Szwajcarskie smaki
Rewelacyjna Rivella
Był rok 1952. Szwajcaria od dawna słynęła z doskonałych serów. Wprawdzie w wielu miejscowych serowarskich rodzinach popijano serwatkę obficie, ale pozostałe hektolitry odsączonego z twarogu płynu traktowane były – podobnie jak w innych krajach – jako produkt uboczny powstały podczas produkcji sera. Przeznaczano je na paszę bądź wylewano do ścieków (a może i wprost do rzek).
Wtedy to właśnie Robert Barth (bynajmniej nie serowar, lecz młody prawnik) rozpoczął eksperymenty nad spożywczym wykorzystaniem taniego odpadu. Szedł śladem swojego brata, który sporządzonym na bazie serwatki słodkim piwem, próbował nieco wcześniej zainteresować biznesmanów ze Stanów Zjednoczonych. Nie odniósł jednak za Oceanem sukcesu – landrynkowe Coca i Pepsi Cola miały na tamtejszym rynku napojów pozycję nie do podważenia.
Tajemnica sukcesu
Robert uznał więc, że lepiej postawić na napój bezalkoholowy, którego głównym walorem miałyby być walory dietetyczne i zdrowotne. Udało się: kiedy do serwatki, prócz odrobiny cukru, dodał mieszankę sobie tylko znanych ziół i owoców, w również jemu tylko znanych proporcjach, powstał lekki, musujący i świetny w smaku napój.
Świeżo upieczony wynalazca kupił używane kadzie oraz urządzenia do butelkowania. Zainstalował je w budynku niegdysiejszej winiarni w miasteczku Stäfa koło Zurychu, najął 14 pracowników i rozpoczął produkcję. Swoje dzieło nazwał Rivella – nie tylko od szwajcarskiej miejscowości Riva San Vitale, ale też od włoskiego słowa „rivelazione”, czyli „objawienie”. Lepszej marki nie wymyśliliby najlepsi współcześni spece od reklamy.
Produkt chwycił. Rychło Rivellę kupowało systematycznie 250 restauratorów i hurtowników z regionu. Potem szybko opanowała pozostałe kantony kraju. Prócz samego smaku, klienci docenili jej walory lecznicze. Jest wszak nie tylko źródłem białka, soli mineralnych i witamin, ale też ma właściwości immunologiczne i odtruwające (serwatka jest bogatym źródłem cysteiny – aminokwasu, z którego komórki produkują oczyszczający organizm glutation). Uprawiających sport Rivella przyciągała także tym, że kompozycja składników zawartych w serwatce, prowadzi do szybkiego wzrostu masy mięśniowej.
Nie bez znaczenia było wreszcie, że Rivella zaczęła uchodzić za napój narodowy (a na dodatek genialny sposób na wykorzystanie marnowanej dotąd serwatki). No i dość tani: w sklepie sieci Migros półlitrową butelkę można kupić za 1,2 franka (w Coop jest drożej, bo 1,5 CHF), a litrowa w górskiej restauracji kosztuje ok. 7 CHF (choć podczas nart smakuje szczególnie).
Nowe smaki, nowe kolory
Już po sześciu latach oprócz klasycznej, „czerwonej” Rivelli (od charakterystycznego koloru logo), na rynek weszła Rivella „niebieska” – uchodząca dziś za pierwszy w Europie napój „niskokaloryczny” i w ogóle pierwszy żywnościowy produkt „light” (ćwierć wieku wcześniej nim moda ta opanowała kontynent!). Wreszcie, całkiem już niedawno, bo w 1999 roku, na półkach pojawiała się Rivella Green, zawierająca dodatek ekstraktu z zielonej herbaty, a w roku 2008 – Rivella Yellow o jeszcze innej nucie zapachowej.
Klasyczna Rivella Red jest jednak wciąż wytwarzana w oparciu o oryginalną recepturę dr Bartha (on sam zmarł w 2007 roku osiągnąwszy 85 lat), a jej młodsze odmiany nie są ani sztucznie koloryzowane, ani konserwowane.
Obecnie zakłady w Rothrist (bo tam trzeba było przenieść rozrastającą się firmę) wytwarzają rocznie 100 milionów litrów Rivelli. W Szwajcarii jest ona drugim co do popularności napojem orzeźwiającym, zyskuje też uznanie za granicą – głównie w Niemczech, Austrii i wschodniej Francji (na eksport trafia rocznie 20 mln litrów Rivelli).
W ten sposób zwykła serwatka stałą się ikoną Szwajcarii – nie tylko kulinarną, ale też gospodarczą czy kulturową, a więc wcale nie mniej ważną niż zegarki bądź Alpy. Nic, tylko pić!

