Polska polityka społeczna - do zmiany od zaraz
Zaległa lekcja solidarności
Zadanie 2: wzbudzić empatię
Wielu współczesnych myślicieli, ideologów, ekonomistów, przywódców religijnych – każdy na swój sposób – próbuje uzasadnić konieczność obudzenia nowej solidarności społecznej, bo widzą w zjawisku wykluczenia społecznego jedno z poważniejszych zagrożeń dla cywilizacji. Dramatyczny podział na tych, którzy się w niej odnajdują i korzystają z jej dobrodziejstw, i tych, którzy żyją obok, może skończyć się konfliktem o niewyobrażalnej skali.
Przeciętnego człowieka do solidarności ze słabszym motywują przekonania religijne, ideowe lub – najczęściej – dobry charakter, zwykła empatia. O ile jednak chętnie da on parę groszy niepełnosprawnemu, który nie ma na lekarstwa, zwolnionemu z pracy stoczniowcowi, zaniedbanemu dziecku czy samotnej matce, o tyle nie pochyli się raczej nad mieszkańcami osiedla socjalnego, którzy zajmują się piciem, rozróbami i robieniem w konia urzędników socjalnych. Oni budzą odrazę. I – po pierwsze – z tą właśnie odrazą trzeba walczyć, tłumacząc, że nie pomożemy zaniedbanemu dziecku inaczej, niż pochylając się nad jego równie zaniedbanymi, zmarginalizowanymi rodzicami. Bo to oni mają kluczowy wpływ na jego los. Tyle że tu nic nie załatwi kolejne parę groszy. Potrzebny jest system.
Po drugie – warto obalać stereotyp, że bieda i wykluczenie dotykają jakąś niższą kategorię społeczną, jakiś rodzaj inwalidów moralnych, a nie nas – tak dobrze sobie radzących w życiu i odpowiedzialnych. Prawda jest taka, że oni to my. Narkomania, alkoholizm, skłonność do przemocy – plagi, które rodzą wykluczenie, dotykają równomiernie biednych i bogatych, wykształconych i niewykształconych. Po dwóch latach bez pracy niemal każdy staje się trwale niezdolny do jej podjęcia i troski o rodzinę. W Polsce ci, którzy tracą pracę, mogą oglądać abstrakcyjne oferty na ścianach urzędu pracy, ale nie mogą liczyć na żadne nowoczesne, stosowane np. w Anglii, metody wsparcia. Tam dla bezrobotnego opracowuje się nawet roczny indywidualny plan działania. Z psychologiem, a nawet dentystą.
Po trzecie – trzeba mówić o pieniądzach, pokazywać, jak są marnowane. Najlepiej byłoby to zrobić na przykładzie: porównać los człowieka, któremu latami wypłacano głodowy zasiłek, z tym, który doznał opieki, jaka staje się standardem w Europie: profesjonalnej, skupionej na konkretnych problemach, konsekwentnej. Żeby tylko choć jeden taki przypadek wreszcie się w Polsce zdarzył.
Zadanie 3: zacząć działać
Oto lista kilku spraw, które trzeba załatwić, by Polska dobiła do europejskich standardów.
• Poznać prawdziwe potrzeby wykluczonych. Francuzi mają Krajowe Obserwatorium Problemów Społecznych, które bada losy osób korzystających ze świadczeń. Podobna instytucja w Polsce przyniosłaby wiedzę potrzebną do udzielenia właściwej pomocy. Bo innej pomocy potrzebuje alkoholik, innej samotna matka z dziećmi.
• Dostosować pomoc społeczną do potrzeb; nie wszyscy muszą korzystać z zasiłku. Alkoholik, by wrócić na rynek pracy, potrzebuje skutecznej terapii, a samotna matka z dziećmi przedszkola, by mogła podjąć pracę. Rodzina wielodzietna większego lokalu. Elastyczne dysponowanie budżetem socjalnym nie może grozić wójtom i burmistrzom dymisją i kryminałem.
• Systematycznie sprawdzać gminne strategie rozwiązywania problemów społecznych. Gdy przyjrzeć się dziś lokalnym strategiom, widać, że pisane są jak horoskop: według sztancy i ogólnikowo. Ponieważ nie zawierają precyzyjnych założeń, trudno sprawdzić, czy zostały zrealizowane, czy nie.
• Uchwalić wreszcie ustawę o pomocy prawnej dla osób ubogich. Każdy człowiek powinien mieć dostęp do takiej pomocy.
• Nie zakładać osiedli socjalnych, które przeobrażają się szybko w zamknięte enklawy biedy. Nawet jeśli lądują w nich lokatorzy z różnymi problemami – ci zdrowsi zaraz zarażają się patologiami.
• Wprowadzić zasadę jednego okienka, czyli skoordynować działania pracowników socjalnych z doradcami urzędów pracy. Połączenie polityki społecznej (zasiłki, praca socjalna) z polityką rynku pracy (przygotowanie do zatrudnienia) było kluczowym założeniem brytyjskiej walki z bezrobociem.
Wygląda to tak: bezrobotna z dzieckiem przychodzi do jednego urzędu, gdzie rozmawia z doradcą pośrednictwa pracy, odbiera zasiłki. W tym czasie dziecko bawi się w świetlicy, która znajduje się w budynku urzędu. Jeśli doradca ma dla bezrobotnej ofertę pracy, w pokoju obok może ona poprosić o darmowe przedszkole dla swojego dziecka. Jeśli jest w depresji – zapisać się na miejscu do psychiatry. Ponieważ doradca współpracuje z pracownikiem socjalnym, ma wgląd w historię problemów bezrobotnej. Zna jej możliwości zawodowe, więc składa bardziej adekwatne propozycje.
• Skłonić do współpracy wszystkie służby lokalne odpowiedzialne za słabszą rodzinę. To też pomysł brytyjski, by ośrodki pomocy społecznej, pracownicy powiatowych centrów pomocy rodzinie, lekarze, policjanci, nauczyciele, kuratorzy, dalsza rodzina oraz sami podopieczni spotykali się regularnie i wspólnie budowali plan pomocy. Zwykle każda z powyższych instytucji chce dobrze dla człowieka, ale każda mówi innym językiem. Więc umiejętnie prowadzona współpraca przynosi zaskakujące efekty. W Polsce tworzenie interdyscyplinarnego zespołu do pracy socjalnej z zagrożonymi rodzinami jest zapisane w noweli ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Nowela wciąż czeka na przychylność Sejmu.
• Uczyć obywateli o biedzie i wykluczeniu. Jedna z większych organizacji pozarządowych wydała właśnie w Wielkiej Brytanii profesjonalny podręcznik dla dziennikarzy, który tłumaczy, co należy wiedzieć o problemach społecznych, by nie traktować odwiedzin w podmiejskiej enklawie biedy jak wizyty w zoo.
Zadanie 4: nie czekać na koniec kryzysu
Już dziś wiadomo, że żadna reforma pomocy społecznej nie wejdzie w życie przed 2012 r. Podobnie ustawa o pieczy zastępczej, nad którą pracuje już trzecia ekipa MPiPS. Michał Boni, szef doradców premiera, nie ma wątpliwości, że zmiany strukturalne polityki społecznej są konieczne. Ale muszą poczekać na korzystne zmiany w gospodarce. Być może wtedy uda się zmobilizować ministrów do działania. Teraz wszystkie systemowe projekty są źle widziane. Wprowadza się je zwykle w pierwszym, drugim roku wzrostu gospodarczego.
Zmiany w Polsce hamuje konflikt między rządem, parlamentem i prezydentem. Być może następny prezydent będzie bardziej chętny do współpracy. Być może w 2012 r. poważnie wzrośnie PKB, być może kolejny okaże się rokiem kompleksowej reformy – pociesza Michał Boni.
Ale ci, którzy właśnie wypadają z rynku pracy, wpadną już do kategorii: długotrwale bezrobotni. Staną się niepomagalni. Czy będziemy potrafili wciągnąć ich na rynek pracy? Jak będzie wyglądać w 2013 r. struktura społeczna na warszawskiej Pradze Północ? Dzieci ze słabszych rodzin, z którymi fikcyjnie pracuje dziś pomoc społeczna, zasilą znowu domy dziecka. Czy będziemy potrafili odbudować te rodziny?
Większość rozwiniętych krajów Europy ratyfikowała Zrewidowaną Europejską Kartę Społeczną z 1995 r. Sygnatariusze tego dokumentu muszą dbać o poziom życia obywateli. Według Karty każdy powinien mieć prawo do dobrych warunków pracy, sprawiedliwego wynagrodzenia, godziwego poziomu życia, korzystania z opieki społecznej i godnego miejsca zamieszkania. Niepełnosprawni powinni mieć prawo do szkolenia zawodowego, rehabilitacji, a matki i dzieci do ochrony socjalnej. Jeśli państwo nie spełni tych warunków, zrzeszeni obywatele mogą złożyć skargę na państwo przed Trybunałem w Strasburgu.
W Polsce tylko rząd SLD rozważał przyjęcie dokumentu, przeważył jednak strach, że to może drogo kosztować. Nie bez znaczenia jest też zrozumiała w postkomunistycznym kraju alergia na sformułowania, które brzmią niczym cytaty z peerelowskiej konstytucji. Różnica jest taka, że wtedy były to frazesy, na których wybudowano niewydolny ekonomicznie system, hodujący bierność i roszczeniowość. Teraz – to europejska dyrektywa, której naczelną ideą jest wrócić wykluczonych społeczeństwu.
Prościej jest, oczywiście, budować schroniska dla bezdomnych. Dobry gest, ale o znaczeniu symbolicznym, niczym pusty talerzyk na wigilijnym stole.

