Piotr Stasiak
29 kwietnia 2010

Czym jest społeczność sieci?

Nowe cyfrowe j@

Sieć grupowa

Kacper Latecki, zajmujący się badaniami rynkowymi oraz psychologią społeczną, zwraca jednak uwagę, że wiele sieciowych wizerunków budowanych jest w sposób uproszczony. – Poruszamy się w sferze podstawowych kodów kulturowych. Jeśli ktoś chce uchodzić za młodego luzaka, to wrzuci kilka zdjęć zrobionych komórką na imprezie, a rano napisze, że ma strasznego kaca. Kreujący się na intelektualistę da cytat z niszowej książki. A zbuntowany kontrkulturowiec – odjechane zdjęcie i prowokujące hasło – mówi Latecki. Podobne funkcje ma np. zapisywanie się do grup tematycznych na Facebooku, które mają integrować ludzi wokół ważnych spraw społecznych. Okazuje się jednak, że wiele z nich nie prowadzi żadnej działalności poza tym, że mają licznych członków. Już sama przynależność, tak jak rodzaj odznaki zdobywanej w harcerstwie, ma powiedzieć o naszej tożsamości, poglądach czy być świadectwem ironicznego podejścia do rzeczywistości. I tak gdy tegoroczna aura dała się narodowi we znaki, masowo zapisywano się do grupy „Zimo wyp*****!” (aktualnie 35 tys. fanów), na co natychmiast odpowiedziano formując konkurencyjną „Stop wiośnie”.

Kacper Latecki zwraca też uwagę, że sposób budowania wizerunku w sieci zmienia się z wiekiem. – Nastolatki podkreślają głównie przynależność do grupy rówieśniczej. W wieku studenckim promuje się bunt i zabawę. 25–30-latki, aktywni na rynku pracy, podkreślają swój profesjonalizm – mówi. Podobnego zdania jest Łukasz Dębski z agencji 121PR. – Uwypukla się to, na co chcemy zwrócić uwagę – mówi. Jego zdaniem nadchodzą czasy, w których trzeba będzie bardzo ostrożnie dobierać swe znajomości w sieci, a także dokładnie przemyśleć, co i do jakich grup komunikować. – Wizerunek w sieci można świadomie budować, można nim nawet dla własnych korzyści manipulować. Ale równie dobrze możemy, całkiem nieświadomie, się odsłaniać – ostrzega. Bo nasze sieciowe aktywności i profile społecznościowe mówią o nas więcej, niż sobie tego życzymy.

Pasztet w stringach

Pół biedy, gdy zdradzamy prywatność na własne życzenie. Pięciu na dziesięciu użytkowników Naszej-klasy wrzuca na serwis prywatne zdjęcia. 36 proc. użytkowników serwisu Fotka przyznaje, że znajomych, którym pokazuje swoje zdjęcia, zna tylko online. W tym kontekście, nawet w konserwatywnej Polsce, łatwiej zrozumieć liczbę 300 tys. użytkowników konkurencyjnego portalu fotka.sex.pl, na który wrzucane są amatorskie nagie zdjęcia (w tym szczegółowe zbliżenia genitaliów).

Mikołaj Długosz, artysta i fotograf, tłumaczy to swoistym rozdwojeniem jaźni. – Z jednej strony – jesteśmy narodem północy, kryjącym się i wstydzącym. Z drugiej – mamy w sobie totalne parcie na bycie fajnym, medialnym, akceptowanym. Wirtualny świat, w którym granice prywatności są dalej posunięte niż w realu, stał się wspaniałym narzędziem wyrażenia tych pragnień – mówi. Wiele z tych autopromocji odznacza się nieudolnością. Fotki pstrykane są komórką w siermiężnych blokowych wnętrzach albo domowych łazienkach z wielkimi lustrami. Widać tam bałagan, lastryko, meblościanki, reklamówki z Biedronki, wersalki, kryształy i kafelki ze złoconym paskiem. – Tło zdjęć więcej mówi o naszym kraju niż właściwi bohaterowie. Często wychodzi z tego jaskrawy zgrzyt, dysonans – twierdzi Długosz, który przez wiele miesięcy tropił zdjęcia przedmiotów i wnętrz wystawianych na serwisie aukcyjnym Allegro. Na tej podstawie przygotował głośną wystawę „real foto”. Jaskrawe autopromocyjne porażki są zresztą wyłapywane przez samych internautów i jako tzw. demoty trafiają do popularnego serwisu Demotywatory.pl, w którym prezentowane są zabawne zdjęcia z puentującym je dwulinijkowym komentarzem.

Ale nawet korzystając z Internetu w sposób ostrożny można się zdradzić. Na początku marca serwis aukcyjny Allegro ukrył nazwy kupujących na aukcjach, motywując to ochroną prywatności. – I bardzo dobrze. Do tej pory była to informacja publicznie dostępna. Szefowie Allegro zorientowali się jednak, że przeglądając historię zakupów i wystawionych komentarzy da się bardzo łatwo ustalić zwyczaje zakupowe poszczególnych użytkowników – kupowane produkty, stopień zamożności, zainteresowania – mówi Tomasz Rzepniewski, dyrektor agencji interaktywnej MEC Interaction.

Nadmiar szczerości w serwisie społecznościowym może zaszkodzić w rozwoju kariery. Amerykański serwis CareerBuilder.com przeprowadził ankietę wśród prawie 3 tys. menedżerów w USA. 45 proc. z nich przyznało, że przed przyjęciem kandydata do pracy sprawdzało jego profil w serwisie społecznościowym. Co trzeci z nich odkrył przy tym informacje, które sprawiły, że kandydat został ostatecznie odrzucony. Z badania netHR 2009, prezentowanego na wrześniowej konferencji pod tym samym tytułem, wynika, że w Polsce 21 proc. prowadzących rekrutację zagląda na profile kandydatów (najczęściej na Naszą-klasę). Połowa przegląda, na jakich forach wypowiadał się i jakie opinie wygłaszał. Jedna trzecia sprawdza, jakie kontakty posiada i przegląda opinie innych użytkowników o kandydacie.

Gdy jakaś informacja (zdjęcie, film) raz trafi do sieci, właściwie tracimy nad ną kontrolę. Znajoma dziennikarka opowiadała, jak przyjmując do pracy opiekunkę dla dziecka „wyguglała” jej ades e-mail. Przypadkowo zauważyła, że niedoszła niania jest aktywną uczestniczką forum wielbicieli ekstremalnych praktyk seksualnych. Takie przypadki ponownie przywołują pytanie, gdzie dziś zaczyna się, a gdzie kończy prywatność w Internecie.

Jeden klik

Bloger Maciej Budzich od lat boryka się z tym, co odsłaniać, a czego pilnować. – Na pewno trzeba być autentycznym. Internet wyeliminował podejście „a może się nie wyda”. Stajemy naprzeciw mądrości zbiorowej tysięcy uzbrojonych w informację młodych ludzi, którzy mają dużo wolnego czasu. Jeśli zechcą zabawić się w detektywów, znajdą wszystko. Społeczności nie lubią, gdy się je okłamuje. Ale każdy musi sam postawić sobie granicę prywatności – mówi Budzich, który zdecydował, że bloguje o swej chorobie, ale konsekwentnie milczy o rodzinie i związku.

Psycholog Kacper Latecki uważa, że mamy do czynienia z narodzeniem się nowego typu zachowań społecznych – prywatnych publicznie. – Ich kontrolowanie oraz zarządzanie kontaktami w sieci stanie się jeszcze jedną społeczną umiejętnością. I to bardzo ważną – mówi. Z kolei Eric Qualman w książce „Socialnomics” twierdzi, że w przypadku większości pracowników z przyszłości, zatrudnionych w gospodarce opartej na wiedzy, dojdzie do całkowitej fuzji sfery życia prywatnego i zawodowego.

To dlatego, że znajomość na serwisie społecznościowym rzadko kiedy ogranicza się do osób, z którymi stale kontaktujemy się w realu. Znajomych internetowych mamy dużo, dużo więcej. Ponad połowa aktywnych użytkowników Naszej-klasy dzieli się swą prywatnością z więcej niż 150 osobami, zaś aż 30 proc. – z ponad 300 (badania MEC Interaction). Ta pierwsza wielkość jest o tyle ważna, że w socjologii oznacza tzw. liczbę Dunbara.

Zdaniem prof. Roberta Dunbara, profesora z zakładu Antropologii Ewolucyjnej Uniwersytetu w Oxfordzie, 150 to właśnie optymalna liczba osób, z którymi możemy nawiązać autentyczną relację i których losy jesteśmy w stanie śledzić w serwisach społecznościowych. Do przetworzenia większej ilości kontaktów nasz mózg po prostu nie jest ewolucyjnie dostosowany. Choć pozyskiwanie znajomych na portalach społecznościowych jest niezmiernie proste (jeden klik), to po przekroczeniu liczby 150 głębia relacji dramatycznie spada.

Jason Heller, autor popularnego bloga o nowych mediach „Digital Blur”, uważa, że w przyszłości nasze dzieci będą inaczej rozumieć pojęcia znajomości i przyjaźni. Przyzwyczajone będą do rozproszonej i przypadkowej komunikacji oraz niewielkiego wysiłku, jaki wymaga nawiązanie i podtrzymanie kontaktu. Zaś samą głębię relacji zastąpi gotowość do natychmiastowej współpracy przy wspólnym zadaniu.

Netnekrolog

Krytycy mediów społecznościowych podkreślają, że niefrasobliwość w doborze znajomych i ich zbyt wielka liczba połączona z nadmiarem szczerości może się szybko zemścić. W zeszłym roku linia lotnicza Virgin Atlantic zwolniła kilkanaście stewardes i pilotów, którzy krytykowali w sieci warunki pracy. Zapomnieli jednak, że wśród znajomych mają swoich szefów. Dwa miesiące temu media opisały przypadek Amerykanki, która radośnie donosiła na swym profilu o kolejnych przystankach w podróży poślubnej. Niestety, w gronie jej znajomych znalazł się złodziej, który wykorzystując nieobecność młodej pary okradł ich dom.

Zbadani przez agencję MEC Interaction młodzi internauci już nie są w stanie wyobrazić sobie powrotu do świata sprzed mediów społecznościowych, bo stały się one częścią ich życia. Z kolei serwisy społecznościowe będą nas wszelkimi sposobami zachęcać, aby w sieci powiedzieć o sobie jak najwięcej, bo na tym opiera się idea ich działania. Będziemy więc pisać, blipować, tweetować, komentować.

Gdzieś na samym końcu pojawi się jednak nieuchronne acz kłopotliwe pytanie, co stanie się z tymi wszystkimi informacjami, gdy nasza cielesna powłoka opuści real. Pragmatyczni i wyprzedzający resztę świata Amerykanie i tu znaleźli rozwiązanie. Działają tam już trzy firmy: AssetLock. net, LegacyLocker, Deathswitch.com, które w zamian za skromny abonament – od 10 do 30 lub jednorazową wpłatę 300 dol. – zobowiązują się do zajęcia naszą cyfrową spuścizną w sieci po śmierci. Wbrew pozorom problem jest poważny. Trzeba przecież będzie zarządzać licznymi profilami, hasłami dostępu do nich, fortuną zgromadzoną na kontach punktowych, niedokończonymi transakcjami na aukcjach i w e-sklepach. Ostatnia cyfrowa wola może obejmować szereg rozporządzeń – między innymi poinformowanie znajomych o śmierci, rozesłanie okolicznościowych e-maili, dyspozycję ukrycia przed żoną romansów na serwisach randkowych, uporządkowania rodzinnych fotografii. Można też zostawić dyspozycję co do ostatecznego zbluzgania oponentów na forach dyskusyjnych. Całe życie trzeba się było hamować przez wzgląd na sieciowy wizerunek, to chociaż później można mieć satysfakcję.

 

Top Ten

Najpopularniejsze strony na Facebooku

1. Texas Hold’em Poker (13 mln fanów) – gra internetowa

2. Michael Jackson (11,2 mln fanów) – piosenkarz

3. Mafia Wars (10,1 mln fanów) – gra internetowa

4. Barack Obama (7,8 mln fanów) – prezydent USA

5. Vin Disel (7,7 mln fanów) – aktor

6. Facebook (7,6 mln fanów) – strona serwisu Facebook

7. Megan Fox (6,2 mln fanów) – aktorka

8. Starbucks (6,1 mln fanów) – sieć barów kawowych

9. Lady GaGa (5,6 mln fanów) – piosenkarka

10. Zmierzch (5,2 mln fanów) – seria filmów i książek dla młodzieży

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»