Andrzej Lubowski
24 kwietnia 2012

Apple pracuje nad wizerunkiem

Mycie jabłuszka

Nabywcy iPada szaleją z radości; jego producenci wariują ze zmęczenia. Nowy prezes Apple’a próbuje zmienić to drugie.

Na akcjach Apple’a można było zarobić dużo więcej niż na złocie. Gdy 15 lat temu Steve Jobs wrócił na fotel szefa, żeby pokierować stworzoną przez siebie firmą, akcje Apple Computer były warte 4 dol. Gdy umierał, cena była stokroć wyższa. W ostatnich trzech latach akcje Apple’a poszły w górę o 600 proc. Dziś kosztują ponad 600 dol., a firma jest warta na rynku więcej niż jakakolwiek inna – 590 mld dol. To więcej niż PKB Polski.

W minionym roku fiskalnym zyski Apple’a wyniosły 108 mld dol. Przez cztery lata z rzędu Apple przewodzi liście „najbardziej podziwianych firm” sporządzanej przez magazyn „Forbes”. Spektakularne sukcesy przyciągają nie tylko uwagę inwestorów i mediów, ale także organizacji humanitarnych, grup obrony praw pracowniczych, uniwersytetów. Niesłabnącemu zachwytowi nad produktami Apple’a towarzyszą w USA pytania o to, co z tego ma amerykański robotnik – skoro iPody, iPhony i iPady montuje się w Chinach – i czy tamtejsi kooperanci traktują w miarę przyzwoicie swych pracowników? Szlachectwo zobowiązuje i Apple nie może sobie pozwolić, aby pytania te ignorować.

W końcu marca Fair Labor Association, organizacja monitorująca przestrzeganie międzynarodowych i narodowych standardów oraz prawa pracy, opublikowała raport obrazujący nagminne łamanie tych standardów w Foxconnie, gigantycznej chińskiej fabryce produkującej na potrzeby Apple’a, ale także innych międzynarodowych potentatów elektronicznych, takich jak Dell, Nokia, Motorola, Hewlett-Packard czy Sony. Z raportu, opartego na sondażu, który objął przeszło 35 tys. pracowników Foxconna, wynika, że wielu z nich pracuje ponad 60 godzin tygodniowo, czasem ponad 11 dni bez dnia przerwy. Dwie trzecie ankietowanych twierdzi, że wynagrodzenie nie starcza im na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Foxconn to handlowa nazwa tajwańskiej firmy Hon Hai Precision Industry Co. (Ltd.), największego producenta elektroniki i komponentów komputerowych na świecie. To właśnie ona przejęła od Della fabrykę w Łodzi. O Foxconnie, który dziś zatrudnia w Chinach 1,2 mln ludzi, stało się głośno, gdy dwa lata temu kilku jego pracowników w mieście Shenzhen w prowincji Guangdong w południowych Chinach popełniło samobójstwo. Foxconn zaprzeczał wówczas, by samobójstwa miały związek z pracą w firmie, choć przyznał, że z dwóch zakładów w Shenzhen, zatrudniających w sumie 400 tys. ludzi, średnio co miesiąc odchodzi 20 tys. Chwalił się, że zapewnia załodze stołówki, kliniki, bibliotekę, obiekty sportowe, a nawet porady psychologa.

Chińczykom będzie lżej

Apple jako pierwsza firma technologiczna przyłączyła się do Fair Labor Association. Gdy firmę zalała fala protestów, a przed centralą w Cupertino w Dolinie Krzemowej pojawiły się pikiety, Apple poprosił o inspekcję fabryk produkujących iPhona i iPoda. W końcu marca Apple dostał list otwarty z apelem o „zapewnienie przyzwoitych warunków pracy u wszystkich kooperantów”. Nowy prezes Timothy D. Cook wziął to sobie najwyraźniej do serca. Bardziej organizator niż wizjoner, Cook na konferencji inwestorów w San Francisco w lutym mówił o tym, że kiedyś pracował w fabryce papieru w Alabamie i hucie aluminium w Wirginii, i to bynajmniej nie na kierowniczych stanowiskach, więc wie, o co chodzi.

Steve Jobs nosił ponoć serce po lewej stronie, wściekał się, gdy dochodziły do niego wieści, że przy taśmie u azjatyckich dostawców pracują dzieci, ale nigdy sam się temu z bliska nie przyjrzał. Timothy D. Cook natomiast odwiedził w marcu fabrykę Foxconna. Po jego wizycie Foxconn przyrzekł, że do lipca 2013 r. jego pracownicy nie będą pracować więcej niż 49 godzin tygodniowo, co przewiduje ustawodawstwo chińskie. A także, że wzrost stawek godzinowych zrekompensuje robotnikom skrócenie czasu pracy. Czy skończy się znów na obietnicach poprawy, jak w przeszłości?

 

Optymiści podkreślają, że Apple może stać się prekursorem pozytywnych zmian z kilku powodów. Jest ogromnym odbiorcą, więc jego głos się liczy. Koszt montażu w Chinach to drobny ułamek całości kosztów produkcji: w iPhonie 4, który kosztuje w Ameryce 549 dol., praca przy montażu części, a to robi Foxconn, kosztuje zaledwie 10 dol. Zdecydowana większość kosztów produkcji przypada na precyzyjne komponenty, które są wytwarzane nie w ubogich krajach, lecz w krajach o wysokich płacach, takich jak Japonia i Południowa Korea. Gdyby płace w Foxconnie podnieść o 30 proc., przełożyłoby się to na jednoprocentowy wzrost kosztów jednostkowych całego iPhona, i to przy założeniu, że wyższe płace nie zaowocują wzrostem wydajności.

Od 2007 r. raporty roczne Apple Computers zawierają wyniki audytu dostawców. Ostatnio, nie bez presji zewnętrznej, firma poszła o krok dalej. W opublikowanym w styczniu 2012 r. raporcie rocznym Apple zamieścił listę 156 swych dostawców – wcześniej odmawiał ujawnienia ich nazw. Przypada na nich 97 proc. wszystkich wydatków firmy na zewnętrzne zakupy towarów i usług. Apple od kilku lat systematycznie monitoruje, czy firmy te spełniają określone wymogi w zakresie prawa pracy.

Lepsza bieda

Polityka potentata z Doliny Krzemowej wymaga, aby zatrudnieni w firmach kooperujących pracowali nie więcej niż 60 godzin tygodniowo – jeśli wierzyć raportom Apple’a, w lutym br. 89 proc. dostawców spełniało te kryteria. To postęp, bo audyty przeprowadzone w 2011 r. wykazały, że te same kryteria spełniane były jedynie w 38 proc. firm. W 97 proc. przypadków nie stwierdzono wśród dostawców pracy przymusowej – co brzmi na pozór wspaniale, ale oznacza, że w 3 proc. montowni takie przypadki wciąż mają miejsce.

W 2008 r. inspektorzy Apple’a natknęli się na sytuację, gdy dostawca wymagał, aby zagraniczni robotnicy oddawali swym przełożonym paszporty, co w praktyce oznaczało ich przypisanie do pracy. W tym akurat przypadku Apple mógł ostro interweniować. Często nadużycia nie są tak ewidentne.

Doniesienia o samobójstwach, pracy dzieci czy gwałceniu wymogów płacy minimalnej na tyle silnie kontrastowały z obrazem najwspanialszej marki na świecie, lidera innowacji i championa praw człowieka, że związki zawodowe, studenci i organizacje pozarządowe podniosły krzyk i wezwały Apple’a do poprawy losu ludzi, których praca przynosi firmie i jej inwestorom gigantyczne profity.

Przy okazji powrócił temat odpowiedzialności korporacji w dobie globalnego kapitalizmu. Wróciło także pytanie, czy presja zachodniego konsumenta i zachodnich rządów na zachowanie korporacji ponadnarodowych w biednych krajach przynosi więcej pożytku czy szkody. W przeszłości próby nacisku na producentów odzieży czy tenisówek, na przykład w indonezyjskich fabrykach Nike’a i Reeboka, które masowo zatrudniały dzieci, przyniosły mizerne rezultaty. Od początku powątpiewano nie tylko w ich skuteczność, ale także w ich moralny sens. Nawet stojący na lewej flance sceny politycznej Paul Krugman pisał, że tak długo, jak nie ma realistycznej alternatywy dla industrializacji opartej na niskich płacach, opozycja wobec takiej produkcji

...

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Polityka on Facebook

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną