Od Nowego Jorku po San Francisco
Dynamizm i charakter rozwoju Stanów Zjednoczonych w sposób najbardziej widowiskowy obrazują miasta, powstające w XIX w. licznie, ale często dosłownie z niczego, w szczerym polu.
Stalownie Pittsburgha; fotografia z XX w.
Jack Delano/The Granger Collection/BEW

Stalownie Pittsburgha; fotografia z XX w.

Miasta portowe. Stany Zjednoczone wkraczały na arenę światową jako kraj wiejski. Przypomnijmy, że spis powszechny z 1790 r. wykazał, iż spośród blisko 4 mln mieszkańców nowego państwa zaledwie 5 proc. żyje w miastach, czyli ośrodkach powyżej 2,5 tys. mieszkańców. Przy europejskich metropoliach – milionowym Londynie czy sześciusettysięcznym Paryżu – trzydziestotysięczne Filadelfia i Nowy Jork wypadały bardzo mizernie. Zaledwie trzy inne miasta zamieszkiwało więcej niż 10 tys. mieszkańców: Baltimore, Charleston i Boston. Wszystkie one były dawnymi brytyjskimi portami, ich rację bytu stanowił dotychczas handel z metropolią. Niepodległość oznaczała jednak dla Stanów Zjednoczonych także otwarcie nowych rynków – nie tylko w Europie, ale też Afryce i Azji – co przyczyniło się do bardzo szybkiego rozwoju miast portowych.

Nowy Jork i nowa stolica. Na czoło szybko wysunął się, zostawiając Filadelfię daleko w tyle, Nowy Jork, który do 1820 r. czterokrotnie zwiększył liczbę mieszkańców i stał się niekwestionowaną stolicą Ameryki – mimo iż stolicą polityczną przestał być dość szybko. Władze nowego kraju przeniosły się najpierw do Filadelfii, a w 1800 r. do Dystryktu Kolumbii. Decyzja o wybudowaniu nowej stolicy była wynikiem kompromisu między Północą a Południem. Nowa stolica miała być też wolna od zgubnych wpływów wielkich miast. Nie brakowało bowiem ludzi, którzy widzieli w miastach przede wszystkim wylęgarnie niebezpiecznych, czyli brytyjskich i arystokratycznych, nurtów zatruwających umysły Amerykanów.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj