DZIEŃ 5: Lodowcowy raj pod Matterhorn
Matterhorn Glacier Paradise
Na Matterhorn Glacier Paradise można dostać się w rozmaity sposób. Najprościej jest wsiąść w Zermatt do nowoczesnej gondoli Matterhorn Express, po 20 minutach osiągnąć poziom Trockener Steg, a stamtąd kolejką linową dotrzeć do celu, czyli na Klein Matterhorn (3800 m n.p.m.).
Ostatni etap podróży jest szczególnie ekscytujący, bo w dole kłębią się głębokie szczeliny i potężne seraki (warto zająć miejsce przy oknach po lewej stronie wagonika). Zresztą i wyjazd gondolką jest zajmujący. Ma ona bowiem po drodze kilka stacji pośrednich – w tym Schwarzsee, czyli latem tradycyjny punkt wyjściowy dla wspinaczy chcących zdobyć Matterhorn. Widać z niej też doskonale usadowione na grzędzie szczytu schronisko Hornlihutte, w którym alpiniści nocują zwykle przed finałowym szturmem. Można też śledzić niuanse północnych i wschodnich wariantów dróg wspinaczkowych (w tym tej, którą szli pierwsi zdobywcy w 1865 r.).
Co bardziej zasobni klienci mogą zamówić sobie nawet wyjazd gondolą Matterhorn Express VIP – z posiłkiem (i odpowiednim aperitifem) przygotowanym na czas podróży.
Alternatywne warianty wjazdu
Można też, rozpocząwszy podróż Matterhorn Express, na poziomie Furi przesiąść się do kolejki linowej również docierającej na Trockener Steg, tyle że nieco inną odnogą doliny (zapewniającej więc i inne widoki), by pozostałą część drogi na Klei Matterhorn odbyć kolejną, wspomnianą już, koleją linową.
Na Matterhorn Glacier Paradise da się również dotrzeć od strony włoskiej – czyli z Cervinii, wykorzystując jedną z ciągu gondolek i kolei linowej na Testa Grigia (3480 m n.p.m.). Choć, jak sprawdziłem, z tej perspektywy Matterhorn nie robi tak piorunującego wrażenia, jak ze szwajcarskiej. Bo choć podobno wspinaczka jest stamtąd trudniejsza, to klasyczny jego profil to tylko ten widziany z Zermatt.
Są wreszcie i tacy, którzy osiągają raj… na własnych nogach (i nartach wyposażonych w foki). To wymaga oczywiście wysokiego poziomu kondycji (bo dech zapiera zarówno samo podejście, jak i wysokość, na której się ono odbywa), ale daje pewnie największe wrażenia. Bo kiedy, wyjechawszy wygodnie na Klein Matterhorn kolejką, zagadnąłem o nie jednego ze skitourowców, którzy właśnie nań wyszli, za odpowiedź wystarczył mi sam jego uśmiech i radość w oczach. Swoje robiło też, poczynione z wyraźną dumą, wyznanie, że pokonanie trasy z poziomu Furgg (czyli z 2432 m n.p.m.) zajęło mu 2 godziny i 45 minut, choć warunki nie były łatwe, bo wiało potwornie (dość powiedzieć, że kolejkę, którą ja się tam dostałem, obsługa musiała dociążać wielkimi blokami betonu).
Lodowcowy raj
Klein Matterhorn (bądź Testa Grigia) jest zaś dla wszystkich już narciarzy (i snowboardzistów oczywiście) punktem startu do kosztowania uroków ponad 20 km tras Matterhorn Glacier Paradise – bo tak nazwano tereny Theodulgletscher. Są one, jak to najczęściej na lodowcu, dość łagodne (choć w lecie trenują na nich najlepsi alpejczycy Pucharu Świata, w czym pomaga im Snow Maker System, czyli wynaleziona w Izraelu technologia produkcji sztucznego śniegu nawet w dodatnich temperaturach – już tu zresztą o niej pisałem).
Zimą można jednak pojeździć tu także na nieco stromszych stokach pomiędzy Furgg a Trockener Steg, obsługiwanych, prócz gondolek, przez równie szybki wyciąg krzesełkowy. Co istotne: wysokość powoduje, że śnieg na tych całkiem już obszernych połaciach jest naprawdę przedniej jakości. No i z każdego miejsca można, co do znudzenia, ale z pełną premedytacją będę podkreślał, oglądać majestat Matterhornu.

