„Bić się należy niezwłocznie”. Powstanie wcale nie miało wybuchnąć 1 sierpnia
Zryw Burzy
W jakich okolicznościach doszło do podjęcia decyzji, którą gen. Władysław Anders uznał za „nieszczęście”?
Apel oddziału powstańczego
Ullstein Bild

Apel oddziału powstańczego

Gen. Antoni Chruściel, ps. Monter (w środku), komendant Okręgu Warszawskiego AK
AN

Gen. Antoni Chruściel, ps. Monter (w środku), komendant Okręgu Warszawskiego AK

Krzysztof Kamil Baczyński
EAST NEWS

Krzysztof Kamil Baczyński

[Artykuł ukazał się w Pomocniku Historycznym „1944 Powstanie Warszawskie” w 2014 roku]

Zmiana planu. W marcu 1944 r. Warszawa została wyłączona z planu Burza. Jeszcze w czerwcu i nawet na początku lipca 1944 r. zarówno rząd polski w Londynie, jak i delegat rządu w kraju Jan Stanisław Jankowski poważnie rozważali sprawę nakłonienia Niemców, przy pomocy kół watykańskich i szwajcarskich, do uznania jej za miasto otwarte i w ten sposób do wyłączenia ze strefy działań wojennych. W ciągu kilku tygodni dowódca AK gen. Tadeusz Bór-Komorowski zmienił zdanie raptownie i całkowicie, i 21 lipca uznał, że Warszawa powinna być oswobodzona od Niemców polskim wysiłkiem, na krótko przed spodziewanym wejściem Rosjan do miasta. 22 lipca Jankowski zatwierdził plan Komorowskiego. Obaj oceniali, że na froncie wschodnim Niemcy ponieśli klęskę, że Rosjanie wkrótce wejdą do Warszawy i że w rezultacie wyłania się okazja do opanowania stolicy.

21 lipca 1944 r. dowódca AK meldował do Londynu: „Trzy armie frontu środkowego zostały rozbite, a na ich miejsce OKW (Oberkommando der Wehrmacht) nie rozprowadziło świeżych sił w ilości wystarczającej dla zatrzymania armii sowieckiej”. Dowódca AK był przekonany, że dalszy marsz tej armii na zachód będzie szybki i „dojdzie ona bez większych skutecznych przeciwdziałań niemieckich do Wisły i przejdzie Wisłę w dalszym ruchu na zachód”.

„Ogólnie wydaje się pewne, że na froncie wschodnim [Niemcy] nie są już w stanie odebrać inicjatywy z rąk sowieckich ani też przeciwstawić się im skutecznie. (...) Ostatni fakt zamachu na Hitlera łącznie z położeniem wojennym Niemiec doprowadzić może do ich załamania się w każdej chwili. Zmusza to nas do stałej pewnej [chyba powinno być „i pełnej” – J.C.] gotowości do Powstania”. Autorem tej przesadnie optymistycznej, niestety, oceny sytuacji był – według relacji gen. Tadeusza Pełczyńskiego, ps. Grzegorz – gen. Leopold Okulicki, ps. Kobra, Niedźwiadek, który parł za wszelką cenę do wybuchu powstania. Jak to później ujął gen. Bór, „tylko przez walkę można było wykazać dążenie narodu do wolności i niepodległości. Chodziło o walkę o stolicę, która reprezentuje całość i dalszą sprawę: przez zajęcie Warszawy przed zajęciem jej przez Rosjan musiała się Rosja zdecydować aut aut: albo uznać nas, albo siłą złamać na oczach świata”.

Gotowość do walki. 22 lipca gen. Bór podał w depeszy do Londynu swoją ocenę położenia politycznego Polski i wnioski z niej wypływające. „Do Polski wkraczają Sowiety, których celem jest, między innymi, zlikwidowanie niepodległości Polski, a co najmniej politycznego podporządkowania się Sowietom po okrojeniu od Wschodu. Jest konieczne, by świadomość tego przeniknęła wszystkie czynniki życia polskiego, a przede wszystkim kierownicze”. 25 lipca dowódca AK wysłał kolejną depeszę: „Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę. Przybycie do tej walki Brygady Spadochronowej będzie miało olbrzymie znaczenie polityczne i taktyczne. Przygotujcie możliwość bombardowania na nasze żądanie lotnisk pod Warszawą. Moment rozpoczęcia walki zamelduję”.

Niemcy pospiesznie ewakuowali w tym czasie Warszawę i wydawało się, że nie mieli ani woli, ani środków do jej obrony. W rzeczywistości natomiast, gdy Komorowski meldował Londynowi swą gotowość do walki o Warszawę, gwałtownie odtworzona niemiecka 9 Armia szykowała się do jej obrony. Pomimo ich trudnej sytuacji militarnej na przedpolu Warszawy Niemcy postanowili – ze względu na spodziewane powstanie – nie wysyłać ze stolicy Polski na front wszystkich stacjonujących w niej oddziałów zbrojnych. Hitler nakazał bezwzględne utrzymanie Warszawy i jej przedpola.

Londyn otrzymał telegram Komorowskiego 26 lipca, na krótko przed odlotem premiera Stanisława Mikołajczyka do Moskwy na rozmowy ze Stalinem. Tego samego dnia premier upoważnił delegata rządu do ogłoszenia powstania powszechnego w „momencie przez nas wybranym”.

Militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Sowietom. Głównym orędownikiem podjęcia walki z Niemcami w Warszawie był gen. Leopold Okulicki, zastępca szefa Sztabu Komendy Głównej AK do spraw operacyjnych. „To był jego projekt” – podkreślał zawsze gen. Bór. Przywódcy krajowi, podrywając Warszawę do walki, kierowali się głównie względami politycznej, ideologicznej i militarnej natury. Sądzili, że opanowanie Warszawy przez AK wzmocni w oczach zachodnich aliantów oraz opinii światowej prawa rządu londyńskiego do objęcia i reprezentowania władzy w Polsce i uświadomi światu, kto powinien rządzić powojenną Polską – prawowite władze Rzeczpospolitej, nie zaś komuniści popierani przez Stalina. W dowództwie AK panowało, zdaniem szefa sztabu gen. Tadeusza Pełczyńskiego, „jasne i zdecydowane przeświadczenie, że wraz z przelewającym się przez Wisłę frontem sowiecko-niemieckim odwróci się nad nami karta dziejowa, odwróci się po raz ostatni w ciągu toczącej się wojny”.

Powstanie Warszawskie było zatem militarnie skierowane przeciwko Niemcom, a politycznie przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Miało też być wielką, dramatyczną zachętą dla zachodnich aliantów do opowiedzenia się po stronie polskiej w czasie tej antysowieckiej kampanii politycznej. Gen. Bór prosił władze w Londynie o zapewnienie brytyjskiej pomocy lotniczej dla powstania w Warszawie. Dowódca AK zabiegał o wysłanie do Warszawy polskiej brygady spadochronowej, zbombardowanie przez RAF niemieckich lotnisk dookoła Warszawy, wysłanie na lotniska obsadzone przez AK polskich dywizjonów myśliwskich z Anglii oraz przyznanie praw kombatanckich dla żołnierzy AK.

Między PKWN a 9 Armią niemiecką. Tymczasem 23 lipca Armia Czerwona zajęła Lublin, a Warszawa dowiedziała się o powstaniu PKWN. Jego utworzenie było zasadniczym krokiem do przyszłego objęcia władzy w całej Polsce przez komunistów i ich sympatyków pod egidą Moskwy. 26 lipca płk Antoni Chruściel, ps. Monter, komendant Warszawskiego Okręgu AK, przedstawił dowództwu AK mizerny stan uzbrojenia, który wywarł na zebranych deprymujące wrażenie; posiadane środki pozwolą działać zaczepnie przez 3–4 dni, a w obronie wytrwać do 14 dni. Monter liczył na zdobycie broni i na zrzuty oraz na rozwikłanie sytuacji przez wejście Rosjan do stolicy. Uważał, że brak broni zastąpi furia odwetu.

Tegoż dnia dowództwo 9 Armii niemieckiej już wiedziało, że AK ogłosiła stan pogotowia dla swych oddziałów. „Wskutek tego zarządzono wzmożony nadzór nad wszystkimi obiektami. Ruchy wojsk niemieckich ze wschodu zaniepokoiły ludność. By przekonać ją o zamiarze utrzymania miasta, dowódca 9 Armii zarządził, aby wszystkie nowe oddziały przybywające z zachodu i wyładowywane w Warszawie przemaszerowały w jak najlepszym porządku przez miasto”.

27 lipca dowódca AK informował Londyn: „Po wyraźnej panicznej ewakuacji Warszawy od 22 do 25 VII Niemcy okrzepli. Władze administracyjne powróciły i objęły z powrotem urzędowanie”. Uzależniał swoje działanie od wyniku niemiecko-sowieckiej bitwy na wschodnim brzegu Wisły. Donosił również, że 25 lipca Sowieci przystąpili do rozbrajania 27 dywizji piechoty AK w rejonie Kock–Lubartów. „Fakt ten, jak też wrogi stosunek do naszych sił w rejonie Wilna, wyraźnie wskazuje na to, że Sowieci chcą zniszczyć AK jako polską siłę dyspozycyjną, im nie podporządkowaną. Konieczne pilne poinformowanie Anglików – ze zwróceniem uwagi, że tego rodzaju stanowisko sowieckie doprowadzić musi do zdecydowanego przeciwdziałania z naszej strony. Zmusi to nas do samoobrony”.

Pierwsza mobilizacja. Tego samego dnia, 27 lipca, Moskwa ogłosiła, że PKWN jest „jedyną legalną tymczasową władzą wykonawczą w Polsce”, a z kolei niemiec­ki gubernator dystryktu warszawskiego zarządził, aby 100 tys. osób stawiło się 28 lipca do robót fortyfikacyjnych. Ludność stolicy zignorowała to zarządzenie całkowicie. Ale pod wpływem tego rozporządzenia płk Monter zarządził alarm i mobilizację swych oddziałów na 28 lipca.

Rozkaz „alarm” był rozkazem przygotowawczym do walki i odwołany być nie mógł. Stan pogotowia, zgodnie z ustalonymi planami, miał się skończyć wybuchem walki. Mobilizacja udała się całkowicie. Do godziny policyjnej – 21 – w lokalach konspiracyjnych zebrało się 80 proc. żołnierzy okręgu, którzy przebywali w nich przez całą noc z 28 na 29 lipca. Tegoż dnia stan alarmu został jednak odwołany, co wywołało zamieszanie i podważyło zaufanie żołnierzy do dowództwa. Zapał bojowy osłabił przeraźliwy brak broni ujawniony w czasie mobilizacji.

W tym samym dniu Stalin nakazał marszałkowi Rokossowskiemu, dowódcy I frontu białoruskiego, by pomiędzy 5 i 8 sierpnia zajął Pragę i utworzył przyczółki na zachodnim brzegu Wisły na południe od Warszawy. Także w tym samym dniu delegat rządu otrzymał od premiera Mikołajczyka następującą depeszę: „Na posiedzeniu rządu RP zgodnie zapadła uchwała upoważniająca was do ogłoszenia Powstania w momencie przez was wybranym. Jeśli możliwe, uwiadomcie nas przed tym. Odpis przez wojsko dla komendanta AK”. 29 lipca Mikołajczyk zawiadomił delegata rządu o swojej misji do Moskwy na rozmowy ze Stalinem.

Odprawa 29 lipca: położenie nie dojrzało do działania. Kiedy 29 lipca dowódca ze sztabem AK zebrał się na ponowną odprawę – znał już te ważne doniesienia. Spotkanie zakończyło się stwierdzeniem, że „położenie nie dojrzało do działania”. Niemniej zapadły dwie decyzje, które poważnie zaważyły na losach powstania. Po pierwsze, że wybuch nastąpi o godz. 17, a nie jak dotychczas planowano w nocy; po drugie, że na ponowną mobilizację ma wystarczyć zaledwie dwanaście godzin.

Wady tego planu: żołnierze byli ćwiczeni do wystąpienia w nocy – słabo uzbrojone oddziały AK, atakujące w biały dzień silnie obsadzone i ufortyfikowane obiekty niemieckie, były narażone na miażdżący ogień nieprzyjaciela; skrócenie okresu mobilizacji do dwunastu godzin wprowadzało zbytni stan nerwowości i pośpiechu. Tegoż dnia gen. Bór zadecydował, że gdyby dotychczasowe dowództwo nie mogło z jakichkolwiek względów pełnić swych obowiązków, na czele AK stanie gen. Okulicki.

29 lipca o godz. 20.15 radio Moskwa zaczęło wzywać ludność Warszawy do natychmiastowego podjęcia walki z Niemcami. Było jasne, że na przedpolu Warszawy zaczynał się niemiecko-sowiecki bój o Warszawę, który dla Rosjan zakończył się chwilowym niepowodzeniem. „Niemcy osiągnęli cel zamierzony – stwierdzi gen. Bór w 1965 r. – uderzenie Rosjan zostało powstrzymane”.

31 lipca: decyzja o powstaniu. Na porannej odprawie 31 lipca dowództwo AK stwierdziło, że „walka nie zostanie podjęta 1 VIII i że mało prawdopodobne jest podjęcie jej 2 VIII, gdyż położenie jest nadal niejasne”. A jednak ok. godz. 18 tegoż dnia dowódca AK zdecydował się na podjęcie walki z Niemcami nazajutrz. Na decyzję miał wpływ meldunek płk. Montera, że czołgi sowieckie są już pod Pragą, a także jego opinia, że walka o Warszawę powinna być podjęta niezwłocznie.

Decyzję o powstaniu w Warszawie dowódca AK podjął nie wysłuchawszy opinii swego szefa wywiadu, szefa oddziału operacyjnego ani szefa łączności operacyjnej, którzy przybyli na popołudniową odprawę nieco później. Należy też podkreślić, że wódz naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski wypowiedział się następująco 29 lipca: „W obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powstaniu powszechnemu, którego sens historyczny musiałby z konieczności wyrazić się w zamianie jednej okupacji na drugą” oraz: „Wasza ocena sytuacji niemieckiej musi być bardzo trzeźwa i realna. Omyłka pod tym względem kosztowałaby bardzo wiele”. Ostrzeżenia te nie miały żadnego wpływu na decyzję dowódcy Armii Krajowej o podjęciu walki.

28 lipca brytyjski MSZ poinformował ambasadora Edwarda Raczyńskiego, że AK nie może liczyć na brytyjską pomoc dla powstania. Po wojnie Anthony Eden oświadczył, że zostało ono wszczęte przez „lokalnego polskiego dowódcę” bez porozumienia z rządem brytyjskim i bez uzgodnienia z sowieckimi siłami, które parły na Warszawę. Władze brytyjskie uzależniały pomoc dla Powstania Warszawskiego od wyniku rozmów pomiędzy Mikołajczykiem i Stalinem w Moskwie.

Trzeba przyznać, że nigdy nie obiecywały wsparcia dla powstania zbrojnego w Polsce. Świeżo przybyły z Londynu 30 lipca kpt. Jan Nowak-Jeziorański, emisariusz AK, poinformował krajowych dowódców, że Warszawa nie może liczyć na wielkie zrzuty broni i wysłanie brygady spadochronowej z Anglii oraz że „efekt Powstania i wpływ na rządy i opinię publiczną w obozie sojuszniczym” będzie „burzą w szklance wody”.

1 sierpnia Stalin wydał rozkaz do wszystkich wojsk sowieckich działających w Polsce, że ujawniające się oddziały AK należy rozbrajać, oficerów aresztować, a żołnierzy wcielać do armii Berlinga. W tym samym dniu doszło do wybuchu Powstania Warszawskiego. W parę godzin później gen. Władysław Anders uznał decyzje dowódcy AK za „nieszczęście”. Wywołanie powstania w stolicy uważał „nie tylko za głupotę, ale za wyraźną zbrodnię”.

Artykuł pochodzi z wydania specjalnego Pomocnika Historycznego POLITYKI poświęconemu Powstaniu Warszawskiemu, do kupienia w sklepie internetowym lub z POLITYKĄ CYFROWĄ.

***

Krzysztof Kamil Baczyński

Niebo złote ci otworzę...

Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne
ptasi świt.

Ziemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
wyprowadzę w rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko
w barwy burz, w serduszka listków,
w deszczów siwy splot.

I powietrza drżące strugi
jak z anielskiej strzechy dym
zmienię ci w aleje długie,
w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
aż zagrają jak wiolonczel
żal – różowe światła pnącze,
pszczelich skrzydeł hymn.

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.

Ten wiersz Krzysztof Kamil Baczyński napisał 15 czerwca 1943 r. Ur. w 1921 r., był w czasie wojny żołnierzem AK, podchorążym, harcmistrzem Szarych Szeregów; jako poeta związany z pismem „Płomienie” i miesięcznikiem „Droga”. W czasie okupacji ogłosił cztery tomiki poezji. Zginął w Powstaniu Warszawskim 4 sierpnia 1944 r., jako żołnierz batalionu Parasol.

Utwór ten, z muzyką Zygmunta Koniecznego, stał się jedną z najbardziej znanych i popularnych piosenek Ewy Demarczyk.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj