Koniec pięknej epoki
Wojna wybuchła w specyficznym klimacie intelektualnym cechującym europejskie elity i masy. Optymizm związany z postępem cywilizacyjnym splatał się z napięciami w sferze polityki i kultury.
Pierwszy Salon Lotniczy w Paryżu, 1909 r.
Corbis

Pierwszy Salon Lotniczy w Paryżu, 1909 r.

La belle époque.

Wielką Wojnę uważa się na Zachodzie za koniec starych, dobrych czasów. Do historii przeszła, zła czy dobra, stabilizacja, a zaczęło się stulecie napięć, rewolucji, inflacji pieniądza, pojęć i zbrojeń. „Ten tylko, kto przeżył ową epokę wiary w świat, zrozumie, że wszystko, co nastąpiło później, było już tylko regresją i mrokiem” – zanotował Stefan Zweig. Skąd brał się ów optymizm przekreślony przez wojnę? Końcówka XIX i początek XX w. były to dekady najszybszego wzrostu w dziejach: wskaźniki produkcji wszelkich dóbr rosły jak na drożdżach, pojawiły się szczepionki, telefony, samochody, tramwaje, metro i samoloty, ścieki skanalizowano, a ulice oświetlono elektrycznością. Z map znikły białe plamy, zdobyto bieguny i człowiek (a konkretnie biały człowiek) zapanował nad planetą. Europejczycy podzielili się Afryką, Oceanią i znaczną częścią Azji. Chiny uchodziły za symbol zmurszałej, niezdolnej do przemian kultury. Cywilizacja była domeną białych chrześcijan, których wyższość wydawała się oczywista.

Za życia jednego pokolenia świat zmienił się jak nigdy przedtem – i chyba nigdy potem. Oczywiście korzyści z postępu nie rozkładały się równomiernie – i stąd popularność różnej maści socjalistów, budząca przerażenie ludzi dobrze sytuowanych. „Zachowaliście się jak socjaldemokraci!

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj