aerozolu morskiej bryzy jest zbyt mała, by można było w ten sposób uzupełniać niedobory. Z drugiej strony, to nawet lepiej – urlop nad Bałtykiem nie zaszkodzi osobom, które z uwagi na już rozpoznane choroby tarczycy obawiałyby się nadmiaru jodu we wdychanym morskim powietrzu. – Nie są zabronione kąpiele ani spacery nadmorskie –

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną