Jakże się ta medycyna, za mojego życia, zmieniła! – takie wyznanie niedawno zmarłego w Krakowie prof. Andrzeja Szczeklika można przeczytać na samym początku jego najnowszej książki „Nieśmiertelność. Prometejski sen medycyny”. Ukończył ją tuż przed niespodziewaną śmiercią, więc wielu będzie ją odczytywać jako testament znanego z erudycji lekarza i naukowca. Tytuł budził jednak od początku jego największy niepokój i niepewność. Czy to nie za wiele obiecuje? – pytał ludzi, z którymi na ten temat rozmawiał.
Medycyna w ostatnim stuleciu zrobiła rzeczywiście sporo, by wydłużyć ludzkie życie, pokonując wiele śmiertelnych chorób – nie tylko kiłę, polio, gorączkę reumatyczną. Nawet w leczeniu nowotworów i chorób serca – uznawanych za głównych zabójców naszych czasów – poczyniono wielkie postępy. Ale czy te sukcesy, które przypomina barwna opowieść prof. Szczeklika, przybliżają nas do nieśmiertelności? Czy gdybyśmy pokonali nawet wszystkie choroby, zapewniłoby to nam długowieczność lub spowolniło proces starzenia?
Tysiąc mgnień wiosny
Myślą nad tym najtęższe umysły, starając się znaleźć receptę na wydłużenie życia. Już nie tylko do 100 lat, co jeszcze w poprzednim pokoleniu było niedoścignionym marzeniem, lecz do 120, 150, a może nawet 200. Tęsknota za nieśmiertelnością (długowiecznością) towarzyszy ludziom od wieków i coraz częściej przenosi się z obszaru fantazji do nauki.
Niewiarygodne możliwości biocybernetyki, transplantologii i medycyny regeneracyjnej przybliżają do tego celu. Co udowodnili twórcy filmu z serii „Ciekawość” (niedawno prezentowanego w stacji Discovery Science), trochę z przymrużeniem oka pokazującego los mężczyzny świętującego.