Gdyby Stauffenberg zabił führera
Jak wówczas potoczyłaby się historia Niemiec i Europy?
Carl Goerdeler przed trybunałem w Berlinie. Były burmistrz Lipska i członek grupy oporu został stracony 2 lutego 1945 r.
AKG IMAGES/BEW

Carl Goerdeler przed trybunałem w Berlinie. Były burmistrz Lipska i członek grupy oporu został stracony 2 lutego 1945 r.

Zamach. Bomba, która wybuchła 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu, zabiła cztery osoby. Hitler został jedynie ogłuszony. Gdyby narada odbywała się w bunkrze, a nie letnim pawilonie, lub gdyby Claus von Stauffenberg włożył do teczki – jak zamierzał – podwójny ładunek wybuchowy, to Hitler na pewno by zginął. Co by to oznaczało?

Po pierwsze. Wojna w Europie skończyłaby się co najmniej pół roku wcześniej. Przeżyłoby ją kilkanaście milionów ludzi więcej. Niemal natychmiast wyłączone zostałyby komory gazowe i krematoria Oświęcimia. Nie doszłoby też do najcięższych bombardowań niemieckich miast przez aliantów. Nie byłoby też herostratesowego rozkazu Hitlera, by bronić się do upadłego i pozostawić w Niemczech spaloną ziemię.

Z polskiej perspektywy do bilansu trzeba dorzucić ocalenie Warszawy, gdyż nie byłoby rozkazu Hitlera, by ją planowo zniszczyć. Powstanie Warszawskie na pewno wybuchłoby, ale czy przed utworzeniem przez Stalina rządu PKWN w Lublinie? Powstanie przeszłoby pewnie w fazę przewlekłych negocjacji na zapleczu frontu, dopóki Armia Czerwona nie przerwałaby go prąc na Berlin. Czy wzmocniłoby to pozycję rządu londyńskiego i Delegatury wobec Stalina i aliantów zachodnich? Na pewno jeszcze bardziej skomplikowałoby to kwestię polską w Jałcie i Poczdamie. Czy doszłoby do powtórki 1920 r.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj