Z Dawida Goliat
Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to nieprawdopodobne, ale przez długie dziesięciolecia XIX w. Amerykanie nie widzieli potrzeby rozbudowywania zawodowej armii federalnej, a jeśli budowali okręty, to dla ochrony handlu.
Bitwa pod Bunker Hill, 17 czerwca 1775 r., jedna z pierwszych potyczek w wojnie o niepodległość.
Corbis

Bitwa pod Bunker Hill, 17 czerwca 1775 r., jedna z pierwszych potyczek w wojnie o niepodległość.

Pierwsi koloniści. Wojskowość kolonistów pochodzących z Anglii była zupełnie inna niż na kontynencie europejskim. Oczywiście, muszkiet, rapier czy włócznia były takie same, ale Nowy Świat był skrajnie odmienny od Europy. Rzadko zaludniony, zalesiony, bez dobrych dróg i mostów, a co najważniejsze – przeciwnikiem były dzikie plemiona Indian prezentujące zupełnie inne podejście do wojaczki. Indiańskie rajdy na odosobnione osady, zasadzki na ścigające ich oddziały osadników, skrajny indywidualizm w boju, niechęć do otwartych starć w polu, poszukiwanie zwycięstwa przez zaskoczenie, fortel i manewr – wszystko to powodowało, że koloniści (szczególnie ci na granicy osadnictwa) musieli być zawsze gotowi do samoobrony. W zasadzie wszyscy posiadali w domu broń. Wydaje się, że to właśnie wtedy położono podwaliny pod to, co nazywa się duchem Ameryki. Osadnicy musieli być samodzielni, niezależni, zaradni, a jednocześnie umieć się samoorganizować i ufać sobie nawzajem, a co najważniejsze – musieli nauczyć się walczyć tak, aby móc skutecznie zwalczać Indian (czy to w samoobronie, czy w celu wydarcia im ziemi).

Wraz z rosnącą liczbą kolonistów i po okrzepnięciu aparatu administracyjnego konieczne okazało się stworzenie jakiejś formy organizacji wojskowej ze względu na coraz częstsze konflikty – nie tylko lokalne, z Indianami, ale i stanowiące odpryski walk globalnych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj