Taste Barcelona ****
Bardzo lubimy odwiedzać Barcelonę. Prawdę mówiąc smakuje nam cała Katalonia. Nie znamy wprawdzie języka katalońskiego, ale i z hiszpańskim jesteśmy na bakier. Natomiast dobre tapas wyczuwamy na odległość. A tu takie podają.
Gdyby nie wilgoć i lodowaty wiatr hulający po Kruczej zamówilibyśmy nasze ulubione gazpacho ale dzięki rezygnacji z tego chłodnika poznaliśmy smak zupy czosnkowej i drugiej z owoców morza. Delikatny bulion rybny z cudownie nierozgotowanymi warzywami, krewetkami różnych rozmiarów i mulami wprawił nas w stan zadowolenia. Jeszcze lepsza była zupa czosnkowa, w której pływały chrupiące – i to do samego końca - maleńkie kostki grzanek.
Mieliśmy nadzieję, że taki wstęp może zapowiadać tylko cudowną kulminację przy drugich daniach i pełną ekstazę podczas deseru. I tak też było. Jagnięcy comber był delikatny, soczysty, odrobinę – jak przystało na danie katalońskie – krwisty a przy tym kruchy i pachnący tamtejszymi ziołami.
Trochę powybrzydzać możemy przy kolejnym daniu, a była to ośmiornica na plastrach ziemniaków ze spora dawką ostrej papryki. Byłoby wspaniale, gdyby danie było gorące. Letnia ośmiornica traci na uroku. Choć i tak zjedliśmy wszystko do ostatniego kawałka macek.
Klasyczny kataloński deser to oczywiście crema katalana. Wielka micha pełna słodyczy pokrytej skarmelizowanym cukrem powodującym miłe chrupanie. Drugi deser był jednak znacznie lepszy: ciasto migdałowe faszerowane kozim zerem, w sąsiedztwie malin, podsmażonych płatków migdałów i wszystko polane miodem. Sama rozkosz.
Po tej porcji słodyczy musieliśmy wypić espresso bez cukru. I tylko żałowaliśmy, że z powodów samochodowych nie mogliśmy (tym razem) wypić jednego z katalońskich win, które w dodatku w tej restauracji są sprzedawane bez „warszawskiego” narzutu czyli za zupełnie małe pieniądze.
Na koniec kilka słów o wystroju. Taste Barcelona jest knajpką niedużą, pięknie urządzoną, meble nowoczesne, ale pozwalające wygodnie zasiąść i spędzić bez odcisków na pośladkach kilka smakowitych godzin. Malowidła na ścianach przypominają, że Barcelona to miasto Dalego, Gaudiego i Miro. A szef kuchni jest także wybitnym artystą.

