Świadectwa brytyjskiej kreatywności
Podboje za horyzontem
Nie byłoby narodzin imperium, gdyby nie liczne ekspedycje, odkrycia geograficzne, przeróżne wynalazki i rozwój nauki.
Królewskie obserwatorium w Greenwich, grafika z ok. 1700 r.
BEW

Królewskie obserwatorium w Greenwich, grafika z ok. 1700 r.

Geografia rządzi historią. Tak utrzymywali dziewiętnastowieczni twórcy tzw. determinizmu geograficznego. Ale położenie geograficzne Wysp Brytyjskich nie od razu przesądzało o morskiej i kolonialnej ekspansji tego obrzeża Europy. Angielski historyk i pisarz Esmé Cecil Wingfield-Stratford (1882–1971) tak uzasadniał moment przełomowy, zmieniający sytuację rejonu: „Aż po koniec średniowiecza cywilizacja zachodnia rozwijała się w świecie pojmowanym jako płaski, którego centrum przylegało do Morza Śródziemnego, a na krawędzi którego znajdowały się Wyspy Brytyjskie. Tak są one przedstawiane na wszystkich ówczesnych mapach. Mniej więcej od szesnastego stulecia, dryfując ku centrum świata, wyspy te tworzą prawdziwą forpocztę cywilizacji, ląd doskonały i w swoim czasie omal legendarny”.

Sami Brytyjczycy nie od razu dostrzegli historyczną szansę związaną z położeniem morskim. Nie odkryli przecież żadnego z kontynentów, nie dopłynęli jak Vasco da Gama do Indii, nie opłynęli pierwsi globu jak Magellan. Natomiast rejony odkrywane przez Hiszpanów, Holendrów, Portugalczyków czy Francuzów w wielu przypadkach stawały się terenem silnej, ekspansywnej kolonizacji brytyjskiej, zazwyczaj połączonej z równie bezwzględnym rugowaniem rywali. Półwysep Indyjski był pierwotnie obsadzony faktoriami holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej i podobnymi placówkami portugalskimi.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj