Joanna Solska, Paweł Wrabec
7 kwietnia 2010

Małe i średnie firmy - z optymizmem w przyszłość

Misie nie dają się

Duże firmy walczą z kryzysem, małe na nim zarobiły. To dzięki nim nasz kraj stał się zieloną wyspą na czerwonym morzu recesji. Przyszłość jednak widzą mniej optymistycznie.

Misie – to skrót od „małe i średnie” przedsiębiorstwa – mają w Polsce ogromną przewagę liczebną, podobnie jak w innych krajach gospodarki rynkowej. Wszystkich działających firm jest u nas 1,8 mln, w tym tych najmniejszych, zatrudniających do 9 osób – aż 1,6 mln. Mówi się o nich mikrusy, bo małe są już dużo większe (zatrudniają od 9 do 49 osób). Tych jest mniej, już tylko 160 tys. Średnich, czyli liczących od 50 do 250 pracowników, jest jeszcze mniej, zaledwie 30 tys. Na szczycie tej piramidy są przedsiębiorstwa duże, powyżej 250 pracowników, mamy ich około 5 tys.

Małe i średnie operują na tych samych rynkach i w podobnych branżach co duże, starają się jednak nie konkurować z nimi wprost, lecz znajdować dla siebie nisze nieatrakcyjne dla potentatów. Najwięcej funkcjonuje w usługach – 43 proc., w handlu – 36 proc., a w produkcji – 21 proc. Misie są także największym pracodawcą. Z 9 mln zatrudnionych rodaków ponad dwie trzecie (6,2 mln) pracuje właśnie w tym sektorze. Z tego aż 3,6 mln w firmach mikro, 1 mln w małych i 1,6 mln w średnich. Wbrew pozorom zatrudnienie tutaj jest dość stabilne. Właściciel, zanim przyjmie kogoś nowego, długo się zastanowi. Reguła jest taka, że gdy nadchodzi koniunktura, najszybciej przyjmują duzi, najwolniej – najmniejsi. Podobnie zachowują się w czasie spowolnienia. Duży tnie koszty gwałtownie, nawet jeśli musi zdecydować się na zwolnienia grupowe. Związki zawodowe niekoniecznie są w stanie mu w tym przeszkodzić, chyba że zakład jest państwowy. W firmach małych, gdzie wszyscy się znają, najpierw szuka się innych rozwiązań. Ludzie chętniej godzą się na obniżki zarobków, są ze sobą bardziej solidarni. A właściciel, który też zwykle płaci im mniej niż w dużej firmie, także niechętnie pozbywa się dobrych pracowników. Jak kryzys się skończy, trudno będzie znaleźć nowych, znających specyfikę firmy.

W sektorze małych i średnich przedsiębiorstw powstaje prawie połowa produktu krajowego brutto (dokładnie 47,4 proc.). Rośnie też jego udział w eksporcie, choć tutaj misie potentatami na razie nie są. Tylko 31 proc. sprzedanych za granicę towarów i usług pochodzi od nich. Trzeba jednak pamiętać, że w olbrzymiej większości są to firmy bez kapitału obcego, który zwykle ułatwia nawiązanie zagranicznych kontaktów. Za mały udział w wymianie zagranicznej nie jest jednak domeną misiów. To cecha całej naszej gospodarki. Na 1,8 mln wszystkich przedsiębiorstw eksporterami jest zaledwie 16,3 tys. (dane Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości). Z tego aż 13,8 tys. to misie.

Najwięcej firm skupionych jest w woj. mazowieckim, śląskim, wielkopolskim oraz dolnośląskim. Nie tylko małych. Te duże również najczęściej powstają i działają w tych regionach. Natomiast najmniej przedsiębiorstw lokalizuje się w woj. podlaskim i opolskim (w tym ostatnim ludność często woli szukać pracy w Niemczech, niż ryzykować zakładanie własnego biznesu). Niepokoi fakt, że podział na Polskę A i B nie tylko się nie zaciera, ale wręcz odwrotnie – pogłębia. Firmy zlokalizowane w woj. mazowieckim, śląskim czy w Wielkopolsce są jednocześnie najbogatsze i najwięcej inwestują.

Portret przedsiębiorcy

W badaniach tzw. wskaźnika przedsiębiorczości Polska plasuje się w Unii pośrodku. Najwięcej przedsiębiorców na tysiąc mieszkańców jest w Czechach, Portugalii i Grecji, natomiast najmniej na Słowacji, w Rumunii i Niemczech. Polska jest na 15 pozycji. Jak widać, sam wskaźnik niewiele wyjaśnia, a obecność na czele rankingu niekoniecznie świadczy o dobrej kondycji gospodarki, zwłaszcza w przypadku Grecji i Portugalii, tak potężnie zadłużonych. Mówi raczej o tym, że ludzie chętnie podejmują ryzyko prowadzenia własnej działalności gospodarczej, także z powodu braku alternatywy. W krajach o mocnej gospodarce, jak np. w Niemczech, firm jest wprawdzie mniej, ale są one duże i silne.

W 2009 r. w Polsce powstało 357 tys. nowych firm, o 10 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie wyrejestrowano 330 tys. przedsiębiorstw. Wiele z nich nie funkcjonowało już od dłuższego czasu. Z firm, które powstały w 2002 r., do dziś przetrwało tylko 24 proc.

Dzisiejszy typowy przedsiębiorca różni się bardzo od tego, który decydował się iść na swoje na początku lat 90. Wtedy najczęściej robiła to kadra kierownicza państwowych przedsiębiorstw, a pierwszych kapitalistów nazwano uwłaszczoną nomenklaturą. Towarzyszyli im szeregowi pracownicy, którzy stracili zatrudnienie i szukali nowego sposobu na życie.

Na początku obecnego wieku masowo zakładali własne firmy absolwenci zarówno szkół średnich, jak i wyższych uczelni. Nie mieli doświadczenia, ale pęknięcie bańki internetowej i związany z tym kryzys spowodowały, że znalezienie pracy graniczyło z cudem. Bezrobocie w kraju sięgało wtedy 20 proc., więc młodzi ludzie stawali się kapitalistami z konieczności. Sporą ich część stanowili tzw. samozatrudnieni, czyli prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Często pracowali w innej firmie, która – dla oszczędności – nie chciała ich zatrudniać na etat. Większość powstałych wtedy firemek nie przetrwała próby czasu. Do dzisiaj zresztą firmy mikro (od 1 do 9 osób) funkcjonują gorzej niż pozostałe misie. Tak wynika przynajmniej z ostatnich szeroko zakrojonych badań, przeprowadzonych przez firmę doradczą Dun Co. Bradstreet i portal Verdict. Okazuje się, że aż 51 proc. mikrusów znajduje się dziś w słabej i bardzo złej kondycji finansowej. Nic dziwnego, że nie wszyscy wytrzymują tę próbę.

Obecnie typowy przedsiębiorca jest lepiej wykształcony niż jego poprzednicy. Pionierzy najczęściej kończyli zawodówki lub szkołę średnią. Dzisiejsi właściciele firm o wiele częściej są absolwentami wyższych uczelni. Znacząca grupa to emigranci, którzy wrócili do kraju z doświadczeniem i pieniędzmi zarobionymi za granicą. Sporo jest także osób, które od dawna marzyły, żeby iść na swoje, ale najpierw chciały zdobyć doświadczenie pracując w korporacji. Tego typu kapitaliści najlepiej radzą sobie na coraz trudniejszym rynku. Coraz częściej też nie ma już dla nich znaczenia, czy produkują towar lub świadczą usługi klientowi polskiemu czy zagranicznemu. To m.in. dzięki nim nasza gospodarka tak dobrze radzi sobie z kryzysem.

Efekt szminki

W spokojnych czasach pierwszy rok funkcjonowania przeżywają dwie na trzy nowe firmy. W następnych latach każdego roku wykrusza się co czwarta. Jak postępują ci, którzy nawet w kryzysie nie wypadli za burtę?

W rejestrze przedsiębiorstw Głównego Urzędu Statystycznego figuruje aż 3,8 mln firm. Tak naprawdę działa ich jednak mniej niż połowa (1,8 mln). Reszta to martwe dusze małych firm, które po cichu znikły z rynku. Tutaj sąd nie ogłasza upadłości. To przywilej dużych. Jednocześnie jednak badania nie pozostawiają wątpliwości, że najłatwiej przetrwały kryzys małe i średnie firmy. Można nawet powiedzieć, że wyszły z niego wzmocnione. To był

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Polityka on Facebook

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną