Krzysztof Burnetko
6 lutego 2012

Szwajcaria ułatwia życie turystom (cz.I)

Każdy, komu choć raz zdarzyło się podróżować po Szwajcarii przyzna, że mało gdzie jest to równie komfortowe. Oto kilka obserwacji z moich podróży.

Nie chodzi przy tym o poziom cechujący samolotową business class, lecz o detale ważne dla wszystkich: pewność, że pociąg będzie punktualny, a nadane bagaże zawsze dotrą na wskazane miejsce. Że informacja będzie zrozumiała i precyzyjna, konduktorzy mili, a kierowcy autobusów potrafią je prowadzić po górskich zakrętach.

Oto kilka dowodów.

Po pierwsze - lotnisko w Zurichu, które co rusz zwycięża w rozmaitych rankingach na przyjazny podróżnym port lotniczy. Nie bez powodu.

Wysiadasz choćby z samolotu i… możesz skorzystać z ostatniej szansy na zakupy w strefie bezcłowej! Bo wielki sklep duty free dostępny jest tam nie tylko dla odlatujących, ale i przylatujących (trzeba tylko zachować boarding card!). Potem odbierasz bagaż i po przejściu ok. 250 metrów możesz wsiąść do pociągu, który dowiezie Cię w dowolny region Szwajcarii. Co więcej, czas oczekiwania na takie połączenie to w najgorszym wypadku godzina (ewentualnie trzeba dojechać do stacji Zurich i tam przesiąść się na docelowe Intercity bądź Express).

Po drodze możesz kupić coś do picia (najlepiej oczywiście Rivellę ;-) bądź kanapkę (na zimno lub ciepło) w delikatesach Coop bądź Migros (tańsze, tuż obok zejścia na poziom peronów).

[Dygresja: Jeśli w kraju nie postarałeś się o Swiss Transfer Ticket bądź Swiss Flexi Pass (szczegóły w notce: „Po Szwajcarii pociągami”), bilet na pociąg kupisz w kilkudziesięciu automatach przy schodach (ruchomych oczywiście) na perony. Skądinąd to zdumiewające: jeśli na szwajcarskim dworcu kolejowym – nawet najmniejszym –jest przejście podziemne, to zawsze są też tam ruchome schody, winda, bądź w najgorszym razie specjalny podjazd dla podróżnych niepełnosprawnych lub mających walizki na kółkach].

Równie sprawnie można też odlecieć. Na przykład, check-in przeprowadza się albo przy pomocy automatu, albo na stanowiskach ulokowanych tuż obok ruchomych schodów, którymi pasażerowie pociągów opuszczają perony dworca. Odtąd podróżny - co jest wielką wygodą - porusza się najwyżej z bagażem podręcznym. Dojście do punktów kontroli bezpieczeństwa jest doskonale oznakowane (choć akurat trwa wielka przebudowa terminali, więc nietrudno byłoby o prowizorkę), a bramki dostępu otwierają się po zeskanowaniu boarding card. Potem trafiasz do strefy z mnóstwem duty free (w tym światowej sławy marek) – jak zachęcają reklamy, ceny są tu 20 proc. niższe niż w samym Zurichu (widziałem jednak tańsze strefy wolnocłowe, choć może akurat nie z tak luksusowymi produktami). Sandwich w lotniskowym barze kosztuje 12 franków, ale kawę, colę bądź batonik w automacie tuż przy gates-ach kosztuje tyle, ile na ulicy w mieście.

Kto chce lub musi, może też na samym lotnisku – po przylocie lub przed odlotem – przenocować. I nie ma potrzeby jechania do/z centrum miasta. Ba, aby dostać się do hotelu nie trzeba korzystać z żadnego transportu. Wystarczy w połowie drogi między lotniskowym dworcem kolejowym a terminalami skręcić zgodnie ze znakami „Radisson Blu Hotel Zurich Airport”. Miejsce robi wrażenie już choćby z punktu widzenia architektury i wystroju wnętrza. O takich drobiazgach, jak hotelowe (a właściwie lotniskowe) fitness centre czy widok na startujące i lądujące samoloty z okna pokoju, nie wspominając.

W następnym wpisie pokażę kolejne sposoby, którymi Szwajcaria ułatwia życie turystom.

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną