Piotr Adamczewski, Andrzej Garlicki
10 maja 2010

Banja Luka *****

Adres: Warszawa, ul. Puławska 101

Na Puławskiej, pod numerem 101, vis-a-vis parku Dreszera, stoi samotna, stara kamienica. Nie kojarzy się ona dobrze smakoszom. Ale teraz... Przed wejściem, z boku, jest rozbudowany ogródek z niewielką fontanną w środku, starymi drzewami skutecznie ocieniającymi stoliki, które przed słabym deszczem chronią parasole. Stoliki i ławy z grubego, jasnego drzewa, wszystko ładnie zakomponowane. Świetne miejsce na ciepłe, letnie dni i wieczory.

W środku restauracja ma również rustykalny charakter: masywne krzesła, wygodne ławy, stoliki bez obrusów i odpowiednie dekoracje na ścianach. Obsługa kompetentna, sprawna, miła, w strojach ludowych, które w tym wypadku są na miejscu. Przyjemnie i wygodnie.

Kucharz Goran Milosević jest Serbem i potrafi wspaniale gotować. Kuchnia bośniacka korzystnie wyróżnia się spośród kuchni bałkańskich. Przede wszystkim chyba dlatego, że Bośnia graniczy z Chorwacją, a to było okno na chrześcijańską Europę. Ta część półwyspu przez kilka stuleci znajdowała się pod panowaniem tureckim. Muzułmanie zaś eliminują z jadłospisu wieprzowinę, która w diecie chrześcijan zajmuje poczesne miejsce. Dodajmy, że na ogół pogranicza kulturowe mają interesującą kuchnię.

Wybraliśmy na początek talerz serbskich rozmaitości (16 zł) i, w tej samej cenie, faszerowaną paprykę. Obie zakąski polecamy. Talerz rozmaitości składał się z papryczek (ale nie przesadnie ostrych), pomidorów wypełnionych dwoma rodzajami pasty i sałaty. Zabrakło ulubionej przez nas pieczonej papryki, której kucharz widać nie ceni. Papryka nadziewana specjalnie przyrządzonym ryżem i zapieczona podawana na ciepło intensywnie wzmogła apetyt.

Chłodnik (8 zł) i zupę rybną (10 zł) zamówiliśmy z łakomstwa i grzech ten nie został ukarany.

Z dań głównych wybraliśmy pljeskawicę (20 zł), czyli grubo mielone mięso wołowe, podsmażone i posypane świeżą cebulą, a podawane z sałatą. Dalekim krewnym pljeskawicy, z gorszej zresztą linii, jest amerykański hamburger. Polecamy też rybę o nazwie labrak (35 zł), soczystą, w ziołach, a przyrządzaną na ruszcie.

Wśród deserów była baklava (10 zł), klasyczne ciastko bałkańskie o tureckim rodowodzie. Bardzo słodkie i tłuste, acz dość wyrafinowane. W karcie win sprowadzane z Macedonii wina stołowe podawane są w karafkach, w cenie 60 zł za litr, ale można zamawiać i mniejsze ilości.

Ogólnie rzecz biorąc, świetne miejsce na spotkanie z przyjaciółmi, szczególnie gdy pogoda pozwala na korzystanie z ogródka. Z czystym sumieniem przyznajemy pięć gwiazdek.

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną