Szabrownictwo i konfiskaty
Buszujący w pierzu
Obowiązywał zbiorowy imperatyw: skoro różne dobra dosłownie leżą na ulicy, trzeba je brać, bo wszyscy tak robią.
Konfiskata lustra pochodzącego z szabru, powiat sochaczewski, wrzesień 1947 r.
Jerzy Baranowski/PAP

Konfiskata lustra pochodzącego z szabru, powiat sochaczewski, wrzesień 1947 r.

Szaber stary jak świat. „Zapewne, że szabrownictwo nie jest jedynym grzechem naszego społeczeństwa – przyznawał częstochowski „Głos Narodu” w sierpniu 1945 r. – (...) ale tak powszechnej »zarazy«, tak obejmującej ogół obywateli, bez względu na wiek, zawód i przynależność socjalną danych jednostek, na szczęście nie ma. Szabrują setki ludzi, od wlokących się na Śląsk półślepych dziadów począwszy, a na przemyślnych młodzieńcach, którzy autami co tydzień suną na Zachód, skończywszy”. To była nie tylko polska choroba i nie zaczęła się w 1945 r. Pozostaje jednak faktem, że najbardziej rozprzestrzeniła się na tzw. Ziemiach Odzyskanych.

Szaber, czyli plądrowanie opuszczonego mienia, znany jest w historii ludzkości od zawsze. Miał miejsce zwykle po pożarach, trzęsieniach ziemi; w sytuacjach gdy nagle, na ogół w wyniku śmierci właściciela, bez opieki pozostawało jego mienie. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych zdarzeń był zawsze moment zawieszenia, chaosu, zanik struktur władzy. Następowało osłabienie kontroli społecznej, malało poczucie strachu przed karą. Mienie, po które sięgali szabrownicy, musiało być w ich mniemaniu bezpańskie. Sprawcy, łamiąc zasadę powszechnej ochrony własności, niekoniecznie musieli odrzucać przykazanie „nie kradnij”. Prawdopodobnie zawężali je do swoich, co wyjaśnia, dlaczego łatwiej było przywłaszczyć mienie pańskie, żydowskie, niemieckie czy państwowe niż należące do sąsiada.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj