Dzieje powstania państwa polskiego
Zagadka narodzin
Polityka

Polityka

Mogło to się stać 14 kwietnia 966 r., gdyż – jak odnotował ówczesny kronikarz – „w sobotę Paschy i Zesłania Ducha Świętego (...) w świętym kościele Bożym jest zwyczaj zbiorowego udzielania chrztów”. Historycy stawiają na Wielką Sobotę owego roku, stąd ta data kwietniowa. Tego dnia Mieszko, władający ziemiami dzisiejszej Wielkopolski, przyjął sakrament (być może w większej grupie katechumenów) – prawdopodobnie w Poznaniu, jednym z ważniejszych grodów wczesnopiastowskich.

Już w tych trzech zdaniach kilka razy użyliśmy trybu warunkowego. Bo też narodziny państwa polskiego tkwią w pomroce dziejów. Działo się to wśród puszcz i rzecznych rozlewisk, na ziemiach rzadko zasiedlonych, daleko na północ od centrów ówczesnego świata, na terenach barbaricum. Na karty kronik Mieszko z rodu Piastów trafił na dobre za sprawą ożenku z Dobrawą z czeskiej dynastii Przemyślidów. Małżeństwa międzydynastyczne były wówczas swego rodzaju umowami międzynarodowymi. Z ożenkiem była związana (poprzedzała go?) decyzja księcia o przyjęciu chrztu i wejściu w krąg cywilizacji łacińskiej, symbolizowanej przez cesarza (odnowionego, średniowiecznego Cesarstwa Rzymskiego) i papieża.

Jak jednak doszło do podjęcia decyzji o chrzcie? Skąd się w ogóle wziął Mieszko? Czy Piastowie, jako Słowianie, byli potomkami ludzi mieszkających między Odrą a Wisłą od bardzo dawna, czy przybyłych tu ze wschodu stosunkowo niedawno? W jakich okolicznościach i w jaki sposób narodziła się Polska? Historycy, językoznawcy i archeolodzy – w dobrej wierze – na podstawie szczątkowych przekazów źródłowych i badań spróbowali stworzyć pewien obraz. Używali przy tym wielu wyobrażeń, często rodem z XIX w., o plemionach, kontynuacji kultur archeologicznych i organizacji społeczeństw, mechanizmach rodzenia się państw itp.

Ale postęp wiedzy, głównie za sprawą nowych możliwości archeologii, demontuje dotychczasowy przekaz. Można powiedzieć, że jesteśmy na etapie, gdy starą budowlę rozebrano i zaczęto wznosić nową, z wykorzystaniem świeżych cegieł i tylko części starych. Robota nie jest jeszcze skończona, a murarze-mediewiści gorąco się przy tym spierają, niektóry to i kielnią rzuci.

Z punktu widzenia czytelniczego jest to gratka. Możemy na bieżąco uczestniczyć w rozwiązywaniu zagadki, śledzić poczynania detektywa (historyków, archeologów i językoznawców razem wziętych), poznać jego warsztat, powoli wnikać w tworzony przez niego obraz interesującego nas wydarzenia. Bo jednak jakiś obraz się wyłania; jest on jeszcze niewyraźny, ale być może bardziej prawdziwy niż ten dotychczasowy – wyraźny, ale dzięki podkolorowaniu.

Opowieść ułożyliśmy tak, by od planu najszerszego (Europa we wczesnym średniowieczu), przez pośredni (dzieje Słowiańszczyzny) przejść do szczegółowego (narodziny państwa Polan/Polaków). Pozwala to lepiej rozumieć kontekst wydarzenia sprzed 1050 lat.

Koncentrujemy się na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia. Relacje z badań nad początkami władztwa Piastów dopełniamy opowieścią o tym, jak przez minione tysiąc lat wyobrażano sobie narodziny Polski i jak spierano się o to.

Zapraszamy na wędrówkę we wczesne średniowiecze na ziemiach polskich.

Jerzy Baczyński
Redaktor naczelny POLITYKI

Leszek Będkowski
Redaktor Pomocników Historycznych

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj