Krzysztof Burnetko
31 stycznia 2012

Urokliwe miejscowości narciarskie

Szusować w ciszy

Zamiast modnych i nowoczesnych, ale głośnych i zatłoczonych kurortów miłośnicy zimy coraz częściej wybierają zaciszne, nastrojowe stacje.

Według sondażu Instytutu Pentor, aż 30 proc. spośród 4–5 mln Polaków uprawiających sporty zimowe wybiera się na urlop poza krajem, a kolejne 15 proc. spędza ferie zarówno w Polsce, jak i za granicą. Powodem jest przestarzała infrastruktura i mocno wygórowane – w porównaniu z jakością oferty – ceny w naszych górach. Ale też i charakter wielu polskich stacji, z Zakopanem na czele. Na Podhalu straszą jaskrawo czerwone neony reklamowe, na zapadłych dotąd wsiach pojawiły się kebaby oraz gigantofony na stokach. Trudno się dziwić, że kto może, wybiera – mimo sentymentu – Alpy czy Dolomity.

Wioska z nagrodami

„Najlepszy kameralny ośrodek narciarski w Europie” wedle brytyjskiego magazynu „The Good Skiing” (i nawiązujący do Hollywood tytuł Białego Oscara); pierwsza lokata w kategorii „Małe, ale doskonałe” Atlasu Narciarskiego ADAC 2009; ścisła czołówka rankingu „Urokliwe miejscowości narciarskie” szwedzkiego periodyku „Aka Skidor” i wreszcie laur Najpiękniejszej Wioski Austrii, nadany przez samych rodaków – to tytuły, którymi w ostatnich latach została obsypana niewielka wioska Alpbach w austriackim Tyrolu.

W Polsce tymczasem jest niemal nieznana, mimo że dojechać do niej można łatwo, bezpiecznie i szybko – leży 60 km przed Innsbruckiem. A i tutejszy nastrój powinien odpowiadać poszukującym spokoju. Życie toczy się tu leniwie, gospodarze są wobec gości życzliwi, a nie zdawkowo uprzejmi. Nie ma blokowisk – nawet największe i najnowsze hotele komponują się z lokalnym krajobrazem (jak zdradził Michael Mairhofer z Alpbachtal Seenland Tourismus, miejscowi ustalili, że domy mogą mieć najwyżej trzy piętra, muszą być wykończone drewnem i mieć... balkony). Najstarsze zabudowania stoją tu ponad 400 lat (pierwsze zapisy o wiosce pochodzą z 1150 r.)! Niektóre gasthofy nad drzwiami dumnie eksponują daty powstania: a to 1608, a to 1634 r. Romantikhotel proponuje pokój, w którym zachowano wystrój ponoć z XVI w. (– Jest dość ciemny, ale piękny – zachwala Michael). W Alpbach rzadkością są za to dyskoteki – wieczory spędza się raczej przy piwie i sznapsach w lokalnych barach, gdzie ucztują i miejscowi, i goście.

Nieco staromodna jest nawet infrastruktura na stokach głównego tam obszaru zjazdowego, czyli północnych zboczach Wiedersberger Horn. Ponad 50 km tras (położonych między 600 a 2025 m n.p.m.) obsługuje 21 wyciągów (3 gondole, 5 krzesełek plus orczyki i talerzyki). Urządzenia pochodzą głównie z lat 90. – nie ma więc podgrzewanych siedzeń wyciągów krzesełkowych czy ruchomych schodów na perony gondolek. Tyle że i wielu gości uważa takie udogodnienia za fanaberie, niegodne ludzi gór. Wolą chociażby, gdy zamiast wszechobecnych słupów wyciągów, gdzieś na stoku stoi stara bacówka czy chata (a w Inneralpbach, jednej z wiosek doliny, w niektórych z nich można nawet zanocować – w spartańskich warunkach, co tylko dodaje smaku przygodzie).

Trasy są za to doskonale przygotowane: w styczniu dało się całkiem przyzwoicie jeździć, pomimo zakończonej właśnie po okrągłej dobie... ulewy. Uznani freeskiingowcy Sebastian Litner i Andrzej Osuchowski sprawdzili też nowy funpark – skocznie wprawdzie nie są wielkich rozmiarów, ale udało się zrobić kilka atrakcyjnych tricków. W ramach tzw. Austrostrady, czyli sprawdzania freeride’owej oferty austriackich ośrodków zimowych, musieli wybrać się także poza wytyczone trasy. Okazało się, że w Alpbach możliwości jazdy off piste jest sporo, a na dodatek freeride jest tam stosunkowo bezpieczny pod względem lawin.

Dodatkową atrakcją są widoki z grzbietu masywu: z jednej strony na dolinę Zillertal, z drugiej zaś na Alpy Kitzbühelskie (Alpbachtal jest członkiem związku Verbund Kitzbüheler Alpen, co skutkuje rozmaitymi udogodnieniami i zniżkami dla gości – a do słynnego w całym narciarskim świecie Kitzbühel z jego Die Streif, jedną z najtrudniejszych tras zjazdowych Pucharu Świata, jest pół godziny jazdy samochodem).

Jest wreszcie Alpbach stacją nader przyjazną dzieciom. Aż do 15 roku życia mogą tam korzystać z wyciągów za darmo (wyjątkiem jest okres świąteczno-noworoczny oraz dwa tygodnie w lutym). Atrakcyjne są też ceny w szkółkach narciarskich. A najmłodsi (od dwóch lat) mogą bawić się – oczywiście również na śniegu – w Kids-Center, położonym na szczycie Wiedersbergerhorn.

Rodzice zaś po nartach mogą zajść do lokalnego browaru Josepa Mosera tuż przy dolnej stacji kolejki Pöglbahn, jednego z trzech obszarów narciarskich Alpbachtal. Joe warzy swoje piwo na ledwie 100 m kw. Sam wykonał kadzie i inne instalacje. Sam także opracował – i ciągle doskonali – receptury. Efektem jest 7 tys. litrów piwa rocznie. Joe robi 5 rodzajów piwa (m.in. przedni keller – piwo ciemne – zawierający ledwie 4 proc. alkoholu oraz w „limitowanej edycji” dłużej dojrzewające i mocniejsze bożonarodzeniowe).

Piw Joe Mosera nie można kupić poza Alpbachtal. Serwuje je tylko w swoim browarze, a sprzedaje jedynie lokalnym restauracjom i pubom w dolinie.

Diament Alp

Także w Tyrolu, niespełna 20 km od głośnego i zabawowego Sölden, na samym krańcu doliny Ötztal, leży niemal równie wielki obszar narciarski: Hochgurgl/Obergurgl.

Stacja ma zupełnie inny charakter niż znane choćby z zawodów inaugurujących alpejski Puchar Świata Sölden – jest dużo cichsza i, by tak rzec, bardziej wysmakowana. Również jej klientela jest inna – to nie żądna imprez après ski młodzież, lecz stateczniejsi miłośnicy sportów zimowych. Nie przez przypadek za jedną z wizytówek Gurgl uznaje luksusowe, w tym pięciogwiazdkowe, hotele, wybudowane z zachowaniem alpejskiego stylu na wysokości 2150 m n.p.m. Znamienne jest i to, że w schronisku/restauracji Wurmkoglhutte, czyli na 2807 m n.p.m., można skorzystać z... bankomatu, a w samej stacji, w trosce o klasę wypoczynku, wprowadzono ograniczony ruch samochodowy.

Równocześnie stacja wśród miejscowych speców uchodzi za doskonałą bazę do freeride’u (choć podkreślają oni, że aby trafić w dobre miejsca, trzeba znać okolicę, więc niezbędna jest pomoc lokalnego przewodnika).

Wreszcie jest tu dużo mniej gości niż w Sölden. Nie bez powodu Hochgurgl/Obergurgl reklamuje się jako miejsce, gdzie nigdy nie uświadczysz kolejek do wyciągów.

W styczniu zaskakiwały właśnie pustki przy kasach przed stacją nowoczesnej gondolki Hochgurglbahn. Także na stokach nie było tłumów. Bo i infrastruktura wyciągowa jest chlubą tej stacji – dość powiedzieć, że największe inwestycje minionych lat, czyli system gondolek w Hoch i Obergurgl wraz z łączącą oba obszary kolejką Top Express, kosztował 95 mln euro.

W sumie 110 km tras jest obsługiwanych przez 24 wyciągi, zdolne w godzinę przewieźć prawie 40 tys. narciarzy. Duże pieniądze wkłada się także w przygotowanie tras. Choć wytyczono je pomiędzy 1800 a 3080 m n.p.m., aż na 95 proc. zainstalowane są armatki umożliwiające dośnieżanie.

To –

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną