Maciej Strózik
25 października 2011

Przegląd samochodów najbardziej nasyconych nowoczesnymi technologiami

Auta w chmurach

Samochody stają się coraz bardziej skomplikowanymi cudami elektroniki i nowoczesnych technologii. Ku radości miłośników iPada i obrońców środowiska.

Dziś duży kolorowy ekran LCD w samochodzie nikogo już nie dziwi. Nawet jeśli zamiast zwykłej nawigacji prezentującej sugerowaną trasę, widać na nim efektowną mapę terenu z trójwymiarowymi wizerunkami budynków. Takie technologie obecnie stosowane są nawet w relatywnie niedrogich autach, choć dostępne jedynie za stosowną dopłatą. Ford, w swoim prototypie nazwanym Evos, idzie jednak znacznie dalej. Podążając za modą, amerykański koncern umieszcza swój samochód w… chmurze.

Nie chodzi jednak o samochód-samolot (choć i takie próby są czynione), ale o auto podróżujące nie tylko po drodze, lecz i w chmurze internetowej. Spalinowo-elektryczny Evos – piękna limuzyna o kształtach coupé, z osobliwie unoszonymi ku górze przednimi i tylnymi drzwiami – dysponuje stałą łącznością z globalną siecią i nieustannie korzysta z danych pochodzących z chmury, czyli informacji zgromadzonych w serwerach rozsianych po świecie. To ta sama technologia, o której wspominał niegdyś Steve Jobs, prezentując kolejną odsłonę sklepu muzycznego iTunes. Dzięki niej można łatwo wymieniać dane między różnymi urządzeniami.

Prototyp Forda w chmurze sprawdza prognozę pogody, szuka informacji o korkach, pobiera z niej również ulubione piosenki kierowcy, a nawet sprawdza preferowaną temperaturę wnętrza, ściągając odpowiednie dane z domowego serwera. Evos potrafi też planować trasę przejazdu i sterować hybrydowym napędem tak, by zużyć jak najmniej paliwa. Niestety, nie potrafi jeszcze samodzielnie dojechać do celu. Ale i ten problem zapewne niebawem uda się rozwiązać.

Ekoauta

Nowoczesna elektronika, choć hołubiona i mocno promowana przez producentów aut, schodzi na drugi plan, gdy pada hasło „dwutlenek węgla”. Restrykcyjne normy emisji spalin wprowadzane w Europie i systemy podatkowe obowiązujące w wielu państwach UE stworzyły modę na downsizing. Pod tym terminem kryje się wykorzystywanie małych i oszczędnych silników o rozsądnej mocy, zamiast większych, bardziej paliwożernych. I to nawet w dużych, luksusowych limuzynach.

Dobrym przykładem jest choćby nowe BMW M5. To kultowe, niesamowicie szybkie auto stało się teraz bardziej ekonomiczne. Zamiast 5-litrowego V10 o korzeniach sięgających czasów, gdy bolidy BMW startowały w Formule 1, zastosowano w nim mniejszy, 4,4-litrowy motor o ośmiu cylindrach, za to wspomagany turbosprężarkami. Zalety? O 10 proc. większa moc oraz o 30 proc. mniejszy apetyt na paliwo. BMW M5 ma jednak ponad 550 KM, więc siłą rzeczy i tak sporo pali.

Bardziej życiowe przykłady ekoaut to choćby dostępny już w sprzedaży VW Golf z benzynowym silnikiem 1.2 TSI, luksusowa Škoda Superb 1.4 TSI bądź Volvo S80 z 1,6-litrowym dieslem. Nie są to szybkie auta, ale ich posiadacze mogą sporo zaoszczędzić na paliwie. Mniejsze jednostki wspomagane turbosprężarkami wprowadza też Ford w zapowiedzianych na przyszły rok sportowych wersjach popularnej Fiesty i Focusa. Oba samochody będą najmocniejsze w historii, lecz jednocześnie mają palić mniej niż ich poprzednicy.

W sporym aucie nawet najoszczędniejszy silnik musi zwykle radzić sobie z masą rzędu półtorej tony. Siłą rzeczy nie może być tak oszczędny jak w małych, lekkich i tanich samochodach miejskich, które na dodatek o wiele łatwiej jest zaparkować. Nowością jest Volkswagen Up, kolejna próba niemieckiego koncernu, by zaistnieć w tym segmencie: po drogim Lupo oraz niezbyt udanym, importowanym z Ameryki Południowej modelu Fox. Nowy VW ma małe nadwozie (tylko 354 cm długości, czyli 43 cm mniej niż Polo), lecz dzięki pomysłowym rozwiązaniom całkiem przestronne wnętrze. Specjalnie dla Upa powstał zaledwie litrowy, 3-cylindrowy motor w wersjach 60 lub 75 KM. W planach na 2013 r. jest też elektryczna wersja autka.

 

Synonimem praktycznego samochodu do podróży po mieście jest zaś Fiat Panda, który doczekał się swego trzeciego wcielenia. Nowa wersja powstała zgodnie z obecnymi trendami: ma zaokrąglone nadwozie, lepiej wykończoną kabinę oraz nowoczesny, dwucylindrowy silnik TwinAir (wytwarzany w Bielsku-Białej). Okazuje się, że teraz, nawet kupując relatywnie tanie auto, klienci zwracają uwagę na jakość. Szkoda tylko, że produkcja tego popularnego Fiata została przeniesiona z Polski do włoskiej fabryki koncernu.

Przedstawiając miejskie samochody, wielu producentów próbuje łamać dotychczasowe schematy. Ciekawy pomysł ma Opel. To elektryczne auto o nazwie RAKe, w którym dwa fotele zamontowano jeden za drugim. Auto ma 100 km zasięgu, może jechać ponad 110 km/h i waży zaledwie 380 kg. Nick Reilly, szef Opla, twierdzi, że koncern już teraz sprawdza możliwości wprowadzenia takiego pojazdu do produkcji. Na pewno jednak nie nastąpi to w ciągu kilku najbliższych lat.

O swoim projekcie podobnie mówią szefowie Audi, choć od razu wyjaśniają, że chodzi raczej o bardziej odległą przyszłość. Marka z Ingolstadt chwali się dwumiejscowym autkiem z odkrytymi przednimi kołami: lekkim i oczywiście na prąd. Zasięg to, niestety, nie więcej niż 60 km, po naładowaniu baterii „pod korek”.

Modne trendy

Aż do 2030 r. wybiega Volkswagen, prezentując model koncepcyjny NILS. To jednomiejscowy pojazd zbudowany podobnie jak bolidy Formuły 1 – z centralnie ulokowanym fotelem kierowcy, silnikiem z tyłu napędzającym tylne koła. Koncern tłumaczy, że jednoosobowe auta mają przyszłość, bo z badań wynika, że dziś w 90 proc. samochodów jeżdżących po niemieckich drogach nie ma nikogo więcej poza kierowcą. Wadą NILSa jest na razie mały zasięg będący efektem kompromisu między pojemnością akumulatorów (litowo-jonowych), ich ceną i masą. Można na nich przejechać 60 km. W mieście to wystarczy, ale jeśli komuś przyjdzie ochota wyskoczyć dalej?

Elektryczne pojazdy są do kupienia już dziś, a niektóre z nich, jak niedawno przedstawiony Smart ED najnowszej generacji, potrafią bez ładowania przejechać ponad 100 km i z racji małych gabarytów doskonale sprawdzają się w mieście. Może zatem elektryczna motoryzacja stanie się codziennością szybciej, niż się spodziewamy? Świadczą o tym choćby plany BMW, które właśnie stworzyło nową serię „i”, prezentując dwa modele: miejskie i3 i sportowe i8. Oba na prąd, mają się pojawić w sprzedaży już w 2013 r.

Modelami przejściowymi można zaś nazwać dwa produkty koncernu General Motors, które wkrótce będzie można kupić w Europie. To elektryczne Opel Ampera i Chevrolet Volt. W obu, oprócz akumulatorów, zamontowano silnik spalinowy, który jednak nie napędza kół, lecz służy jedynie do ładowania baterii.

Modnym trendem w ekomotoryzacji jest rosnąca liczba modeli samochodów hybrydowych. Toyota, lider w tej dziedzinie, właśnie przedstawiła minivana na bazie Priusa, także w wersji, którą można ładować z gniazdka, by dłużej nim jeździć bez włączania silnika spalinowego. Inna nowość to piękny prototyp Jaguara, model C-X16, oczywiście z napędem hybrydowym. Niemal identyczne auto ma podobno wejść do sprzedaży już

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Polityka on Facebook

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną