Post-modernizm. Pochwała niejednolitości
We współczesnych naukach humanistyczno-społecznych, nie mówiąc już o publicystyce, niewiele jest terminów, które budzą tyle kontrowersji. I których używa się w sposób tak nieprecyzyjny, a nieraz po prostu dowolny.
Post-modernizm jest w gruncie rzeczy stosunkowo najnowszą wersją filozofii krytycznej. Z naciskiem na krytyczną. Czytelnikowi oczekującemu konstruktywnych propozycji może tu rzeczywiście brakować myślenia pozytywnego.
Mirosław Gryń/Polityka

Post-modernizm jest w gruncie rzeczy stosunkowo najnowszą wersją filozofii krytycznej. Z naciskiem na krytyczną. Czytelnikowi oczekującemu konstruktywnych propozycji może tu rzeczywiście brakować myślenia pozytywnego.

W bodaj najczęstszym i nader swobodnym użytku post-modernizm stał się synonimem kulturowego i intelektualnego relatywizmu, sceptycyzmu, skrajnego liberalizmu i indywidualizmu, nihilizmu zgoła. Taka jest przynajmniej jego popularna wykładania konserwatywna. Dla odmiany zgodnie z krytyką postępową nazwijmy ją neomodernistyczną (za jej prominentnego przedstawiciela wypada uznać niemieckiego filozofa Jürgena Habermasa), podstawowym grzechem post-modernizmu byłby przede wszystkim irracjonalizm, a także – paradoksalnie – konserwatyzm, jeśli nie reakcjonizm.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj