Na co chorowali Jagiellonowie? Podagra, syfilis, alkoholizm i inne choroby dynastii

„A gdy go doctorowie uleczyć nie mogli”
Śmiertelne żniwo wśród Jagiellonów zbierał szczególnie syfilis.
Zygmunt I Stary na łożu śmierci, rycina Nicolasa Gueudeville'a z 1703 r.
Biblioteka Narodowa

Zygmunt I Stary na łożu śmierci, rycina Nicolasa Gueudeville'a z 1703 r.

Okładka nowego wydania Pomocnika Historycznego POLITYKI
Polityka

Okładka nowego wydania Pomocnika Historycznego POLITYKI

Narzędzia chirurgiczne z XVI w.
SSPL/Forum

Narzędzia chirurgiczne z XVI w.

Kazimierz IV Jagiellończyk cierpiący
na zaburzenia układu krążenia, ilustracja z XIX w.; Aleksander po kilku udarach wymagał
podtrzymywania i lektyki, ilustracja z XIX w.
Piotr Mecik/Forum

Kazimierz IV Jagiellończyk cierpiący na zaburzenia układu krążenia, ilustracja z XIX w.; Aleksander po kilku udarach wymagał podtrzymywania i lektyki, ilustracja z XIX w.

Tekst pochodzi z nowego Pomocnika Historycznego „Biografie. Jagiellonowie” od 18 października z POLITYKĄ do kupienia w kioskach oraz internetowym sklepie POLITYKI.

Długowieczność w genach. „A król Władysław, nie bojąc się bynajmniej ostrego mrozu ani się przed nim nie chroniąc, w sobotę po uroczystości św. Wojciecha, wskutek jakiegoś przyzwyczajenia (...) udał się do lasów, by nasycić uszy słodkim, pełnym czaru dźwiękiem, by słuchać śpiewu słowika. Spędziwszy większą część nocy na tym słuchaniu, zaziębił się i doznał choroby” – pisał Jan Długosz o Jagielle pod datą 1434.

Król dotąd cieszył się znakomitym zdrowiem. Uwielbiał polować, często podróżował, brał udział w wojnach, pił tylko wodę, unikając alkoholu. Czynił tak głównie z obawy przed otruciem. W 1426 r. na polowaniu złamał nogę, ale szybko się zrosła. Dożył 82 lat (lub 72; historycy są podzieleni co do daty urodzin) i zmarł najprawdopodobniej na zapalenie płuc. Długowieczność miał zapewne zapisaną w genach (80 lat dożył jego stryjeczny brat abstynent Witold Kiejstutowicz), ale mogła się do tego przyczynić wstrzemięźliwość. Natrafiamy tu jednak na małą zagadkę, gdyż biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki, niedługo przed śmiercią króla wyjeżdżając na sobór w Bazylei, zarzucił Jagielle: „Spędzasz bowiem całą noc na pijaństwie, a osłabiony nim, w dzień śpisz i odpoczywasz”.

Puchlina nóg i pieczone gruszki. Syn Jagiełły Kazimierz IV Jagiellończyk, „pomnożyciel Polski”, wzorem ojca zachowywał trzeźwość, „pił wodę, a nigdy nie kosztował wina, miodu, piwa i lekarstw” – pisał lekarz i kronikarz Maciej z Miechowa. „Łaźnię i częste ćwiczenia lubił, skłonny był ucztować i jeść”. W abstynencji przypominał Jagiełłę, lecz nie dożył wieku ojca. Od jakiegoś momentu zaczął cierpieć na „puchlinę nóg”, co mogło być wywołane zaburzeniami układu krążenia, jak i obrzękiem limfatycznym. Poważnie zapadł na zdrowiu podczas trzydziestej drugiej podróży na Litwę, po Wielkanocy w Wilnie w 1492 r.

Przewieziono go do Troków, potem do Grodna i „tam mu przypadła niemoc czerwona, z której co dalej to był mdlejszy, a gdy go doctorowie uleczyć nie mogli, Bernardyni go leczyli grubym chlebem i pieczonymi gruszkami, za czym zaczął puchnąć i spytał doctora swego Jacoba Zaleskiego, jeśliby jeszcze była jaka nadzieja zdrowia, a gdy mu odpowiedział, iż nie może być żyw, wnet, jako nieustraszony bojownik, rzekł: »Więc tedy umrzeć«” – pisał kronikarz Maciej Stryjkowski. Kazimierz dożył 65 lat.

Co było przyczyną czerwonej biegunki, zapewne dezynterii – możemy tylko spekulować. Najprawdopodobniej była to infekcja bakteryjna.

Artretyzm i noszenie w lektyce. Z 13 dzieci Kazimierza najstarszy syn, który został królem Czech i Węgier, z pozoru wyglądał na okaz zdrowia. „Piękny mąż wysokiej postawy” przypominający posturą boga wojny Marsa, pisał o Władysławie II kronikarz Antonio Bonfini. W wieku 30 lat stoczył w Pradze czeskiej sześć pojedynków, raz tylko spadając z konia. Wydawało się zatem, że geny dziada zapewnią mu długowieczność, jednak przed czterdziestką doznał ataku nieznanej nam choroby, której towarzyszyła wysoka gorączka. Sytuacja była tak krytyczna, że spodziewano się śmierci króla. Jednak zdołał wymknąć się kostusze.

Kilkanaście lat później, 10 stycznia 1504 r., Władysław II doznał jeszcze groźniejszego ataku: usiłował coś powiedzieć, ale zamiast tego zaczął bełkotać. Sparaliżowało mu prawą ręką. Medycy zdiagnozowali, że to apopleksja, jak określano wówczas udar mózgu. Znów spodziewano się najgorszego, jednak Władysław II po pięciu dniach odzyskał częściową sprawność w ręce i w mowie, a po miesiącu nie było śladu po udarze. Uznano to za cudowne uzdrowienie. Udar 55-latka bez obciążeń genetycznych wskazywałby zatem na złą dietę.

I tak zapewne było, skoro króla od 1507 r. nękał artretyzm, czyli dna moczanowa. Podagra stała się wówczas chorobą wielkich panów tego świata, zaczynających dzień od piwa, miodu, ciężkich, słodkich win i spożywających tłuste mięsiwa. Dna moczanowa początkowo sporadycznie atakuje jeden staw – i tak zapewne było w przypadku Władysława II. Po czym przeszła ona w stan przewlekły, kiedy to złogi kryształów moczanu sodu zaczęły niszczyć chrząstki i nasady kostne, atakując też otaczające je ścięgna i więzadła. Taki przebieg choroby wnioskujemy z zachowanej informacji z 1514 r., że król „nie może na nogi”. Stał się otyły, jednak zdołał spotkać się z bratem Zygmuntem I i cesarzem Maksymilianem I Habsburgiem w 1515 r. na zjedzie wiedeńskim, dowieziony lektyką. W rok później zmarł w wieku 60 lat.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj