Nowa filozofia szkolenia

„Trzeba nauczyć ludzi jazdy na niemieckich czołgach”
Co nowego do szkolenia podziemnej armii w kraju wprowadzali cichociemni.
Cichociemny por. Tadeusz Gaworski, „Lawa” (drugi z prawej z pistoletem w ręku), szkoli żołnierzy AK ze strzelania w okolicach wsi Łbiska (woj. mazowieckie), 1944 r.
IPN

Cichociemny por. Tadeusz Gaworski, „Lawa” (drugi z prawej z pistoletem w ręku), szkoli żołnierzy AK ze strzelania w okolicach wsi Łbiska (woj. mazowieckie), 1944 r.

W kraju takich nie ma. „W Anglii otrzymali takie wyszkolenie dywersyjne, jakiego nie posiadali dywersanci »krajowego chowu«” – tak w latach 70. w liście do historyka Tomasza Strzembosza ocenił cichociemnych z Kedywu Okręgu Warszawskiego AK Józefa Czumę, „Skrytego”, i Ludwika Witkowskiego, „Kosę”, brat tego ostatniego, Henryk. W swojej opinii nie przesadził. A rozciągnąć ją można na wszystkich skoczków.

Treningi odbywające się na Wyspach Brytyjskich (oraz później we Włoszech) miały każdego z nich jak najlepiej przygotować do zadań czekających w okupowanej Polsce.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj