Bianka Mikołajewska
18 stycznia 2010

DEBATA: Czy dzieci powinny pracować?

Złote dzieci

Na sprzedaż posiadam 170+ Elder Druida na serwerze Elysia. Eq jak na screenie, dodatkowo dodaję magma seta i firewalker boots, tak więc postać z miejsca jest gotowa na hunty na dragon lordach, demonach, hellfire-fighterach itp. Profit i zabawa gwarantowane :) Konto nie posiada criminal rekordów”. Cena – 960 zł.

Dzieciństwo: nauka? Zabawa? Praca? Czy i ile dzieci powinny pracować? Zachęcamy do dyskusji na forum! 

Takich tajemniczych ogłoszeń na Allegro i innych portalach aukcyjnych znajdziemy tysiące. Przedmiotem sprzedaży są postaci z gier internetowych, takich jak Diablo, Metin i najpopularniejsza w Polsce – Tibia. Gracz tworzy w niej własną postać (w cytowanym ogłoszeniu jest nią druid), która przemierza magiczne światy, zdobywając kolejne umiejętności, gromadząc ekwipunek (eq), przechodząc na coraz wyższe poziomy (druid jest na 170). Ci, którym nie chce się przebijać przez początkowe etapy gry, mogą kupić gotową postać od kogoś, kto grał w nią wcześniej. Im dalszy etap i lepsze wyposażenie – tym wyższa cena. Swego czasu głośno było o 16-latku z Wrocławia, który grał w Tibię przez dwa lata po kilkanaście godzin dziennie, powtarzał nawet przez to klasę. Gdy zdesperowana matka wyłączyła mu w czasie gry komputer, o mało nie zabił jej stołkiem. Niekontrolowane przerwanie gry oznaczało śmierć bohatera wartego wówczas kilka tysięcy złotych.

Handel postaciami z gier od kilku lat jest dla wielu nastolatków źródłem stałych dochodów. 16-letni Dominik, uczeń pierwszej klasy technikum w Rędzinach, w ciągu dwóch lat przeprowadził blisko 300 takich transakcji. Jakim cudem zdążył wyhodować tylu bohaterów? – Początkowo poświęcałem grze mnóstwo czasu. Potem za niecałe 20 euro kupiłem dwa booty – programy, dzięki którym postaci grają same. Ja muszę tylko czasami ustawić je w jakimś miejscu albo kupić im jakiś sprzęt. Normalnie w ciągu dwóch miesięcy intensywnego grania można osiągnąć 50–60 level [poziom – przyp. aut.], z użyciem bootów – 80. Taką postać można sprzedać za 100–200 zł. Dzięki bootom mogę prowadzić kilku bohaterów równocześnie – wyjaśnia.

Producent Tibii – firma CipSoft – zabrania używania bootów. Za ich stosowanie Dominik został kilka razy ukarany zawieszeniem konta. CipSoft zakazuje także sprzedaży postaci, ale tu Dominik się nie obawia: – Wątpliwe, by mnie ktoś namierzył. W Tibię grają miliony ludzi na świecie, handel kwitnie wszędzie. Mało się trzeba narobić, a sporo można zarobić.

Chcieliby, ale nie mogą

Z ubiegłorocznego badania instytutu Ipsos wynika, że większość (ponad 85 proc.) młodzieży w wieku 11–18 lat otrzymuje kieszonkowe od rodziców. Dzieci w wieku od 11 do 14 lat dostają średnio 40 zł, starsze – 80 zł. Rzadko zaspokaja to ich potrzeby. Chcą wieść taki sam styl życia i mieć takie same gadżety jak ich rówieśnicy z Europy Zachodniej. Tamci dysponują jednak bez porównania większymi kwotami – z niedawnych eurobadań wynika, że kieszonkowe młodego Brytyjczyka wynosi w przeliczeniu średnio 375 zł miesięcznie, Szweda – 340 zł, a Francuza i Niemca – około 220 zł.

Polskie nastolatki wiedzą, że rodzice więcej nie dadzą, i coraz częściej biorą sprawy w swoje ręce: w Internecie pełno jest ogłoszeń szukających pracy gimnazjalistów i uczniów szkół średnich. Propozycji dla nich jest jednak niewiele.

W USA, gdzie od dzieci oczekuje się pracy, już kilkulatki zarabiają, sprzedając upieczone przez siebie ciasteczka. 11-latki, po ukończeniu kursu prowadzonego przez Amerykański Czerwony Krzyż, opiekują się dziećmi (matki, które same kiedyś były babysitterkami, mają do nich zaufanie), 13-latki rozwożą gazety i pomagają w prostych pracach biurowych, zaś 14-latki mogą już w ograniczonym wymiarze czasu pracować legalnie w restauracjach, kinach i biurach.

U nas nastolatków szukających pracy przez Internet zasypują ofertami oszuści, którzy podają się za ich rówieśników i namawiają, by zarabiać pieniądze tak jak oni: klikając w reklamy na stronach internetowych albo wysyłając e-maile. W realnym świecie popularne jest roznoszenie ulotek, układanie towarów na półkach sklepowych i zbieranie owoców. Ponieważ dzieci z reguły robią to na czarno – także nie brak hochsztaplerów, którzy je wykorzystują i oszukują przy wypłacie.

Legalnie do 16 roku życia można pracować tylko na rzecz podmiotów prowadzących działalność kulturalną, artystyczną, sportową lub reklamową. Podmioty te muszą jednak wcześniej wypełnić szereg formalności i uzyskać zezwolenie Państwowej Inspekcji Pracy na zatrudnienie nastolatka. Ci, którzy ukończyli 16 lat, mogą już wykonywać wszystkie lekkie prace – oczywiście także za zgodą PIP.

Na dużą skalę 16–18-latków legalnie zatrudnia w Polsce tylko McDonald’s. – Pracują u nas przez wakacje i ferie – mówi Krzysztof Kłapa, rzecznik firmy. Pierwszy nabór zorganizowano w 2007 r. – Nastąpiła wówczas fala wyjazdów za granicę. Wzięliśmy więc przykład z innych krajów, gdzie restauracje naszej sieci zatrudniają nastolatków – tłumaczy Kłapa. Zainteresowanie było ogromne – do pracy przyjęto 1,7 tys. osób. Większość z nich pracowała niemal przez całe wakacje. Wielu chciało kontynuować pracę także po ich zakończeniu. – Chętnie byśmy na to przystali – bo to znakomici pracownicy. Ale to się zupełnie nie opłaca. Zgodnie z prawem w wakacje nastolatki mogą pracować 35 godzin tygodniowo, a w czasie roku szkolnego – 12 i trzeba im zapłacić tyle samo co dorosłemu pracującemu w pełnym wymiarze, czyli 40 godzin w tygodniu – mówi Aneta Mitoraj, dyrektor działu personalnego McDonald’s.

Kolejny dowód na to, że młodzież chce pracować, mieliśmy w ubiegłym roku. Gwałtownie spadła wówczas liczba pracowników napływających zza wschodniej granicy. Ich miejsca – zwłaszcza w rolnictwie – natychmiast zajęli młodzi. Według CBOS, w wakacje 2008 r. pracowało 12 proc. uczniów szkół podstawowych (w 2007 r. – tylko co dwudziesty), 21 proc. gimnazjalistów (w 2007 r. co dziesiąty) i aż 41 proc. uczniów szkół średnich (w 2007 r. co czwarty). Ten rekord zapewne zostałby pobity w tym roku, gdyby nie kryzys gospodarczy, który ograniczył rynek pracy.

Jak wynika jednak z badań CBOS, nawet wakacyjna praca młodzieży budzi spore zastrzeżenia u dorosłych: 90 proc. uważa, że nie powinni jej wykonywać uczniowie szkół podstawowych; sprzeciw 64 proc. budzi praca gimnazjalistów, a 14 proc. – praca uczniów szkół średnich. Przeciwników pracy młodzieży w ciągu roku szkolnego prawdopodobnie jest jeszcze więcej.

Nastolatki, które nie mogą znaleźć legalnej pracy, i te, którym na jej podjęcie nie pozwalają rodzice, szukają więc coraz częściej alternatywnych sposobów zarabiania pieniędzy.

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną