Romantycy i pozytywiści, czyli kłótnie o sens powstania

Wszystkie odcienie sporu
Przegrane powstanie było najważniejszym doświadczeniem życiowym całego pokolenia. Nic dziwnego, że spierano się o nie zażarcie – w kraju i na emigracji.
Cmentarz Wojskowy na Powązkach, manifestacja w 40 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, 1 sierpnia 1944 r.
Forum

Cmentarz Wojskowy na Powązkach, manifestacja w 40 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, 1 sierpnia 1944 r.

Obłęd ’44. Opublikowana niedawno książka Piotra Zychowicza „Obłęd ’44” wzbudziła olbrzymie emocje i nową falę dyskusji na temat sensu Powstania Warszawskiego. Świadczy to o wyjątkowej żywotności sporu, wszak użyte przez autora argumenty nie są nowe – zostały podane jedynie z niezwykłą pewnością siebie, w ostry publicystyczny sposób, dzięki czemu jedni uznali je za prawdę objawioną, inni zaś za połączenie obrazoburstwa z nieuprawnionym gdybaniem. Polacy z nową siłą zaczęli się spierać, odkurzając wcześniej używane argumenty.

Spory powstańcze. Faktyczny spór o powstanie rozpoczął się jeszcze przed jego wybuchem. W Komendzie Głównej AK obok zwolenników jak najrychlejszego wybuchu powstania, obawiających się przegapienia odpowiedniej chwili (należeli do nich gen. Leopold Okulicki, ps. Niedźwiadek, oraz płk Jan Rzepecki, ps. Prezes), byli oficerowie znacznie wyżej oceniający ryzyko przedwczesnego uderzenia na siły niemieckie (np. płk Kazimierz Iranek-Osmecki, ps. Heller). Najostrożniejszy wydawał się płk Janusz Bokszczanin, ps. Sęk, twierdzący: „ja ich [Sowietów] znam, oni nie przybędą, pozostawią nas samych Niemcom. (…) Dopóki Rosjanie nie położą ognia artyleryjskiego na miasto na lewym brzegu Wisły, nie wolno nam się ruszyć!”.

Spór o trafność decyzji trwał również podczas samego powstania. Szczególnie ostra krytyka pojawiała się na najwyższych szczeblach państwowych, w Londynie, choć również w kraju nie brakowało sceptyków. (Nie oznaczało to jednak niesubordynacji – mimo negatywnego nastawienia do podjętej przez dowództwo decyzji, przedstawiciele Stronnictwa Narodowego i Narodowych Sił Zbrojnych w pełni się jej podporządkowali). Jednym z najostrzejszych wyrazicieli krytyki był gen. Władysław Anders, który 18 sierpnia pisał: „Nikt nie miał u nas złudzenia, żeby bolszewicy pomimo ciągłych zapowiedzi pomogli Stolicy. W tych warunkach Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność?”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj