Kto i z kim współpracował
Jerzy Baczyński, redaktor naczelny "Polityki" odpowiada "Wprostowi" po raz drugi.
Kopia dokumentu wywiadu dotycząca Jerzego Baczyńskiego z 15 grudnia 1982 r.
Polityka

Kopia dokumentu wywiadu dotycząca Jerzego Baczyńskiego z 15 grudnia 1982 r.

Polityka

W poprzednim numerze „Polityki” odpowiadałem obszernie na artykuł w tygodniku „Wprost”, sugerujący, iż podczas pobytu we Francji na stażu dziennikarskim w 1981 r. mogłem być traktowany jako „kontakt operacyjny” wywiadu. Oświadczyłem, że nigdy nie byłem ani tajnym, ani jawnym, ani świadomym współpracownikiem żadnej ze służb PRL, przeciwnie – przez kilka lat byłem przez te służby szykanowany i inwigilowany. Przypadkiem wybitny historyk, były członek kolegium IPN, prof. Andrzej Friszke przypomniał sobie, iż kiedyś kopiował dokument wywiadu na mój temat, określający mnie jednoznacznie jako „wroga PRL” (zamieszczam go poniżej wraz z krótkim komentarzem Profesora, bo to jedyny dokument na mój temat, jakim teraz dysponuję). Czy dalej „Wprost” będzie powtarzał swoje? Ogłosił bowiem wzięty z IPN dokument, będący – jak go pamiętam i o czym pisałem – protokołem z instruktażu „w sprawie bezpieczeństwa”, jaki musiałem odbyć przed wyjazdem na staż.

Jak każdy taki dokument, ma on sprawiać wrażenie ujawnienia jakiejś tajemnicy. Tymczasem potwierdza to, o czym pisałem: panowie sporządzili szczegółową informację o tym „z czym zostałem zapoznany”. To była ich sprawa, nie moja, więc nie miałem obiekcji, aby wpisali wszystko, o czym – ich zdaniem – zostałem poinformowany. Całą sprawę traktowałem wtedy i później jako rutynowy oblig, związany z procedurą wyjazdową RSW Prasa. Przypomnę, że w tamtych czasach tylko niewielka grupa najbardziej zaangażowanych dysydentów przyjęła w kontaktach z władzami zasadę: nie rozmawiać i nie podpisywać. Ale miliony ludzi żyły w systemie (ja pracowałem w PRL-owskiej gazecie „Życie Warszawy”): podpisywali przysięgę wojskową na wierność ZSRR, składali sprawozdania z zagranicznych wyjazdów, pisali do władz podania, ba, byli nawet tacy, którzy zapisywali się do PZPR. A jednocześnie wielu ludzi coraz odważniej kontestowało system, a kulminacją polityczną i emocjonalną tych postaw był ruch Solidarności, a potem stan wojenny.

Jest w protokole (wcześniej już przywołana w artykule „Wprost”) moja deklaracja, że po powrocie z zagranicy widzę ewentualną możliwość spotkania z pracownikami wywiadu i przekazania opinii mieszczących się w ramach moich zainteresowań zawodowych, „o ile mogą być przydatne w tworzeniu warunków dla wyprowadzenia kraju z kryzysu”. Wtedy, w połowie 1981 r., taka niezobowiązująca deklaracja wydała mi się sensowna i do przyjęcia, bo jak wielu ludzi Solidarności wierzyłem w potrzebę jakiegoś dialogu z władzami dla opanowania tragicznej wewnętrznej i zewnętrznej sytuacji kraju. W czym nie byłem osamotniony. Wtedy wierzyło w to bardzo wielu Polaków. Stan wojenny rozbił te, nie tylko moje, iluzje. Potem władze stanu wojennego traktowałem już jako wroga – zresztą z wzajemnością. Ot i cała historia, może i warta przypomnienia.

W zmanipulowanym, ale jasnym, jeśli chodzi o intencje, tekście Doroty Kani w poprzednim „Wprost” są także odniesienia do tego „ujawnionego” dokumentu: nawet p. Kania pisze, że „w dokumencie nie ma mowy o współpracy”. Zresztą, co potwierdza także cały materiał we „Wprost”, żadna moja współpraca z wywiadem faktycznie nie miała miejsca. W tej sprawie bawią mnie – i to jest jakaś rekompensata – wynurzenia Marka Króla, członka partii od 1979 r. (nie rzucił legitymacji w stanie wojennym, jak wielu porządnych ludzi), późniejszego tajnego współpracownika SB ps. Adam, w końcu sekretarza KC PZPR ds. propagandy i do 1991 r. rzecznika klubu poselskiego PZPR. Otóż to p. Król i jego pismo zarzucają mi... współpracę z władzami PRL. Przecież to jakaś granda. Mój przypadek – jeśli spojrzeć z odrobiną dystansu – nieźle pokazuje, kto do czego i w jaki sposób może dziś wykorzystywać lustrację i materiały IPN. Podtrzymuję opinię, że cała akcja „Wprost” jest próbą odwrócenia uwagi od sprawy M. Króla. Mam także nadzieję – tu nie pozbyłem się naiwności – że raczej wcześniej niż później, choćby przy okazji kilku toczących się procesów sądowych, dowiemy się więcej o działalności M. Króla, a także jego i jego gazety powiązaniach ze starymi i nowymi służbami specjalnymi. Już chyba byłby czas.

Jerzy Baczyński

 
***


Uwagi o treści "I
nformacji" dotyczącej Jerzego Baczyńskiego z 15 grudnia 1982 r.

Treść dokumentu, znajdującego się w aktach rozpracowania zagranicznych struktur NSZZ Solidarność (sygn. IPN 0236/344, t. 6), jest oczywista, natomiast warto zwrócić uwagę na kilka wynikających z jego treści elementów. Informację podpisał płk Fabian Dmowski jako dyrektor Departamentu I (wywiad) MSW, a skierował ją do osób z najwyższych władz państwa oraz do kierownictwa MSW – ministra, wiceministrów, dyrektorów departamentów. Ten rozdzielnik oznacza, że sprawa miała dużą wagę polityczną, a zarazem nie była traktowana jako tajemnica operacyjna (mimo klauzuli „Tajne spec. znaczenia”). To ostatnie ma znaczenie, gdyby bowiem Baczyński pozostawał w „pozytywnym” zainteresowaniu służby wywiadu, dokument takiej treści najpewniej by nie powstał i z pewnością nie otrzymałyby go osoby nie związane z operacyjną działalnością MSW.

W dokumencie przedstawiono Jerzego Baczyńskiego w sposób jednoznaczny jako osobę związaną z kierowniczymi strukturami Solidarności na emigracji, więcej – ich aktywnego działacza. Ostatnie zdania dokumentu wskazują na żywione obawy, że Baczyński może realizować w kraju zadania zlecone mu przez przywódców struktur emigracyjnych. Przypis zamieszczony na stronie drugiej o przekazaniu materiałów dokumentujących „działalność J. Baczyńskiego przeciwko interesom PRL” do Biura Śledczego wskazuje, że najpewniej podjęło ono przeciw niemu śledztwo.

Takie potraktowanie nie może dziwić – struktury emigracyjne, m.in. Komitet Koordynacyjny NSZZ Solidarność w Paryżu, uważane były przez władze stanu wojennego za organizatorów „akcji antypolskich” na Zachodzie, ale też – słusznie – za ośrodki wspierające podziemie w Polsce pieniędzmi, sprzętem, umożliwiające kontakty z zachodnimi organizacjami związkowymi i prasą. Baczyńskiego uznano za bliskiego współpracownika i doradcę Seweryna Blumsztajna, Mirosława Chojeckiego i Aleksandra Smolara, a więc przywódców Komitetu Koordynacyjnego w Paryżu. Działalność w tych strukturach oraz współpraca z tymi osobami traktowana była z zasady jako przestępstwo przeciw PRL.

Dokument nie zawiera żadnych, nawet bardzo pośrednich, wzmianek o tym, by wcześniej Baczyński był wykorzystywany przez wywiad PRL.

ANDRZEJ FRISZKE
Autor jest pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych PAN. Opublikował kilka książek o dziejach opozycji w PRL, był członkiem kolegium IPN.

Znajdź nas na: