Joanna Cieśla
9 marca 2010

Lokata w genialne dzieci

Jak zdolny, to sobie poradzi?

1995 >>  Wojciech Wasilewski, 14-latek z Łodzi, gdy został zakwalifikowany jako podopieczny Funduszu, od razu wybrał z listy przedstawionej na początku roku trzy warsztaty, na które koniecznie chciał pojechać do Warszawy. Zadania kwalifikacyjne na zajęcia przygotowywał Konrad Banaszek, wtedy student na Wydziale Fizyki UW, były wychowanek Funduszu. Od lat biegnie już sztafeta stypendystów. Coraz więcej laboratoriów jest do dyspozycji zdolnych uczniów – poświęca im czas prof. Henryk Szymczak z Instytutu Fizyki PAN, prof. Mieczysław Mąkosza z Instytutu Chemii Organicznej PAN, polski kandydat do Nobla, pracownicy Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, wydziałów biologii, fizyki, chemii UW.

W porównaniu z wiedzą szkolną ta prawdziwa wiedza naukowa to było dla mnie objawienie. Że można robić eksperyment według własnego pomysłu i nie na jakiś konkurs, tylko żeby coś sobie sprawdzić. Na pierwszych warsztatach mogłem wyhodować monokryształy, potem na Wydziale Fizyki UW zobaczyłem oscyloskopy cyfrowe, do których nigdzie nie było dostępu – opowiada Wojciech Wasilewski. Wyprosił kondensator, z którego w swoim pokoju w Łodzi zrobił laser. Po III klasie wraz z kolegą został wysłany przez Fundusz na warsztaty badawcze w Massachusetts Institute of Technology.

Maria Mach, wychowanka Funduszu, która po niedawnym przejściu Ryszarda Rakowskiego na emeryturę została dyrektorką Biura Funduszu: – Bardzo zdolnym dzieciom potrzebna jest możliwość satysfakcjonującej, rozwijającej pracy, kontakt z inspirującymi nauczycielami, a nie tylko uznanie i nagrody. Im wybitniejsze zdolności, tym więcej czyha zagrożeń, pojawia się apetyt na karierę cudownego dziecka. Z tego też względu inicjator i działacze Funduszu zawsze sprzeciwiali się pomysłom izolacji zdolnych uczniów w osobnych szkołach, hodowlach czempionów.

 

 

Od lat 90. opieka nad wybitnymi uczniami stopniowo staje się główną częścią działalności Funduszu. KBN, a potem Ministerstwo Nauki, stale przekazuje dotacje. W latach 2001–2009 Urząd Rady Ministrów dofinansowuje Fundusz z rezerwy budżetowej. Pomagają też firmy – m.in. Nestle Polska, związane z biznesem fundacje: im. Kronenberga, BRE Banku, J&S Pro Bono Poloniae, ORLEN. Część naukowców i artystów związanych z Funduszem nie tylko nadal nie bierze wynagrodzenia, lecz przekazuje własne nagrody i honoraria. Bywają chwile zadyszki, ale daje się żyć.

2010 >> Wojciech Derkowski jest neurologiem. Zrobił doktorat we wrocławskiej Akademii Medycznej. Pracuje w Kluczborku oraz w Opolu. Od lat przyjeżdża na obozy Funduszu, najpierw jako opiekun medyczny, później także jako wykładowca.

Jan Klata należy do najważniejszych polskich reżyserów teatralnych. Jego spektakle zdobywają nagrody na znaczących festiwalach. Laureat Paszportu „Polityki”, nagrody im. Konrada Swinarskiego. Ostatnio reżyseruje w Niemczech.

Wojciech Wasilewski dwa lata po studiach obronił doktorat z optyki kwantowej. Wyjechał na staż do Instytutu Nielsa Bohra w Kopenhadze, wiodącego ośrodka rozwoju fizyki mikroświata na świecie. Przywiózł stamtąd do Polski tematykę pamięci kwantowych, którą nikt wcześniej w kraju się nie zajmował. Pracuje na Wydziale Fizyki UW. Współpracuje z Konradem Banaszkiem, który w wieku 33 lat zrobił habilitację, odbył staż m.in. w Oksfordzie, a później był zastępcą dyrektora Instytutu Fizyki UMK. Ściągnął do Torunia, a teraz do Warszawy, duże europejskie projekty naukowe i spore pieniądze. Konrad Banaszek jest w zarządzie Funduszu, Wojciech Wasilewski udziela się jako opiekun naukowy.

W ubiegłym roku po raz pierwszy od 1991 r. nikt z Funduszu nie pojechał do MIT. Z powodu kryzysu wycofała się amerykańska fundacja, która finansowała wyjazd, polskie stowarzyszenie nie było w stanie zapłacić 9 tys. dol. Do tej pory przyznano 11 tys. nominacji do udziału w programie Funduszu. Wielu uczniów korzysta z pomocy kilka lat, wsparcie otrzymało więc ok. 5 tys. dzieci. Do programu może ucznia zgłosić szkoła, rodzice lub on sam, potem czeka go czterostopniowa procedura kwalifikacyjna.

Maria Mach: – Dorobek Funduszu niezwykle łatwo zniszczyć. Nasi współpracownicy są osobami bardzo zajętymi. Jeśli w tym roku nie zorganizujemy obozu, nie przyślemy dzieci na warsztaty do ich instytutów, w przyszłym roku trudno będzie z powrotem wbić się w ich grafik. Mamy nadzieję, że ministerialny konkurs zostanie rozstrzygnięty wcześniej.

Wydawałoby się, że Fundusz jest wręcz modelowym przykładem organizacji pozarządowej, jaka powinna mieć hojne wsparcie od instytucji i prywatnych darczyńców. A jednak nie mieści się w obecnym systemie dobroczynności. Zmaga się z biurokratycznymi opóźnieniami. Jest na straconych pozycjach w staraniach o środki unijne.

Wielkim kampaniom nawołującym do przekazywania podatkowych odpisów kierownictwo jest niechętne: za pieniądze wydane na ogłoszenia można przecież zorganizować kolejny warsztat, wyjazd na konferencję. Ponadto Fundusz nie sprzedaje prywatności swoich podopiecznych, choć wzruszające historie utalentowanych dzieci ze zwyczajnych lub bardzo skromnych domów mogłyby rozmiękczyć niejedno serce i otworzyć portfele darczyńców.

Lecz w powszechnej opinii, i to nie tylko w naszym kraju, utarło się, że zdolnym nie trzeba pomagać, i tak mają łatwiej. Organizacji wspierających utalentowaną młodzież jest na świecie nie tak znowu wiele, a na ich tle Fundusz jest wyjątkowy. Ale paradoksalnie, to wszystko, co stanowi o jego wyjątkowości, stało się teraz głównym źródłem jego problemów.

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną