Zatrzymany front?
Zacięte zmagania niemiecko-sowieckie wokół Warszawy latem 1944 r. w polskiej zbiorowej pamięci nie istnieją. Jednak faktycznie powstanie miało niewielki wpływ na to, co działo się na regularnym froncie.
Wojska Armii Czerwonej forsują Bug w lipcu 1944 r.
Corbis

Wojska Armii Czerwonej forsują Bug w lipcu 1944 r.

Na przedpolach Warszawy. Z wojskowego punktu widzenia trudno wyobrazić sobie gorszy moment niż ten, w którym oficerowie Armii Krajowej zdecydowali o ostatecznym terminie wywołania powstania. W chwili gdy w Warszawie wybuchła insurekcja, bezpośrednio na miasto nie nacierały już żadne jednostki Armii Czerwonej. Płk Antoni Chruściel czy gen. Leopold Okulicki, prący do powstania, kierowali się doniesieniami o szybkich postępach sowieckich korpusów pancernych, które 30 lipca dotarły do Radzymina, Wołomina i Międzylesia, a dzień później do Sulejówka. Jednakże początkowo dobrze rozwijające się natarcie 2 Armii Pancernej, bo to jej korpusy dotarły na wschodnie przedpola Warszawy, załamało się właśnie 31 lipca, a kontratakujący Niemcy przejęli inicjatywę operacyjną. Zgodnie z rozkazem p.o. dowódcy 2 Armii Pancernej gen. Aleksieja Radzijewskiego z godz. 4.10, 1 sierpnia, atakowane od zachodu, północy i wschodu trzy korpusy pancerne przeszły do obrony.

Radzijewski doszedł do Warszawy, mając 33 tys. żołnierzy i 420 sprawnych wozów bojowych, spośród 800, którymi zaczynał natarcie znad Bugu dziesięć dni wcześniej. Teraz jednak sam znalazł się w opałach, atakowany przez Kampfgruppen (grupy bojowe) najpierw z trzech, a ostatecznie pięciu niemieckich dywizji pancernych. Sytuacja była bardzo dynamiczna, wedle przysłowia: złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj