Z Ochoty do Żyrardowa
Fragmenty wspomnień Stanisława Lewaka, biologa, emerytowanego prof. Uniwersytetu Warszawskiego, który podczas powstania miał 14 lat.
Grupa warszawskich uchodźców w okolicach Ursusa.
AN

Grupa warszawskich uchodźców w okolicach Ursusa.

Autor wspomnień mieszkał (z rodzicami i bratem Jędrkiem, młodszym o dwa lata) w kwartale ulic Wawelska, Pługa, Mianowskiego i Uniwersytecka na Ochocie. Obecnie mówi się o nim Reduta Wawelska, gdyż był to najdłużej broniący się bastion powstańczy w tej dzielnicy Warszawy. Reduta padła 11 sierpnia, autor opowiada, jak zapamiętał walki powstańcze i życie mieszkańców w tych dniach. I podsumowuje: „Kilka wydarzeń musiało wywrzeć na mnie takie wrażenie, że potrafię je przypomnieć ze szczegółami:

• Idę z kpt. Sabałą przez podwórze. Ostrzał jest umiarkowany, głównie granatniki. Pocisk wymierzony na dach spada na dziedziniec, gdzie wybucha. Nagle kapitan chwyta się za kaburę, w której ma pistolet, i wyraźnie poruszony coś wykrzykuje. Odłamek uderzył go w kaburę. Moja reakcja – po co ten krzyk, przecież nic się nie stało, nawet nie jest ranny – dziś wydaje się dziwna, ale wtedy była naturalna.

• Nie pamiętam po co, ale muszę przejść na drugą stronę podwórza. Ostrzał granatnikami rzadki. Zamiast wędrować korytarzami piwnicznymi biegnę prosto chodnikiem przez dziedziniec. Płonący pocisk zapalający pada na chodnik przede mną. Przeskakuję go i bezawaryjnie docieram do celu. Po 70 latach pamiętam ochrzan, który mnie potem spotkał.

• Barykada w bramie od ul. Wawelskiej 60 została rozbita; strzał z czołgu albo goliat. Do bramy wpada kilku żołnierzy i strzelają przed siebie, nie wychodząc na podwórze. Oni boją się wejść dalej, a z naszej strony nie ma możliwości ich przegnać. Krzyki na cały dziedziniec: Porucznik Rarańcza! Na podwórzu robi się ruch. Mnie tam też nie brakuje. Z okna lokalu nad bramą wychyla się por. Rarańcza. Za stopy trzymają go koledzy. Wisząc na ścianie, w wyciągniętych rękach trzyma stena i oddaje z niego serię do środka bramy. Nieproszeni goście znikają z bramy. Jej zamknięcie i odbudowa barykady trwa kilka minut.

• JT ma 6 lat i mieszka w sąsiednim budynku. Chyba powstanie zastało ją w domu samą i opiekują się nią sąsiadki. Ojciec, znany lekarz, był gdzieś na mieście. W nieznany sposób potrafił wynegocjować z oblegającymi półgodzinne zawieszenie broni i wydostał córkę z oblężonego bloku. O uzgodnionej porze doktor pokazuje się sam na Mianowskiego. Położone na półpiętrze okno klatki schodowej nr 14 (obecnie 2) otwiera się. Dwóch powstańców ze stenem wychyla się, sprawdzając, czy rzeczywiście gdzieś nie kryje się wróg. Trzeci podaje ojcu przerażone dziecko. Dr T. szybko odchodzi z J. na rękach w kierunku Uniwersyteckiej.

• Ojciec coś robi w kuchni naszego mieszkania przy zlewie, który jest w pobliżu okna od ul. Mianowskiego. Strzał z domu naprzeciwko przebija szybę i kula trafia w ścianę blisko głowy taty. Ojciec ma całą twarz w drobnych, krwawiących rankach. Nie wiemy, czy to odpryski ściany, czy strzelano ekrazytówką (kula z ładunkiem wybuchowym). Prowadzę tatę do punktu opatrunkowego, gdzie zajmują się nim sanitariuszki. Ranki goją się szybko i bez śladu. Jest to jedyna sytuacja w całym moim życiu, gdy widziałem ojca naprawdę przestraszonego”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj