Powstanie na prawym brzegu Wisły
Na peryferiach
Podobnie jak w przypadku powstańczej Warszawy, również poza nią doświadczenia zależały od geografii, zaś wyraźną granicę stanowiła Wisła.
Mężczyźni podczas przymusowego kopania rowów przeciwczołgowych, Helenów koło Pruszkowa, jesień 1944 r.
Muzeum Powstania Warszawskiego

Mężczyźni podczas przymusowego kopania rowów przeciwczołgowych, Helenów koło Pruszkowa, jesień 1944 r.

Na lewym brzegu. Mówiąc i pisząc o Powstaniu Warszawskim, koncentrujemy się zazwyczaj na walczących i (z)niszczonych dzielnicach lewobrzeżnych. Tymczasem walczono również na Pradze, w Boernerowie czy Pruszkowie, gdzie na jeden dzień opanowano lokalną elektrownię. Powstanie w zasadniczy sposób wpłynęło również na losy tamtejszej ludności cywilnej. Wiemy o nich znacznie mniej niż o przeżyciach mieszkańców Woli, Starówki czy Śródmieścia – na peryferiach nie działały powstańcze władze przygotowujące raporty i analizy, mało jest przekazów pamiętnikarskich.

Lewobrzeżne peryferie ominęły bombardowania, ostrzał i celowe niszczenie. Nie znaczy to jednak, że ominęły również represje, częste zwłaszcza w rejonach łączących powstańczą Warszawę z zewnętrzną partyzantką. 3 sierpnia podczas pacyfikacji Wawrzyszewa zginęło 30 mieszkańców, resztę wysiedlono, a większość zabudowań spalono, 25 sierpnia rozstrzelano 23 mieszkańców leżącego na przeciwległym krańcu miasta Chojnowa. Po wyjściu w końcu września oddziałów AK z Kampinosu puszczańskie wioski zostały praktycznie zrównane z ziemią. W ramach akcji przerzedzania ludności w promieniu 35 km od stolicy wysiedlano lub wywożono do pracy przymusowej mieszkańców podmiejskich osiedli, m.in. Babic, Boernerowa, Łomianek, Wawrzyszewa, Ursusa. Największe rozmiary akcja przybrała we Włochach, skąd 16 września wywieziono do obozów koncentracyjnych ok. 4 tys. mężczyzn. Połowa nie wróciła.

Co charakterystyczne, z peryferii lewobrzeżnej Warszawy pochodzi stosunkowo mało doniesień o braku żywności. Z jednej strony były to okolice półwiejskie, z drugiej zostały przecież wstrzymane olbrzymie nielegalne dostawy do stolicy. Zapasami dzielono się natomiast z uchodźcami z Warszawy, dosłownie od pierwszych dni powstania pojawiającymi się we Włochach, Milanówku czy Podkowie Leśnej. Bezinteresowna pomoc – w żywności, ubraniach, zakwaterowaniu, leczeniu – była olbrzymia, jednocześnie dla sporej grupy mieszkańców podwarszawskich miejscowości uchodźcy stanowili źródło niemałych zarobków. Błyskawicznie zostały np. opracowane metody nieoficjalnego aprowizowania Dulagu w Pruszkowie. Handel przez obozowy płot funkcjonował znakomicie i jak wspominał Ferdynand Goetel „od samego rana sprzedawano (...) w obozie pruszkowskim krakowską, siekaną i krajaną, myśliwską, boczek, egipskie i sporty, razowiec i bułki pszeniczne. Ceny zgoła przystępne, a dla nas, warszawiaków, którzyśmy przestali przypisywać pieniądzom jakiekolwiek znaczenie, wręcz niezrozumiale niskie”. W Pruszkowie i Włochach umieszczono również olbrzymie magazyny rabowanych w Warszawie dóbr – mebli, odzieży, maszyn. Transport zapewniali zmobilizowani miejscowi chłopi, węglarze, ogrodnicy, do pracy zatrudniano zaś oprócz robotników przymusowych, ochotników z podstołecznych miejscowości, nieraz z marginesu społecznego, przy okazji niemało szabrujących na własną rękę.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj