Jezioro Łabędzie ***
Jezioro Łabędzie przy ul. Moliera. Lokal ten, umiejscowiony w budynku szkoły baletowej tuż obok opery, musiał liczyć się z umuzykalnionymi potrzebami gości. Stąd operowa nazwa i... liczne wydarzenia kulturalne odbywające się we wnętrzach restauracji oraz w sympatycznym ogródku z tyłu budynku.
Karta dań zawiera prawdziwe kulinarne arcydzieła. Do takich zaliczylibyśmy zupę z czerwonej soczewicy, zupę z dziczyzny na miodzie z rozmarynem i jałowcem oraz banalny, wydawałoby się, żurek z cielęcymi pulpetami.
Tym samym zachwytem można obdzielić grillowanego sandacza z krewetkami oraz rigatoni, czyli po polsku makaron rurki, nadziewane prawdziwkami i pieczonym boczkiem.
Ceny niezatrważające, choć i niezbyt ulgowe. Za obiad dla dwóch panów, składający się zaledwie z ośmiu dań, zapłaciliśmy równo 190 zł. Warto było.
Poważnym minusem (stąd tylko trzy gwiazdki) było oczekiwanie na drugie, czyli główne, dania ponad 35 minut. W dodatku jedno z nich było dość chłodne, co świadczyło o tym, że czekało, aż druga potrawa też będzie gotowa. Na koniec zaś brak pani menedżer uniemożliwił wypisanie faktury, którą miano do „Polityki” nadesłać pocztą. I do dziś nasza księgowa jej nie zobaczyła. A fe! Jeśli poczta źle funkcjonuje, to można było skorzystać z łabędzia.

