Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Sypać szańce?

Debata Polityki: Jakiej suwerenności dzisiaj potrzebujemy

Dyskusja z cyklu „Debaty na temat”, zorganizowana została przez POLITYKĘ i PZU. Dyskusja z cyklu „Debaty na temat”, zorganizowana została przez POLITYKĘ i PZU. Leszek Zych / Polityka
Przeżywamy gorące polityczne dni: między pierwszym posiedzeniem nowego Sejmu a oczekiwanym exposé premiera obchodziliśmy Święto Niepodległości. To dobry moment, żeby zadać pytanie: jak dziś rozumieć i praktykować naszą suwerenność i niepodległość?
Jerzy Baczyński - redaktor naczelny POLITYKI.Tadeusz Późniak/Polityka Jerzy Baczyński - redaktor naczelny POLITYKI.

To także jedno z najgorętszych politycznych pytań stawianych teraz w całej Europie i temat redakcyjnej debaty, której fragmenty publikujemy.

Jerzy Baczyński

Odkąd w 1989 r. odzyskaliśmy suwerenność, zaczęliśmy się jej stopniowo wyzbywać: wpierw na rzecz NATO zrzekliśmy się niezależności wojskowej, później podzieliliśmy się suwerennością z Unią Europejską. Podnoszono tę kwestię przed referendum unijnym, często w dość demagogiczny sposób. Mówiono, że wejście do Unii będzie równało się dyktatowi większych od nas, którzy wykorzystają nas jako tanią siłę roboczą bądź rynki zbytu; że Europa zagrozi tożsamości narodowej Polski. Z kolei zwolennicy integracji podnosili argument, że wchodząc do Unii nie jesteśmy ograbiani z suwerenności, ale ją poszerzamy.

Unia jest mistrzem wymyślania podobnych pojęć. Z taką „poszerzoną suwerennością” funkcjonowaliśmy sobie nie najgorzej, aż przyszedł kryzys światowy, a zaraz po nim kryzys strefy euro i tu rozpruł się worek z pytaniami o suwerenność. Dosyć dramatycznie widzimy to na przykładzie Grecji: czy kraj zadłużony może być suwerenny i od jakiego poziomu zadłużenia tę suwerenność traci? W jaki sposób grecka suwerenność zderza się z suwerennością Niemiec i innych płatników?

Borykając się z kryzysem, zadajemy sobie pytanie, co jest dziś najważniejsze, ochrona interesu narodowego czy europejska solidarność? Mówimy o potrzebie koordynacji polityki budżetowej, tworzeniu unijnego rządu gospodarczego, wspólnego ministra finansów, o harmonizacji podatków. A to znaczy, że parlamenty i rządy narodowe będą musiały ograniczyć swoje najistotniejsze prerogatywy.

Z zamętu wyłania się jakaś nowa Unia z podwyższoną suwerennością w stosunku do państw narodowych, zalążek federacji? A może tak naprawdę realizuje się czarny sen eurosceptyków i otwiera się pole dyktatu najpotężniejszych gospodarek i najsilniejszych politycznie państw, czyli Niemiec i Francji.

Polityka 47.2011 (2834) z dnia 16.11.2011; Rynek; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Sypać szańce?"
Reklama