O "Dojczland" Andrzeja Stasiuka
Wielką radość sprawił mi Andrzej Stasiuk książką 'Dojczland'. Po pierwsze dlatego, że wrócił w niej do stylu rodem z 'Jak zostałem pisarzem'.

Stasiukowy narrator umie - i pewnie lubi - udawać chłopka - roztropka, ale to, jak powiadają, czysta „ściema". Korzysta on (narrator!) z wywodzącej się jeszcze z antycznych czasów kreacji „morosophusa", czyli „mądrego głupca". To ścieżka, która podążał niegdyś mitologiczny Satyr, ale też Stańczyk. Pod maską niby prowincjonalnego prostaczka skrywa się w istocie intelektualista, który - wzorem Sokratesa - zadaje proste pytania i formułuje prostackie na pierwszy rzut oka tezy - by uwieść czytelnika, zmylić jego czujność, skryć rzeczywistą rozpacz albo rzeczywistą euforię za parawanem formy.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną