Andrzej Lubowski
20 stycznia 2010

Ameryka się rozbraja

Pożegnania z bronią

F-22 i helikopter prezydencki, z których zrezygnowano, to dwa z pięciu kontrowersyjnych programów o łącznej wartości 370 mld dol., jakie pojawiły się w rozważaniach nad budżetem Pentagonu na 2010 r. Niszczyciel DDG-1000, o wyporności 14,5 tys. ton, bardziej nadaje się do otwartej walki na morzu niż do ataku na ląd, a takiego potrzebowała marynarka. Chciała więc z zamówień zrezygnować, tym bardziej że koszty poszły ostro w górę, ale kilku członków Kongresu wybroniło projekt. Tyle że skończy się zapewne na trzech takich jednostkach, a nie 16–24, jak to pierwotnie zakładano. Odsunięto w czasie ostateczną decyzję w sprawie nowej floty samolotów do tankowania w powietrzu. W 2008 r. głośny przetarg na taki samolot wygrało konsorcjum Northrop Grumman i Airbus. Boeing odwołał się od tej decyzji. Dopatrzono się uchybień proceduralnych, decyzję uchylono, a rozstrzygnięcia wciąż nie ma.

Przemysłowi zbrojeniowemu nie grozi masowa ucieczka za granicę. Produkcji nie zleca się lekką ręką Chińczykom czy Hindusom. Tu marża zysku nie kurczy się łatwo, bo wciąż dominuje model cost plus. Oznacza to, że płaci się tyle, ile wynoszą koszty plus marże zysku. Skoro tak, to nie ma specjalnych bodźców dla obniżki kosztów. Taki mechanizm rodzi sytuacje, wielekroć opisywane, gdy Pentagon płacił kilkaset dolarów za miskę klozetową lub młotek.

Potyczki o zamówienia

Mocno wątpliwy jest także mechanizm przepływu ludzi między wojskiem a producentami broni. 53-letni pułkownik przechodzi na pełną emeryturę, a rok później rozpoczyna pracę w firmie zbrojeniowej. Rychło wysyła swym kolegom w służbie czynnej propozycję: pracujemy nad nowym pojazdem opancerzonym, samolotem, rakietą, haubicą lub czymś podobnym. Będziecie tego sprzętu potrzebować za 3–5 lat, więc im wcześniej zamówicie, tym lepiej. Tego rodzaju propozycje zwykle trafiają na podatny grunt również dlatego, że decydent za parę lat znajdzie się dokładnie w tej samej sytuacji: już rozważa emeryturę, a po niej pracę za dużo większe pieniądze, niż płaci wojsko.

Gdy kruszył się komunizm, na potrzeby wojska pracowało 7 mln Amerykanów. Do 1996 r., w wyniku serii cięć w wydatkach, zatrudnienie spadło o 2,5 mln ludzi, z tego milion w sektorze rządowym (wojsko i agendy rządu) i półtora miliona w sektorze prywatnym. W 1980 r. w Stanach istniało 51 firm określanych jako dostawcy dla wojska. Dziś są cztery, choć oczywiście mają swych poddostawców, a wiele przedsiębiorstw nie ma tej etykietki, bo pracuje na potrzeby cywilne i wojskowe. Trzej najwięksi dostawcy dla wojska: Lockheed Martin, Boeing i Northrop Grumman to w sumie 420 tys. zatrudnionych. W sytuacji, gdy z pracą wszędzie krucho, dodatkowe zamówienia wojskowe zmniejszają ból recesji.

Doświadczyła tego ostatnio firma Oshkosh. Pentagon wydał 26 mld na 16 tys. dużych ciężarówek nazywanych MRAP (Mine Resistant Ambush Protected) na potrzeby wojny w Iraku. Są za duże i za ciężkie, aby wspinać się po górzystym terenie i wąskich często drogach Afganistanu. Są też nie dość zwrotne, żeby uniknąć bomby dostrzeżonej w ostatniej chwili albo ruszyć w pościg za talibem. To zadanie przejmą nowe pojazdy MRAV (Mine Resistant All-Terrain Vehicle), które robi firma Oshkosh. Dla Oshkosh zamówienie na 5,2 tys. pojazdów o wartości 2,8 mld dol. to zbawienie. Oshkosh dostał także zamówienie na średniej wielkości ciężarówki za 3,5 mld dol. Zwiększy zatrudnienie o co najmniej 1,2 tys. osób. Akcje Oshkosh podskoczyły w ciągu roku dziesięciokrotnie: do 40 dol. za sztukę. Chociaż konkurenci z branży uważają, że Oskosh zaniżył ceny.

Roboty do boju

Wojsko było tradycyjnie sponsorem postępu w technice i technologii. Wystarczy przypomnieć GPS, Internet, satelity komunikacyjne, szybkie procesory. Wszystko to przyszło do cywila z wojska. W podstawowym budżecie wojskowym Ameryki na 2010 r. 79 mld, czyli prawie 15 proc., pójdzie na R&D (badania i rozwój). Ważne miejsce w tym procesie odgrywa DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency) stworzona w 1958 r. w odpowiedzi na wystrzelenie przez ZSRR Sputnika. DARPA podlega bezpośrednio szefowi Pentagonu, ale funkcjonuje poza strukturami wojskowymi. Światowej klasy naukowcy i inżynierowie współpracują z przedstawicielami przemysłu, uniwersytetów i innych laboratoriów rządowych nad nowymi systemami broni i obrony. To DARPA stoi za rozwojem robotów i samolotów bezzałogowych na potrzeby wojska. Jej raport przypomina, że w 1908 r. sprzedano zaledwie 239 samochodów Ford model T. 10 lat później sprzedano ich ponad milion. Podobnie, zdaniem DARPA, dziać się będzie z technologią robotów. „Tak jak pierwsza wojna światowa przyspieszyła technologię samochodową, tak wojna z terroryzmem przyśpieszy rozwój automatyki i technologii robotów” – twierdzi agencja.

Amerykańskie bezzałogowe samoloty stają się nowym ważnym elementem przemysłu obronnego. W budżecie Białego Domu na 2010 r. przeznaczono na nie 3,5 mld dol. Podaż nie nadąża za popytem, a to stwarza sytuację dawno niespotykaną w gospodarce USA: mnożą się małe stosunkowo firmy, które chwilowo całkiem nieźle sobie radzą, konkurując z gigantami takimi jak Lockheed czy Northrop Grumman. Pentagon wierzy, że mali producenci to sposób na wyposażenie wojska w niedrogie i skuteczne systemy militarne.

Ale zamówienia wojskowe to nie tylko ulga w recesji, motor postępu technicznego i technologicznego. To także źródło gigantycznego marnotrawstwa. Przykładem są te systemy, które powstały na wyrost, i te, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. Do tych ostatnich należy samolot startujący pionowo, który miał służyć wszystkim rodzajom sił zbrojnych, a którego w końcu, po wydatkach sięgających grubych miliardów dolarów, nikt nie chciał.

Robert M. Gates napisał na początku 2009 r. w „Foreign Affairs”, że choć amerykańska flota skurczyła się od końca zimnej wojny, to pod względem tonażu jest wciąż większa niż następne 13 flot razem wziętych, z czego 11 to sojusznicy Ameryki. Nie oznacza to jednak, że Ameryka nagle przestanie inwestować w okręty wojenne i przeznaczy te środki na badania nad rakiem. Tak dobrze dla pacyfistów jednak nie ma.

 

 

monety euro
Polityka on Facebook
Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»