Za Jagiellonów to się jadało...

„Jeden Polak zje za pięciu Włochów”
Pod czym uginały się wawelskie stoły.
Posiłek damy na miniaturze ilustrującej opowieść „La fortune de Renaut de Montauban”, XV w.
UIG/Forum

Posiłek damy na miniaturze ilustrującej opowieść „La fortune de Renaut de Montauban”, XV w.

Mity o kuchennej rewolucji. Wybierając się do Polski, Bona Sforza najbardziej obawiała się mroźnych zim. Na miejscu okazało się, że jest coś równie trudnego do zniesienia – polska kuchnia. Uczty, powitalna 11 kwietnia 1518 r. w Oświęcimiu i weselna tydzień później w Krakowie, musiały zrobić na niej tak złe wrażenie, że wymogła, by na jej dworze gotował wyłącznie włoski personel. Tradycja głosi, że przeprowadziła na Wawelu kulinarną rewolucję, badacze są jednak sceptyczni. Przyznają, że zreformowała menu swojego dworu, czyniąc je lżejszym i bardziej finezyjnym, ale batalii, by wszyscy jedli podobnie, nie toczyła. Nie pokazała też Bona Polakom – co się jej przypisuje – że można jeść warzywa. Już na stole Jadwigi Andegaweńskiej, również wychowanej w kręgu kultury włosko-francuskiej, gościły kalafiory, ogórki, marchew, pory i sałata, a ona sama wolała lekkie dania warzywno-rybne, nie przepadając za tłustymi pieczeniami. I nikogo ta sałata w zęby nie kłuła ani nie wyśmiewano się – jak za Bony – z „Włoszków, co cienko jadają”. Jadwiga jednak była powszechnie lubiana, Bona nie, więc każdy powód do krytyki był dobry.

Zachowane rachunki dworu Jagiełły oraz dwóch ostatnich Jagiellonów i ich żon świadczą, że asortyment produktów dostarczanych do królewskich kuchni na przełomie XIV/XV w. oraz w XVI w. nie zmienił się w sposób istotny. Menu władców było dość konserwatywne, z pewnymi odstępstwami na rzecz upodobań głównych stołowników.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj